Inne

Innocent: Virtus.pro nie zasługuje na hejt....

Bycie kibicem Virtus.pro to ciężki kawałek chleba. Najlepsza polska formacja niejednokrotnie odnosiła spektakularne triumfy, a na kolejnych zawodach przegrywała z beniaminkami. Z biegiem czasu fani musieli wyrobić sobie nerwy ze stali i pogodzić się z faktem, że ich ulubieńcy nie zagwarantują im poczucia stabilizacji. Rekompensatą za gorliwe wsparcie były finały najbardziej prestiżowych imprez, które obfitowały w emocjonujące zwroty akcji prowadzące do zdobycia tytułów mistrzowskich.

Virtus.pro miewało już słabsze okresy, lecz koniec końców zawsze znajdowało rozwiązanie problemu. Bieżące załamanie rozpoczęło się od rozczarowującego występu podczas IEM Katowice 2017, gdzie Polacy odpadli już w fazie grupowej. Być może chęć godnego zaprezentowania się przed polską publicznością była tak duża, że zaczęła oddziaływać na niekorzyść zespołu. Wielu miłośników CS:GO potraktowało turniej w Spodku jako pojedyncze potknięcie, lecz później wcale nie było lepiej. Wręcz przeciwnie, sytuacja stopniowo pogarszała się, a Virtusi nie przegrywali już tylko z czołowymi drużynami. Często gromiły ich ekipy, które dawniej nie stanowiłyby żadnego wyzwania dla Snaxa i spółki.

Virtus.pro zrezygnowało z udziału z nadchodzących turniejach i postanowiło skupić się na przygotowaniach do PGL Major Kraków. Obecnie podopieczni kubena przebywają na bootcampie w Rzeszowie, gdzie dołożą wszelkich starań, aby przywrócić drużynę na właściwie tory. Słaba passa zmniejszyła również aktywność Polaków w mediach społecznościowych. Ciszę przerwał PashaBiceps, który złożył fanom poważną obietnicę.

Po finale majora i wygranej w Vegas nasza gra zupełnie się nie układa. Przegrywamy z drużynami, które powinniśmy zjadać na deserek, szukamy rozwiązań, dyskutujemy, wiemy że wrócimy i to na naszej krakowskiej ziemi w lipcu. - powiedział Jarosław „PashaBiceps” Jarząbkowski.