Mecz z Czechami był kluczowym starciem reprezentacji Polski podczas turnieju kwalifikacyjnego do mistrzostw świata 2018 rozgrywanego na warszawskim Torwarze. Zwycięstwo dawało Polkom przynajmniej drugą lokatę w tej imprezie. Przypomnijmy, że zwycięzca turnieju uzyska bezpośredni awans do finałów MŚ, a druga drużyna będzie miała jeszcze szansę gry w sierpniowym turnieju barażowym. Polki przegrały to starcie w dramatycznych okolicznościach, rozpoczęły tie-breaka od prowadzenia 7:1, a ostatecznie uległy rywalkom 9:15.

 

– Nie potrafię sobie wytłumaczyć w racjonalny sposób tego, co wydarzyło się w tie-breaku meczu z Czechami. Prowadzić 8:2, a po zmianie stron zdobyć zaledwie jeden punkt i przegrać seta do dziewięciu to prawdziwa sztuka. Ciężko mi przypomnieć sobie podobną historię – powiedział komentator Polsatu Sport Marek Magiera.

 

Po porażce z Czeszkami ogromna fala krytyki ze strony kibiców spadła na Jacka Nawrockiego. Zarzucano mu m.in. brak reakcji we właściwym momencie i nietrafione zmiany.

 

– Nie zgadzam się z tymi ocenami. Myślę, że trener Nawrocki reagował dobrze i robił co mógł. To jest oczywiście kwestia jego personalnych wyborów, że podziękował jednej zawodniczce, a za nią wprowadził inną. Czytałem wiele krytycznych opinii o selekcjonerze Nawrockim po tej porażce, nie chcę być jego adwokatem, ale trzeba wziąć pod uwagę, jakimi zawodniczkami dysponuje. Musimy to sobie powiedzieć wprost: nie ma teraz lepszych dziewczyn w naszym kraju, w naszej lidze, które mogłyby znaleźć się w tej reprezentacji. Abstrahuję oczywiście od tych, które teoretycznie by mogły, ale oficjalnie podziękowały, bo już nie chcą. Gdyby porównać kadrę, jaką trener Nawrocki miał do dyspozycji na Igrzyskach Europejskich w Baku w 2015 roku, z tą, którą dysponuje teraz, to jest zupełnie nowa drużyna. Nie biczujmy Nawrockiego. Chłop robi co może, widać, że się stara. Wątpię, czy zagraniczny trener byłby w tej sytuacji w stanie zrobić więcej – stwierdził Magiera.

 

Komentator Polsatu Sport dostrzegł wiele mankamentów w grze Polek:

 

– Jakie można mieć pretensje do selekcjonera, gdy na czterdzieści ataków z lewego skrzydła, jego zawodniczki kończą dwa... No to chyba nie do końca jest jego wina. Rotował, próbował innych ustawień. To też nie może być tak, że grę ciągnie środkowa Agnieszka Kąkolewska, która jest najlepszą zawodniczką i robi połowę punktów drużyny. Następna rzecz to zagrywka. To, co zrobiła Gabriela Polańska, która popsuła prawie wszystkie serwisy, to ewenement na skalę światową. Zagrywka to przecież najprostszy siatkarski element, z jakim mamy do czynienia – dodał i zaznaczył, że problem słabszych wyników reprezentacji w ostatnich latach tkwi w słabości polskiej ekstraklasy:

 

– To, że polskie siatkarki są obecnie w takiej formie, a nie w innej to jest również pokłosie tego, co się ostatnio dzieje w Orlen Lidze. Tam naprawdę nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby znaleźć dobrze płatną pracę i się o nic nie martwić. Inaczej to wygląda np. u Serbek. One chcą się pokazać w reprezentacji, bo jest to dla nich okno wystawowe na świat. Dzięki grze w reprezentacji dostają dobrze płatną pracę w dobrych klubach. U nas niestety jest tak, że nie trzeba prezentować nie wiadomo jakiego poziomu, by dobrze zarabiać. Prezesi klubów i tak tym dziewczynom zapłacą...

 

Polki wciąż mają szansę na awans do finałów mistrzostw świata, musiałyby jednak ograć faworyzowaną ekipę Serbii. Marek Magiera nie daje ekipie Jacka Nawrockiego wielkich szans w starciu z wicemistrzyniami olimpijskimi:

 

– Szanse na awans przed ostatnim meczem z Serbią wciąż istnieją, ale szybciej uwierzyłbym, że przy tej temperaturze spadnie dziś w Warszawie śnieg, niż że Polki ograją tego rywala. To jest jednak tylko sport i nadzieje można mieć do samego końca – zakończył komentator Polsatu Sport.

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu Polska – Czechy 2:3 (35:33, 14:25, 25:14, 22:25, 9:15).