Po raz pierwszy obaj zawodnicy spotkali się w marcu 2015, kiedy to w Brodnicy większościową decyzją wygrał Dąbrowski. Jak przyznaje zwycięzca, nie uważa, by tamten pojedynek "zakręcił" się koło remisu, ale nie chce już wracać, bo wie, że był wtedy lepszy i zamierza to udowodnić 24 czerwca na gali Polsat Boxing Night. Talarek na pewno będzie chciał potwierdzić, że ostatnia dobra dyspozycja - cztery zwycięstwa z rzędu - nie jest przypadkowa.

- Wiadomo, że Robert poważnie podejdzie do tej walki, bo będzie chciał zrewanżować się za porażkę. Jest bardzo dobrym zawodnikiem i ciężko się z nim boksuje. Nie obawiam się tego starcia, bo nie spoczywam na laurach. Przygotowuję się jak do najpoważniejszej walki w karierze, chcę pokazać, że jestem lepszym zawodnikiem.

Dąbrowski wie, że jego przeciwnik jest waleczny i niewygodny. Nie uważa też, by ich starcie potrzebowało trash talku, bo do obrony wystarczy poziom sportowy. Ich walka została zakontraktowana na osiem rund, ale Dąbrowski ma pewien pomysł, którym podzielił się w studiu Punchera. Zaapelował do Talarka, by nieco wydłużyć dystans.
Proponuję, byśmy zaboksowali dziesięć rund i żeby sędziowie nie musieli oceniać tej walki! Jestem pewien, że to ja wygram przed czasem, ale chciałbym, by było właśnie dziesięć rund i nie dać sędziom okazji do rozstrzygnięcia tego pojedynku - dodał.
Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.