Rywalizacja toczyła się do czterech zwycięstw, a w obu parach były remisy 3-3.

 

Konfrontacja Penguins z Capitals, którzy mieli najlepszy bilans w sezonie zasadniczym, od początku przyciągała najwięcej uwagi. W szeregach "Pingwinów" największą gwiazdą jest Sidney Crosby, a w stołecznej drużynie Aleksander Owieczkin.

 

Słynny Rosjanin w Waszyngtonie gra od 2004 roku. W tym czasie zespół ten dziewięć razy awansował do fazy play-off, ale nigdy nie przebrnął drugiej rundy. To był siódmy przypadek w ostatnich 10 latach, kiedy Capitals odpadli po porażce w siódmym, decydującym meczu.

 

Tym, który ich zatrzymał minionej nocy, był Marc-Andre Fleury. Bramkarz Penguins obronił wszystkie 29 strzałów. Gole dla gości zdobyli natomiast Bryan Rust w drugiej tercji oraz Szwed Patric Hornqvist w trzeciej.

 

"Bez strzelania goli nie da się wygrać meczu. Mieliśmy mnóstwo okazji, których nie wykorzystaliśmy, a w dodatku przydarzyły nam się kosztowne błędy" - przyznał Owieczkin.

 

Rosjanin najbliżej zdobycia bramki był w 24. minucie. Fleury jednak popisał się niesamowitą interwencją, odbijając wysoko lecący krążek górną częścią kija.

 

"To była długa walka z naprawdę silną drużyną. Jestem dumny z tego jak znieśliśmy presję i dziś zagraliśmy" - podkreślił Fleury.

Penguins w finale Konferencji Wschodniej zmierzą się z Ottawa Senators, którzy już wcześniej wyeliminowali New York Rangers. Kanadyjski zespół dotarł do tego etapu po raz pierwszy od 10 lat.

 

Na Zachodzie Nashville Predators szybko uporali się z St. Louis Blues i czekali na rozstrzygnięcie w parze Ducks - Oilers.

 

"Demony zostały wypędzone" - to słowa komentatora telewizyjnego po ostatniej syrenie meczu w Anaheim. "Kaczory" bowiem w czterech minionych latach zawsze odpadały z play off przegrywając siódmy mecz we własnej hali.

 

Mistrzowie z 2007 roku czarną serię wreszcie przerwali, choć początek na to nie wskazywał. Już w czwartej minucie popełnili prosty błąd i prowadzenie "Nafciarzom" dał Drake Caggiula. Gospodarze wyrównali w drugiej tercji za sprawą trafienia Andrew Cogliano, a w 44. minucie zwycięstwo zapewnił im Nick Ritchie.

 

"Nie jest tak, że czuję jakąś wielką ulgę, ale cieszę się, że o wcześniejszych porażkach już nie będzie sensu rozmawiać" - powiedział kapitan Ducks Ryan Getzlaf.

 

Ducks i Predators na lód wyjadą już w piątek, a rywalizacja Penguins z Senators rozpocznie się w sobotę. Dwa pierwsze mecze w tych parach odbędą się w Anaheim oraz Pittsburghu.