Czym jest dla pana udział w turnieju Final Four Ligi Mistrzów FIBA i mecz półfinałowy z AS Monako? Banvit sprawił już największą niespodziankę w tym sezonie w Turcji pokonując w finale pucharu kraju zespół Euroligi Anadolu Efes Stambuł.

 

Saso Filipovski: Cieszę się, że uczestniczę w historycznym sezonie dla klubu. Mamy ogromne wsparcie jego władz i kibiców. Jestem radosny i podekscytowany, podobnie jak koszykarze. Nie możemy doczekać się meczu półfinałowego. To, że wywalczyliśmy puchar w Turcji nie zmienia naszego nastawienia. Nie chcemy, by ta przygoda zakończyła się tylko na półfinale. Gramy o kolejne trofeum. Znamy Monaco dobrze, walczyliśmy w grupie Ligi Mistrzów i wiemy, że czeka nas trudny mecz z liderem francuskiej ekstraklasy.

 

W jakiej formie zabiera pan zespół na Teneryfę, gdzie odbędzie się pierwszy w historii finał rozgrywek LM FIBA?

 

Mamy trochę problemów zdrowotnych, ale wierzę, że do piątku sytuacja się poprawi i będzie lepiej. Wygraliśmy ostatni mecz ligowy. Walczymy w lidze tureckiej o czwarte miejsce przed play-off. Nasi najwięksi krajowi rywale w rywalizacji o tę lokatę to Darussafaka i Galatasaray. Myślami jesteśmy jednak teraz tylko przy meczu Monako.

 

A w jakiej formie jest reprezentant Polski Damian Kulig?

 

Robi postępy od początku sezonu. To bardzo mądry zawodnik, który rozumie taktykę i potrzeby zespołu. Mogę powiedzieć, że bardzo mi pomaga swoją postawą na parkiecie. U mnie gra i jako środkowy, +szybka+ piątka, ale i jako silny skrzydłowy - czwórka, w zależności od potrzeb. Poza tym ma dobry rzut za trzy punkty. To koszykarz uniwersalny na tych dwóch pozycjach. Ważne, by był zdrowy. Ostatnio miał kłopoty ze stawem skokowym, ma kilka dni zaległości treningowych, ale cały czas walczy o powrót do jak najwyższej formy. Myślę, że w reprezentacji także mógłby spokojnie funkcjonować wymiennie pod koszem, w zależności od koncepcji trenera.

 

Jakie są mocne strony pana drużyny i rywali z Francji?

 

Monaco gra szybko i atletycznie. Musimy rozegrać najlepszy mecz w sezonie. Stawiam na mądrą, taktyczną koszykówkę swojej drużyny. Obydwie ekipy będą na pewno dobrze przygotowane do spotkania. Naszą siłą jest z jednej strony Jordan Theodore, +motor+ w ofensywie, który napędza całą drużynę, z drugiej zespołowość.

 

Przez dwa lata prowadził pan czołową ekipę w Polsce - Stelmet BC Zielona Góra, z którą zdobył dwa złote medale mistrzostw kraju. Jak porówna pan turecką ekstraklasę do rozgrywek nad Wisłą?

 

W tureckiej jest zdecydowanie więcej naprawdę mocnych zespołów. Pracują znakomici szkoleniowcy i zawodnicy. Wiele drużyn gra po dwa mecze w tygodniu (w europejskich pucharach i lidze), co podnosi trudność. Tu każdy z każdym może przegrać, dlatego koncentracja i mobilizacja jest konieczna w każdym spotkaniu. Tylko taka konkurencja daje wyższą jakość gry. Dla mnie to bardzo dobre doświadczenie i zaszczyt, że mogą prowadzić drużynę w tak mocnej lidze. Moim celem jest utrzymanie się na wysokim poziomie w trenerskiej profesji, a to bez rozwoju i nowych wyzwań nie jest możliwe.

 

Czyli zostaje pan w Bandirmie, zgodnie z umową, na kolejny rok po tak dobrym, trwającym jeszcze sezonie?

 

Nie wiem, choć rzeczywiście mam jeszcze ważny kontrakt. Trzeba respektować to, co życie przyniesie. Zmienił się właśnie właściciel klubu, więc na razie nic nie jest pewne. Zobaczymy jaka będzie dla nas końcówka sezonu zasadniczego i play-off.

 

A jak mieszka się panu w Turcji? Czy czuje pan, że wzrasta zagrożenia bezpieczeństwa?

 

W Bandirmie żyje się normalnie, nie czuć zagrożenia, jest naprawdę spokojnie. Jedyna różnica w porównaniu do Polski to język - bardzo trudny, niesłowiański, więc nauka nie przychodzi tak łatwo jak polskiego. Znam jednak kilkanaście słów, takich podstawowych, a w sklepie na zakupach potrafię policzyć po turecku.