Krystian Natoński: Jaka atmosfera panuje w zespole po tych dwóch rozegranych turniejach w Lidze Światowej?

 

Piotr Gruszka: Na razie jesteśmy spokojni, wszystko idzie w takim kierunku, w jakim powinno zmierzać. Teraz oczekujemy na kolejne mecze, które w dalszym dają nam szansę na awans do finału Ligi Światowej. Taki jest nasz cel, żeby awansować.

 

Zakładam, że była robiona dogłębna analiza zwłaszcza tych przegranych spotkań. Można jednoznacznie odpowiedzieć co było powodem tych porażek, które nam się przytrafiły?

 

Oczywiście, że analizujemy każdy mecz, czy to wygrany, czy przegrany, oraz każdego zawodnika, bo to jest istotne w budowaniu nowej grupy. To nie ma znaczenia, czy się wygrało mecz, czy przegrało. Trzeba tak samo obserwować te wszystkie elementy, jak funkcjonują na boisku. Myślę, że nasz początek, dwa pierwsze mecze i zwycięstwo z Brazylią i Włochami stworzyły taki klimat, że będziemy wygrywali wszystko, a tak nie jest, bo to jest Liga Światowa. Tu grają zespoły, które są na wyrównanym poziomie i niespodzianki też się zdarzają. I to też zdarzyło się nam. Przegrane są najlepszym materiałem do wyciągnięcia wniosków, żeby zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje.

 

Zastanawiam się, czy można te porażki uargumentować brakiem doświadczenia, ponieważ Ferdinando De Giorgi zdecydował się na kilku debiutantów.

 

Doświadczenie się zbiera latami. To nie jest też z racji wieku, który się posiada. Tu chodzi o doświadczenie w grze na arenie międzynarodowej, a my mamy wielu debiutantów w tym roku i na sto procent pewne sytuacje będą się zdarzały i to nie ma co ukrywać, ale to nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Chcemy zbudować jakość oraz pewność siebie, a to buduje się na pewno poprzez wygrywanie lub przez dobre funkcjonowanie w grupie.

 

Pokusiłby się pan o wyróżnienie któregoś z tych młodych zawodników?

 

Ja nie będę wyróżniał. Na pewno u wszystkich młodych ludzi, którzy tu są, widać zaangażowanie oraz chęć reprezentowania naszej kadry i to jest bardzo ważne. Oni muszą znaleźć swoje miejsce w tej reprezentacji, a przekonywać nas trenerów mogą tylko swoją dobrą grą, bo treningami przekonują wszyscy. Na pewno reprezentacja i granie w pierwszej szóstce stoi dla nich otworem, a my przede wszystkim jesteśmy zadowoleni z pracy jaką wykonują. To jest dla nas najważniejsze.

 

Michał Kubiak został przez wielu kibiców oraz dziennikarzy okrzyknięty „niezniszczalnym”, ponieważ tak szybko wrócił po kontuzji. Jest pan tym faktem zaskoczony, a może ta pierwotna diagnoza była po prostu błędna?

 

Nie, na pewno należą się tutaj wielkie brawa dla naszego sztabu medycznego, że tak szybko przygotował Michała do tego, że mógł spróbować zagrać. Sama decyzja – skonsultowana z trenerem De Giorgi i z nami odnośnie tego jak wygląda sytuacja sprawia, że z pewnością należą się brawa Michałowi, że się podjął i chciał pomóc w tym bardzo ważnym dla nas meczu. To nie jest tak, że ten uraz nagle zniknął po jednym dniu. Czuł się jednak na tyle na siłach, żeby chociaż w danym momencie pomóc. Ta adrenalina, te emocje, ważność tego spotkania pozwoliły Michałowi wejść i na pewno ta osoba i jego gra bardzo przydała się w meczu z Kanadą, więc cieszymy się bardzo.

 

Ostatnie słowo w kontekście jego występu należało do Michała, sztabu medycznego, a może sztabu trenerskiego?

 

To jest reprezentacja i najważniejsze jest dobro zawodnika. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i po to jest sztab medyczny, sztab trenerski i sam zawodnik na końcu, żeby tę decyzję podejmować. Nikt nie może tego zrobić za niego. Michał na pewno w jakimś stopniu ma decydujące słowo, czy jest w stanie nam pomóc, ale to było konsultowane ze wszystkimi, więc tutaj nie było problemów.

 

Wiemy jednak jaki charakter ma Michał. Lekarze mogli powiedzieć jedno, a sam zawodnik mógł stwierdzić, że jest w stanie zagrać.

 

Wszystko było w granicach jego rozsądku i tutaj na pewno nikt nie szarpał się. Ani Michał nie wyskoczył przed szereg, ani sztab trenerski lub medyczny.

 

Teraz przed nami turniej w Polsce i to na pewno miłe uczucie móc znów zagrać przed własnymi kibicami.

 

Na pewno tak. Tym bardziej, że wiemy, że czekają nas trzy mecze z różnymi przeciwnikami. Z dwoma nowymi, z którymi nie graliśmy. Wiemy też, że chcąc awansować do Final Six, musimy mecze wygrywać, a sama gra przed polskimi kibicami to jest coś co zawsze powoduje ciarki na ciele, więc czekamy z niecierpliwością, ale i spokojem na te spotkania. Przygotowujemy się jak do każdego innego meczu i wierzymy w to, że pogramy i pokażemy dobrą siatkówkę przed naszą publicznością.

 

Rywalami będą Rosjanie, Irańczycy i Amerykanie. Który najtrudniejszy?

 

Wszyscy są trudnymi rywalami i tak jak już wcześniej powiedziałem, Liga Światowa jest bardzo wyrównana w tym roku. Z różnych powodów te składy są pozmieniane i na pewno musimy być czujni. Każdy zespół jest teraz wymagający. Rosjanie to drużyna bardzo młoda, ale z olbrzymim potencjałem fizycznym, więc będziemy musieli dostosować do nich troszeczkę inny system siatkówki. Z Iranem już graliśmy. Amerykanie także pozmieniali swój skład, ale to są zawodnicy, którzy potrafią grać w siatkówkę. Na pewno w każdym meczu będzie trudno, bo każdy rywal jest inny.

 

Rosja to dobry przeciwnik na początek? Odmieniona ekipa, która ma na swoim koncie cztery porażki i dwa zwycięstwa. Nie oszukujmy się, nie grają zbyt dobrze.

 

To już pana opinia, że Rosja nie gra dobrze. Ich zespół jest co prawda inny, ale myślę, że kolejność spotkań tutaj nie ma znaczenia, bo każda drużyna jest trudna. Każdy chce się pokazać jeżeli buduje coś nowego.

 

Jak się pan czuje w roli asystenta Ferdinando De Giorgiego? Do tej pory występował pan w Lidze Światowej jako zawodnik, a teraz Piotr Gruszka w „światówce” zaprezentuje się przed polskimi kibicami jako trener.

 

Podchodzę do tego na spokojnie. Skupiam się na pracy, żeby dać trenerowi De Giorgi jak najwięcej obserwacji oraz pomocy, dać z siebie to co widzę, to co wiem i naprawdę podchodzę już do tego z dużo większym spokojem, a to że gramy przed własną publicznością, to jest kolejny raz powód do dumy. To jest moja piętnasta Liga Światowa, oczywiście teraz w nowej roli, więc emocje związane z polskimi kibicami to jest dla mnie w pewnym sensie taka codzienność, która zawsze wzrusza. Koncentruję się przede wszystkim na tym, na czym polega moja praca w tym zespole.

 

Nie będą udzielać się panu emocje przy polskim dopingu?

 

Myślę jednak, że rola asystenta troszkę inaczej wygląda. Emocje są na pewno duże, ale spokojniejsze, bo chociażby nie mogę biegać koło linii, bo nie jestem trenerem (śmiech), więc siedzę sobie spokojnie, analizuję grę i te mecze z mojej perspektywy wyglądają inaczej niż jako zawodnika, czy pierwszego trenera.

 

Reasumując, atmosfera w zespole jest dobra i oczekujemy już na pierwszy mecz z Rosją.

 

Spokojnie przygotowujemy się do tych spotkań i z dużą nadzieją pokazania dobrej i skutecznej siatkówki.