"Po wczorajszej przegranej udało się nam podnieść zespół z kolan. To była trudna sytuacja, przede wszystkim psychicznie, ale po przeprowadzonym rano treningu ustaliliśmy taktykę. Dziś zagraliśmy z głową i to było kluczem do zwycięstwa. Jestem szczęśliwy, że wygraliśmy i przedłużyliśmy rywalizację" - powiedział po niedzielnym meczu litewski szkoleniowiec Energi Algirdas Paulauskas.

 

Mimo dobrego początku w wykonaniu bydgoszczanek, koszykarki Energi sukcesywnie przejmowały inicjatywę na boisku, by na trzy i pół minuty przed końcem pierwszej kwarty wyjść na prowadzenie 12:10. W ekipie trenera Tomasza Herkta w pierwszych minutach punktowała tylko Denesha Stallworth, a wśród rywalek czyniły to cztery zawodniczki. Zespół gości lepiej radził sobie też pod koszem, głównie dzięki najwyższej na boisku Kelly Cain.

 

To właśnie jej punkty spod tablicy oraz świetnie znajdującej czyste pozycje do rzutu Nicole Michael zdecydowały, że Energa powiększała przewagę. Bydgoszczanki miały za to problem z celnością rzutów i gubiły piłkę po niecelnych podaniach. Łącznie w pierwszej połowie odnotowały 10 strat. Na przerwę Artego schodziło przegrywając 27:38.

 

Po zmianie stron, w ciągu pierwszych dwóch minut gry dwie "trójki" trafiła Katarzyna Suknarowska, jedną Elżbieta Międzik i z przewagi Energi zostały zaledwie cztery punkty. Przerwać ten dobry moment gry bydgoszczanek postanowił od razu szkoleniowiec gości prosząc o czas.

 

Koszykarki z grodu Kopernika zaczęły skuteczniej bronić, co od razu przełożyło się na nerwowość i kilka strat po stronie Artego. Torunianki jednak także nie mogły zakończyć akcji celnymi rzutami, więc wynik w trzeciej kwarcie długo się nie zmieniał. Dopiero na trzy minuty przed końcem tej części gry "za trzy" trafiła Darxia Morris z Energi i ostatnie 10 minut ta drużyna rozpoczynała z dziewięciopunktową przewagą.

 

Po obu stronach sporo było nerwów i błędów, ale przyjezdne kontrolowały wynik do ostatnich sekund i pewnie zwyciężyły.

 

"Często mówimy, że wygrywa zespół, który nie daje sobie wrzucić łatwych punktów. Nam się niestety to dziś nie udało. Słabo graliśmy szybkim atakiem, w rzutach powtórnych dużą przewagę miał Toruń. Przy 20 naszych stratach, w stosunku do 13 rywalek, trudno jest wygrać. Na pewno nie zlekceważyliśmy przeciwnika, ponieważ wszystkie mecze były zacięte, natomiast widać było moim zdaniem, że toruński zespół zachował na dzisiejsze spotkanie więcej sił, był bardziej zdeterminowany" - skomentował Herkt.

 

Jak podkreślił, żal straconej szansy, bo "Toruń grał z nożem na gardle".

 

"Jednak poradził sobie znakomicie, za co należą się gratulacje. Przedłuża się seria niezwykle emocjonujących derbów w ćwierćfinale. W piątym pojedynku szanse będą 50 na 50. W decydujących meczach nie ma faworyta" – dodał szkoleniowiec Artego.

 

Piąte spotkanie rozegrane zostanie w środę. Początek w Arenie Toruń zaplanowano na godz. 18.