Niemiec, który uległ poważnemu wypadkowi w wyścigu Dookoła Chorwacji, nie wystartuje w zbliżającym się Giro d'Italia. "Zapewne pojadę we Vuelta a Espana" - napisał polski kolarz na swoim blogu, gdzie wspominał też Michele Scarponiego, który zginął w sobotę.

 

"Na razie ogólnie czuję się źle. Niesamowicie bolą mnie plecy, jakby mnie ktoś pobił kijem baseballowym. Żona musi mi pomagać we wstawaniu z łóżka i kładzeniu się do niego. Na nogę mam już założone usztywnienie, na obojczyk szelki. Wczoraj byłem u lekarza z moją nogą, zrobili mi tomografię i wiem już, że mam pękniętą rzepkę" - poinformował w niedzielę 37-letni zawodnik ekipy UAE Team Emirates.

 

W poniedziałek Niemiec przejdzie kolejne konsultacje obojczyka i kolana, które być może trzeba będzie operować.

 

"Nie wygląda to wszystko najlepiej, jak mi się uda wsiąść na rower w maju to będzie to sukces. Zazwyczaj regeneracja obojczyka trwa około 20 dni" - dodał.

 

Niemiec opisał też wypadek, do którego doszło w czwartek.

 

"Jechaliśmy z przodu peletonu, bo mieliśmy lidera. Byłem na trzeciej pozycji, ciągnął Andrea Guardini z mojej drużyny, a między nami był kolarz z ekipy Trek Segafredo. Wpadliśmy na rondo, które było zrobione w kształcie kopca – asfalt od środka do krawężnika był pochyły, a my mieliśmy przejechać po nim prosto. Nawierzchnia była niesamowicie śliska, chociaż było sucho, i już motocykl z kamerą jadący przed nami ledwo dał sobie radę. Guardini sobie poradził, bo jest malutki, a ja pamiętam tylko tyle, że kolarz przede mną poleciał i pociągnął mnie za sobą. Siła upadku mnie odwróciła i uderzyłem plecami w krawężnik, gdyby nie to skończyłoby się pewnie tylko na szlifach" - relacjonował.

 

Jak wspomniał, po wizycie w szpitalu wrócił do hotelu i kolejnego dnia miał już samolot do Polski.

 

"Po przylocie pojechałem prosto do kliniki, żeby od razu zrobić coś z kolanem, bo było strasznie spuchnięte. Pocieszam się tym, że sezon jest długi i nie kończy się na Giro d’Italia, chociaż szkoda mi tego startu, bo noga już była całkiem dobra. Setna edycja miała być najbardziej kolorowa, chociaż po informacji o Michele Scarponim nic nie wiadomo. Ja pewnie w związku z tym wszystkim pojadę na Vuelta a Espana" - zaznaczył.

 

O śmierci włoskiego kolarza Michele Scarponiego, potrąconego przez samochód podczas treningu, Niemiec dowiedział się w sobotę rano.

 

"Po mojej kraksie w czwartek jedną z pierwszych wiadomości, którą dostałem, był sms od Michele Scarponiego. Mówił, żebym się nie przejmował, że obojczyki łamią nawet najlepsi. Odpisałem mu, że dziękuję i życzę mu udanego Giro d’Italia. I nagle taka tragedia. Jest mi tym bardziej przykro, że znam też jego żonę i dzieci, czteroletnie bliźniaki. Byliśmy bardzo zżyci. Nasz świat kolarski nie jest duży, znamy się wzajemnie, kontakty między nami zostają na lata. Widzimy się 100 dni w roku" - zauważył Niemiec.

 

Przez trzy lata jeździł w jednej grupie ze Scarponim, na wszystkich zgrupowaniach zawsze trzymali się razem.

 

"To była przyjaźń. Jak Scarponi osiągał swoje największe sukcesy w Lampre, to ja miałem w nich swój udział. On dla mnie zawsze był i będzie wielkim kolarzem. Był bardzo wesołym i zabawnym człowiekiem, razem z nim na wyścigach zawsze pojawiała się dobra atmosfera. Kiedy jechał z nami na wyścigu, nigdy nie było cicho, nawet jak coś nie szło to żartował. Taka dusza towarzystwa. Praktycznie na wszystkich swoich zdjęciach albo jest uśmiechnięty, albo ma głupią minę – taki właśnie był. Nie chciał jeszcze kończyć kariery w tym roku. Będzie mi go brakowało" - zakończył.