Co prawda Liverpool nie prezentuje się tak dobrze jak na początku sezonu, kiedy przede wszystkim ofensywni piłkarze zachwycali praktycznie kolejka w kolejkę, ale jakoś punkty zdobywa. Mecz z Crystal Palace na pewno nie był tym z gatunku łatwych, ale biorąc pod uwagę sytuację w tabeli, "The Reds" musieli wygrać. Dwa punkty przewagi nad Manchesterem City i trzy nad Manchesterem United to zaliczka dobrze wyglądająca tylko na papierze.

Początek był bardzo chaotyczny, ale za sprawą przebłysku geniuszu Coutinho, który uderzył kapitalnie z rzutu wolnego, Liverpool wyszedł na prowadzenie. Wydawało się, że najgorsze już za ekipą Kloppa, ale tak się nie stało. Goście grali dojrzale i pod koniec pierwszej połowy wyrównali. Yohan Cabaye wstrzelił piłkę w pole karne, a bramkę zdobył nie kto inny jak Christian Benteke - były gracz... Liverpoolu.

To właśnie Benteke został bohaterem spotkania, gdy w 74. minucie wykorzystał nieuwagę obrońców Liverpoolu. Mina Belga po strzelonym golu mówi sama za siebie, on miał w tym meczu do wygrania znacznie więcej niż trzy punkty.

Crystal Palace zadziwia, bo w kwietniu wygrało już z Chelsea, Arsenalem i właśnie z Liverpoolem. Sam Allardyce miał utrzymać drużynę w Premier League i wszystko wskazuje na to, że mu się to uda. "The Reds" z kolei mają niewielką przewagę nad dwoma ekipa z Manchesteru i do ostatniej serii spotkań będą musieli walczyć o miejsce w pierwszej czwórce. Nie wszystko mają już jednak w swoich rękach...

Liverpool - Crystal Palace 1:2 (1:1)

Bramki: Coutinho 24 - Benteke 42, 74.

Liverpool: Mignolet - Clyne (84 Grujic), Matip, Lovren (79 Alexander-Arnold), Milner (82 Moreno)- Wijnaldum, Lucas, Can - Firmino, Origi, Coutinho.

Crystal Palace: Hennessey - Ward, Kelly, Tomkins, Schlupp - Cabaye (83 Delaney), Milivojevic - Zaha (78 van Aanholt), Puncheon, Townsend - Benteke (88 Campbell).

Żółte kartki: Grujic - Benteke, Milivojevic.