Koszykówka

​Final Four NCAA: Transmisje w Polsacie...

Filip Gawęcki: Jakie są nastroje przed nadchodzącymi finałami NCAA?

Przemysław Karnowski: Przede wszystkim cieszymy się, że jesteśmy w Phoenix i weźmiemy udział w tak wielkim wydarzeniu. Jest to pierwszy raz w historii szkoły, będzie więc niezwykle dużo kibiców. Liczymy, że w sobotnim starciu z South Carolina uda się wygrać i awansować.

W Polsce nie do końca możemy zdawać sobie sprawę, czym tak naprawdę w Stanach Zjednoczonych są finały NCAA. Za oceanem mówi się "marcowe szaleństwo", które jest częściej bardziej popularne niż finały NBA.

Popularność i szaleństwo są gigantyczne. Każdy, kto kiedykolwiek był w college'u lub na uniwersytecie stara się wspierać i dopingować swoją drużynę, jeździ za nią na mecze. Turniej składa się z 68 drużyn, trwa ponad trzy tygodnie. Wraz z zespołem udało nam się zakwalifikować do czołowej czwórki, więc jest to niemały wyczyn. O popularności tego wydarzenia niech świadczy fakt, iż w dniu finału NCAA (poniedziałek) wszystkie mecze NBA są odwołane.

Półfinałowe spotkanie z South Carolina: stawiacie się w roli faworyta i myślicie o awansie, czy cieszy was sam awans do elitarnego grona?

Oczywiście, cieszymy się. Jednak nasz najbliższy rywal również nie był stawiany w gronie faworytów do czwórki, więc szanse oceniam po równo. South Carolina znana jest z agresywnego krycia na całej przestrzeni boiska.

Na czym polega zasadnicza różnica między NBA a NCAA?

Jest sporo różnic, przede wszystkim w formule rozgrywek. W NBA mierzy się 30 ekip, pierwsza dywizja NCAA zrzesza około 350 drużyn. Najprostsza definicja? Każdy w NCAA walczy o swoje życie, dostając sportowe stypendia chłopaki oddaliby serce za swoją szkołę, więc to jest podstawowa różnica między tymi ligami.

Dobre występy w NCAA będą dla ciebie przepustką do najlepszej ligi koszykarskiej świata?

Nie ukrywam, że dostanie się do NBA jest celem zarówno moim, jak i większości chłopaków występujących w NCAA. Jako piątoroczniak będę automatycznie dopuszczony do draftu i na pewno będę starał się dostać tam w ten sposób. Jeśli się nie uda, nie będzie to koniec świata - jest jeszcze liga letnia i campy przedsezonowe, więc tych okazji jest dużo. Tak naprawdę żaden z nas nie może w tej chwili myśleć o "awansie", bo pozostały nam jeszcze dwa arcyważne mecze. Na takie dywagacje czas przyjdzie po sezonie.

W Phoenix może na trybunach zasiąść około 70 tysięcy kibiców. Miałeś już okazję występu przed tak liczną publicznością?

Dokładnie będą to 72 tysiące osób. Największa publiczność, przed którą grałem liczyła około 35 tys. kibiców w 2015 roku, kiedy biliśmy się o Final Four z Duke, a wszystko rozgrywało się na stadionie do futbolu amerykańskiego. Niestety nie udało nam się wówczas wygrać, ale było to dobre przetarcie...

Final Four NCAA już w ten weekend! Transmisje w Polsacie Sport.