Szymon Woźniak, bardzo pozytywny jegomość rodem z Tucholi, powinien przygotować się niezgorzej niż jego biblijny kolega z Cyreny. Szymon to młodzieżowy mistrz Polski w 2014 roku. Człowiek, który wiele nauczył się u szkockiego guru – Norrie Allena, byłego mechanika Ivana Maugera, braci Moranów i Marka Lorama. To czego Szymon Woźniak doświadczył startując w barwach Leicester Lions mogłoby być kanwą niejednej powieści.

 

Szymon to chłopak, który uwielbia zaglądać pod podszewkę, posiada wyjątkowo chłonny umysł, przeto nie boi się nowych wyzwań. Odkąd wywędrował z Bydgoszczy do Wrocławia, poszerzył wachlarz umiejętności. W tym sezonie awansował do finału Złotego Kasku. 20 kwietnia Szymon wystartuje z numerem jeden w zawodach, które śmiało pretendują do miana piekielnych czeluści. Z finału w Zielonej Górze wiedzie bardzo wąski przesmyk do eliminacji do cyklu Speedway Grand Prix’2018. Tylko pięciu najlepszych zawodników czwartkowego turnieju uzyska awans do rund kwalifikacyjnych mistrzostw świata w Żarnovicy, Abensbergu i Esbjerg. W Lonigo nie przewidziano miejsc dla reprezentantów Polski. Jedna nominacja (przeważnie przyznawano pechowcowi) pozostaje w gestii Głównej Komisji Sportu Żużlowego. Polska otrzymała sześć miejsc w eliminacjach do elitarnego cyklu. Nawet jeśli któryś ze śmiałków przeciśnie się przez cieśninę i gardziel węższą od tej w gaźniku (34 mm), nie będzie to oznaczało dotknięcia niebios. To dopiero początek Golgoty…

 

Dudek show

 

Przed rokiem w finale Złotego Kasku zwyciężył człowiek, który okrutnie ciężko zapracował na sukces. Ma coś z Shawna i Kelly’ego Moranów, bo balansuje na motocyklu jakby był gimnastykiem artystycznym. Pracuje elastycznie, ma niebywałą pamięć mięśniową, jazda sprawia mu przyjemność jak turyście zagubionemu w Patagonii przyglądanie się lodowcom Perito Moreno… Patryk Dudek, syn mężnej i walecznej Honoraty i Sławomira, brązowego medalisty mistrzostw Polski z Torunia w 1991 roku. Patryk wygrał finał Złotego Kasku, przebrnął przez eliminacje, a w finale pt. GP Challenge nie stracił choćby oczka! 15 punktów na torze Vetlandy wyrwane stadu wygłodniałych wilków – to musi budzić szacunek. „Duzers” ma ogromny dystans do świata. „Mniej wiesz, lepiej śpisz” – mawia Patryk, indywidualny mistrz Polski’2016. Zdobył już złoto w mistrzostwach świata juniorów, został mistrzem świata w drużynie, a więc do pełni szczęścia brakuje, aby ukłuł palcem skarbiec Speedway Grand Prix.

 

3 września 2016 roku Patryk nie dał szans Martinovi Vaculikowi, pokonał Fredrika Lindgrena i Kennetha Bjerre. Przedostał się na salony. Nikt głośno o tym nie mówi, ale Patryk może być czarnym koniem GP’2017. Nikt mu nie podarował dzikiej karty. Awans do elitarnego grona wywalczył sobie wylewając hektolitry potu. Od małego oglądał popisy Maxa Biaggi (czy to w wyścigach superbikes czy Moto GP). Kocha spaliny, ale na szczęście nie ma usposobienia fanatyka. Podczas gali FIM w Monte Carlo’2013 zobaczył na własne oczy Marca Marqueza i Laię Sanz, więc spełnił się jego sen. Teraz Patryk marzy o medalu MŚ, ale jak zawsze ostrożnie podchodzi do zagadnienia. Mógłby siedzieć na sofie 20 kwietnia, ale woli przytulić się do ramy motocykla. Bartosz Zmarzlik czuje się na siłach i nie wystąpi w finale Złotego Kasku, choć jako pełnoprawny uczestnik cyklu GP, miał zagwarantowane miejsce w zielonogórskiej imprezie. Szczecinianin wierzy, że utrzyma się w gronie ośmiu najlepszych zawodników Speedway GP. Wolno mu, wszak w debiucie zdobył brązowy medal niczym Emil Sajfutdinow w sezonie 2009. „Duzers” woli dmuchać na zimne, dlatego z uśmiechem na ustach założy plastron z numerem dwa i powalczy o pierwszą piątkę w czwartkowy wieczór… Mądry jegomość. Wybrał inną drogę na ośmiotysięcznik Lhotse. Nie podoba mu się ekstremalna południowa ściana…

 

Słowackie haluszki i rosyjskie blincziki

 

Dwóch spośród sześciu szczęśliwców trafi do rundy kwalifikacyjnej, która odbędzie się 6 maja w słowackiej Żarnovicy. Miasteczku w dolinie rzeki Hron, w którym urodził się Martin Vaculik, drugi zawodnik GP Challenge’2016. Haluszki, langosz, kąpiel w rzece, a potem instrumenty na zbiornik, kask na głowę i naprzód! Dwóch innych żużlowców, którzy przebrną przez finał Złotego Kasku pojedzie do duńskiego Esbjerg, rodzinnego miasta genialnego Erika Gundersena, trzykrotnego indywidualnego mistrza świata. 6 maja w Esbjerg, na torze smaganym przez podmuchy wiatru wystartuje dwóch Polaków.

 

Wreszcie 5 czerwca w bawarskim Abensbergu również pojawi się duet polskich żużlowców, którzy marzą o awansie do cyklu GP. Do Lonigo żaden orzeł się nie wybierze. Tak zdecydowała Komisja Wyścigów Torowych przy FIM (Międzynarodowej Federacji Motocyklowej). Ci, do których uśmiechnie się los i którym nie zdefektuje Giuseppe Marzotto ani GTR na sześć cali przed szachownicą, przedostaną się do dwóch półfinałów. Pierwszy półfinał odbędzie się 15 czerwca w bawarskim Olching (tam gdzie Piotr Protasiewicz zdobył złoty medal mistrzostw świata juniorów w 1996 roku). Drugi półfinał zostanie rozegrany 17 czerwca we włoskim Terenzano. Siedmiu najlepszych zawodników z każdego półfinału uzyska awans do decydującej rozgrywki w rosyjskim Togliatti. Do miasta, w którym gangsterzy nie cofają się przed niczym (nawet przed rozpędzoną Ładą), pojadą wyjątkowo odważni ludzie. 19 sierpnia w Togliatti tylko trzech najlepszych żużlowców GP Challenge będzie z radością zajadało się blinczikami popijając barszczyk… Jeśli Patryk Dudek powtórzy sukces z Vetlandy, będzie musiał błyskawicznie przemieścić się do ojczyzny, bo tydzień po zawodach w Togliatti – 26 sierpnia, czeka go występ w GP w Gorzowie Wielkopolskim.

 

Kiedy umyć motocykle, kiedy zmrużyć oko, kiedy złożyć wizytę w siedzibie sponsora? Życie żużlowca to nie jest stół zastawiony sushi i wasabi, jeno ciężki kawałek chleba.

Kto chce się o tym przekonać, niechaj włączy Polsat Sport o godzinie 17.30 i bacznie przygląda się rozwojowi wypadków przy W69 w Zielonej Górze…