Życie piłkarskiego agenta. Jest kibicem Lecha, a sprzedał Bereszyńskiego do Legii

Piłka nożna
Życie piłkarskiego agenta. Jest kibicem Lecha, a sprzedał Bereszyńskiego do Legii
fot. Archiwum prywatne

Padnie rekord transferowy z Polski? Mnóstwo zagranicznych klubów ogląda 20-letniego Jana Bednarka, który stał się rewelacją Ekstraklasy i filarem reprezentacji U-21. „O Bednarka nie ma co się martwić – mądrość i spokój wyniósł z domu” - mówi w rozmowie z Polsatsport.pl menedżer zawodnika, Tomasz Magdziarz.

39-letni Tomasz Magdziarz – człowiek o wielu talentach – ponad dziesięć lat temu założył agencję piłkarską „Fabryka Futbolu”. Dziś dzieli czas między Kambodżę, wyścigi rajdowe i doradzenie wielkim talentom polskiej piłki.

 

Byłeś skazany na Wartę Poznań, gdzie spędziłeś ponad dziesięć lat, kończąc piłkarską karierę w 2013 roku...

 

Nie, nie byłem skazany - mogłem zostać w Lechu, którego byłem wychowankiem. Za czasów Czesia Michniewicza jeździłem na obozy do Turcji i Hiszpanii. Tak się jednak jakoś ułożyło, że w Warcie trenerem był Jarek Araszkiewicz, prezesem Janusz Urbaniak, dyrektorem mój teść, Zbigniew Śmiglak. Ja już wtedy rozwijałem firmę motoryzacyjną. Usłyszałem w Lechu - „Madzi” zostań na Bułgarskiej, ale skoncentruj się na piłce. Piłka mnie kręciła, ale również kręciły... osiągi i parametry samochodów. Oj, jak mnie to kręciło! Szybko zacząłem handlować samochodami. Z ojcem jeździłem na wyścigi samochodowe...

 

W końcu sam zostałeś kierowcą wyścigowym.

 

Jak już przestałem grać w piłkę. Starty zaproponował mi kolega, samochodowy mistrz Polski.  Wcześniej – grając jeszcze w Warcie – na wyścigi nie było czasu. Jednak jak już zawiesiłem buty na kołku, pomyślałem – czemu nie? Trochę pouciekam na torze... Nie wiedziałem jednak, że aż tak mnie to wszystko wciągnie. Startuję w dwóch cyklach - „Kia Lotos Race”, a także w „Clio Cup Central Europe”. Czasami pytam się sam siebie – po co mi to? Mam dzieci, różne inne wyzwania - biznesy, ale... adrenalina mnie pochłania i pcha na tor. Jest tak duża i zarazem tak pozytywna, że mnie to kręci niesłychanie. Ten moment, gdy 20 zawodników wchodzi w pierwszy zakręt – nie do podrobienia. Kupiłem kampera. Mój chrześniak, 20-letni Szymon Magdziarz musi zadbać o całą logistykę.  Czasami chciałbym trochę zwolnić – w życiu, nie na torze, ale... nie udaje mi się. Zawsze można się zastanawiać, co mogłem osiągnąć w piłce. Niczego jednak nie żałuję. Zawsze coś przypilnuje się bardziej, coś mniej. Jak widać z perspektywy czasu biznes przypilnowałem...

 

 

Kiedyś był stereotyp piłkarza – skóra, fura i komóra...

 

I wielu zapominało się, bardzo lekko podchodziło do życia. Niektórzy koledzy - zasiadający obok mnie w szatni - zarabiali i wydawali. A jak przyszedł ostatni mecz w karierze, to nic nie mieli. Teraz świadomość piłkarzy jest nieporównywalnie większa.

 

Uchodzisz za bogatego menedżera – i to nie dzięki prowizjom z transferów...

 

Szukam różnych możliwości. Wręcz niektóre same pchają się w moje ręce. Na przykład mam resort wypoczynkowy w... Kambodży.

 

W Kambodży?!

 

Mój kolega tam pojechał – ot tak sobie w długą podróż i... zachwycił się. Po dwóch tygodniach dzwoni i mówi, żebym przyleciał, bo cudowne miejsce odnalazł. I za kilka dni sam wsiadłem w samolot. Znalazłem się na wyspie Koh Rong Sanloem, położonej w Zatoce Tajlandzkiej, niedaleko wybrzeży Kambodży. Też się zachwyciłem i... zainwestowaliśmy. Świat nie zna Kambodży. Bali, Tajlandia, Filipiny to od dawna kierunki turystyczne, które przyciągają mnóstwo ludzi. Okazuje się, że Kambodża też ma swoje atuty. I to potężne – od ludzi po krajobrazy. Dziś „The One” – bo tak nazywa się ten ośrodek – rozwija się niesamowicie, praktycznie grudzień 2017 i styczeń 2018 mamy już sprzedany. „The One” to był dopiero początek. Okazuje się, że Kambodża to również aglomeracje – na czele ze stolicą Phnom Penh. Jak się spojrzy na samochody, drogi, biurowce, to człowiek łatwo zrozumie, że kraj rozwija się niezwykle dynamiczne. Brakowało jednak... e-commerce. Okazało się, że tam to nie funkcjonuje – więc nic, tylko stworzyć aplikację. Nasza aplikacja „My Phsar” - takie miejscowe Allegro - też rozwija się w zawrotnym tempie. Przekonałem się, że sam pomysł jest niezwykle ważny, ale... nazwa jest puentą. Musi przemówić do wyobraźni. Jeśli chodzi o nasz ośrodek wypoczynkowy, to tygodniami trwały dyskusje, narady, głosowania. W końcu Adam Kordecki – mój wspólnik – rzucił: „The One”. I przyjęło się. Podobnie było z inną aplikacją - „Lookmarina”. Pływając po Adriatyku, zauważyłem, że brakuje jasnej informacji, gdzie można zacumować – czy jest wolne miejsce i ile to kosztuje. I tym sposobem, gdzieś w Chorwacji, wpadłem na pomysł, który również rozwija się błyskawicznie – dzięki niemu łatwo o orientację w portach słoweńskich, chorwackich i włoskich. Z czasem rozwinie się pewnie na cały basen Morza Śródziemnego.

 

Łatwo to łączyć z menedżerką w świecie futbolu?

 

Nigdy nie chciałem pracować sam. Kluczem do sukcesu jest dobranie sobie odpowiednich wspólników, czy współpracowników. Jak to się uda, a oni sami się rozwijają, to naprawdę jest satysfakcja. I są możliwości! Samemu nie byłbym w stanie tego wszystkiego przypilnować. Tak z 7 razy w roku muszę lecieć do Kambodży. Czasami następuje kolizja czasowa. Tak było, gdy leciałem na wielką konferencję rządową – w sprawie e-commerce. Lecę, a tu dostaję sygnał, że Karol Linetty błyskawicznie ma się udać na badania do Rzymu - że bliskie jest przejście do Sampdorii. Wiadomo, że wiele spraw pilnuje mój współpracownik, Szymon Pacanowski. Jest bardzo fachowy i zaangażowany, ale... Karol to... Hm, taka moja „perełka” - trochę jak mój syn. Dlatego wysiadłem w Doha, skąd miałem przesiadkę do Bangkoku. I z Doha złapałem lot do Rzymu. Okazało się, że najtrudniejsze jest cofnięcie walizki. To były prawdziwe manewry z tą walizką. Poleciałem do Rzymu, a za chwilę znowu byłem w drodze do Kambodży, bo tej konferencji nie mogłem odpuścić. 

 

Łatwiej być menedżerem, skoro samemu grało się w piłkę przez tyle lat.

 

Na pewno, myślę, że rozumiem piłkarzy – przecież pół życia spędziłem w szatni piłkarskiej. Gdy idzie, łatwo jest klepać po plecach. Gorzej, gdy nie idzie – gdy przytrafi się kontuzja, czy słabsza forma. Dziennikarze jednego dnia wynoszą pod niebiosa, a jak przyjdzie seria porażek to dołują na maksa. Menedżer musi być z piłkarzem każdego dnia.

 

 

Twoja agencja menedżerska ma oryginalną nazwę - „Fabryka Futbolu”.

 

Chyba Przemek Erdman ją wymyślił. Dlaczego „Fabryka Futbolu”? Bo chcemy pracować długofalowo. Karol Linetty już przeszedł jakąś drogę, a przed nim jeszcze więcej. Z wieloma piłkarzami pracujemy po 7-8 lat. Mnóstwo znamy od 15-16 roku życia. W „Fabryce Futbolu” pracuje 7 ludzi, którzy kompleksowo zajmują się piłkarzami. A taki Jan Bednarek...

 

Bednarek to rewelacja tego sezonu!

 

To wzór. Ma wielką ambicję i wielką samodyscyplinę. Osiągnie niesamowicie dużo...

 

Sezon 2015/2016 Bednarek spędził w Górniku Łęczna.

 

Nie chcieliśmy, aby Janek siedział na ławce w Lechu. Naprawdę lepiej iść na wypożyczenie – nawet do 1. ligi. Przez pół roku nie było mu łatwo w Łęcznej. Może to wynikało ze stylu gry, który preferował ówczesny trener Jurij Szatałow?  Po pół roku rozmawialiśmy z Jankiem i on sam powiedział, że dalej chce zostać. Argumentował, że nie tylko zostanie w Łęcznej, ale jeszcze udowodni, że będzie grał. „Jak marzyć o grze w Poznaniu, skoro ma się problem w Łęcznej” – bodaj takie zdanie usłyszałem. I to się sprawdziło! Janek dał radę.

 

Już mówi się, że Lech nie może się opędzić od kontrahentów.

 

Tak, ale nic na siłę. Karol Linetty wyjechał do Sampdorii, gdy miał blisko 100 meczów w Ekstraklasie. Jan Bednarek zbliża się do 50 meczów. Może zostać na następny sezon, aby nabrać doświadczenia. Nie mówię, że na pewno zostanie, ponieważ zdarzają się propozycje, których się nie odrzuca. Może ktoś przyjść i propozycja będzie atrakcyjna i dla Lecha, i dla samego zawodnika.

 

Patrzę na zawodników z „Fabryki Futbolu” i jakoś trudno doszukać się obcokrajowców.

 

Bo my chcemy się zajmować polskimi piłkarzami. I to nas właśnie łączy z Lechem Poznań... Stąd często znakomita współpraca z Lechem – oparta na wzajemnym zrozumieniu. Powiem więcej – filozofia Lecha pasuje do filozofii „Fabryki Futbolu”... 

 

Podzieliła Lecha i „Fabrykę Futbolu” sprawa Bartosza Bereszyńskiego, który odszedł do Legii.

 

Wtedy to był najlepszy możliwy ruch dla zawodnika. Jestem agentem zawodnika, a nie klubu. Od dziewiątego roku życia byłem w Lechu, to zawsze będzie mój klub...

 

Twój klub?

 

Tak, wcale nie ukrywam, że jestem kibicem Lecha. Jednak piłkarz jest dla mnie najważniejszy, gdy reprezentuję jego interesy. Wówczas „Bereś” był niedoceniony przez trenera – musiał poszukać szansy w innym klubie. Nie było to łatwe dla mnie, dla samego Bartka, dla taty Bartka – który przecież z „Kolejorzem” świętował mistrzostwo Polski... Tak się jednak ułożyło życie i... późniejsze koleje losu udowodniły, że mieliśmy rację. „Bereś” trafił do Legii, a stamtąd do Sampdorii Genua. Ciągle się rozwija. Szukamy takich chłopaków w „Fabryce Futbolu”. Patrzymy również na charakter. Trochę mnie przeraża wypychanie nastolatków z Polski. Nie każdy jest Grzegorzem Krychowiakiem, czy Wojtkiem Szczęsnym. Oni sobie poradzili, a ilu przepadło? Wywieźć kogoś za granicę jest łatwo, a i prowizja często za nastolatka potężna. Jednak pytanie, co dalej?

 

Stąd tak spokojne podejście do kariery Linetty'ego, czy Bednarka?

 

Dokładnie - na wszystko musi przyjść czas. O Bednarka nie martwię się – mądrość i spokój wyniósł z domu. Pracuje nad sobą indywidualnie – trzy razy w tygodniu stara się wzmocnić mięśnie, poprawić dynamikę, szybkość i skoczność. Na pewno na wszystkich podziałał przykład Roberta Lewandowskiego. Jak prowadzi się „Lewy”, podziałało na całe pokolenie. Nawet podpowiadałem Karolowi Linetty'emu – gdy już wcześniej jeździł na kadrę – aby podpatrzył, co ten Robert nakłada sobie na talerz. Dieta to również ważna część zawodu piłkarza. Kiedyś zupełnie nie było takiej świadomości. Dziś poziom profesjonalizmu jest zdecydowanie większy, a kapitalna jest również rola Adama Nawałki, który potrafił świetnie scalić pewną grupę ludzi...

Roman Kołtoń, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze