Piłkarze Andory radzą sobie nieźle w 2017 roku. Najpierw pokonali San Marino, wygrywając po raz pierwszy od trzynastu lat, a następnie bezbramkowo zremisowali z Wyspami Owczymi. Seria dwóch nieprzegranych spotkań mogła - i wręcz powinna - zostać przerwana w piątkowy wieczór, kiedy na Estadi Nacional przyjechała reprezentacja Węgier. Rzecz jasna murowany faworyt tego starcia, co do tego nie było wątpliwości.

Goście mogli czuć się zaskoczeni tym, że gospodarze się przed nimi nie położyli, a nawet potrafili zagrozić ich bramce. Szok przeżyli w 26. minucie, kiedy najpierw domagali się od sędziego przerwania gry - gdyż twierdzili, że piłka opuściła plac gry - lecz tak się nie stało. Piłkarze Andory kontynuowali akcję, Jesus Rubio dośrodkował, a Marc Rebes w kapitalny sposób skontrował futbolówkę głową, posyłając ją w obok zdezorientowanego Petera Gulacsiego.

Co ciekawe, wynik nie zmienił się już do ostatniego gwizdka. Andora zdobyła pierwsze punkty od czterech lat!

W reprezentacji Węgier znalazło się miejsce dla Adama Gyurcso (zszedł w 71. minucie) oraz Dominika Nagy'ego (wszedł w 21. minucie). W ostatniej chwili kontuzja wyeliminowała Tamasa Kadara.

Andora - Węgry 1:0 (1:0)

Bramka: Rebes 26.

Andora: Gomes - Rubio, Llovera, Lima, San Nicolas - Clemente (83 Riera), Vales, Rebes, Martinez - Pujol (88 Ayala) - Alaez (68 Maneiro).

Węgry: Gulacsi - Bese, Lang (56 Balogh), Toth, Vinicius - Gyurcso (71 Sallai), Adam Nagy, Stieber (21 Dominik Nagy), Dzsudzsak - Kleinheisler - Eppel.

Żółte kartki: Alaez, Pujol, San Nicolas, Rubio - Bese.