Tenis

Janowicz: Paire zagrał absolutnie kosmicznie

"To był dobry mecz. W drugiej rundzie też poszło mi nieźle, ale dziś było lepiej. Dobrze serwowałem. Tylko na początku byłem nieco nerwowy i musiałem bronić kilku break pointów. To był ważny moment, bo potem zeszło ze mnie trochę presji i grało mi się lepiej. Przełamałem go w piątym gemie. To było istotne, bo dzięki temu wiedziałem, że jestem w stanie zrobić coś dobrego. Zagrałem kilka bardzo dobrych skrótów we właściwym momencie, by obronić piłkę setową w drugim secie i kilka razy uniknąć breaka w trzecim. Jestem bardzo zadowolony ze swojej gry. Jerzy to trudny rywal, ponieważ dobrze serwuje i gra agresywnie. Nigdy nie jest łatwo z nim walczyć. Cieszę się, że rozstrzygnąłem to spotkanie na swoją korzyść w trzech partiach" - podsumował na konferencji prasowej Paire.

 

Zwrócił uwagę na znaczenie serwisu w piątkowej konfrontacji z Janowiczem. Podkreślił, że na początku spisywał się nieco słabiej w tym elemencie, co od razu wykorzystywał Polak. Przyznał, że wkładał dużo siły w pierwsze podanie oraz starał się odgadywać odpowiednio wcześnie kierunek serwisu rywala, by być w stanie zagrać returnem. Zgodził się też, że istotne okazało się zachowanie spokoju oraz skupienie na własnej grze i utrzymaniu podania.

 

"Gdy miałem okazje na przełamanie go i ich nie wykorzystywałem - jak to było w trzecim secie - to nie wściekałem się na siebie. Musiałem zostać spokojny i czekać na kolejne szanse na wygranie tego meczu. To właśnie zrobiłem" - relacjonował Francuz.

 

Z Janowiczem zmierzył się wcześniej pięć razy. Wygrał z nim m.in. w ich poprzednim pojedynku - w czerwcowym ćwierćfinale turnieju ATP w Stuttgarcie, który rozgrywany był - tak jak Wimbledon - na korcie trawiastym.

 

"Jeśli wygrywasz z danym przeciwnikiem wasz poprzedni mecz dwa tygodnie wcześniej i to jeszcze na takim samym typie nawierzchni, to na pewno wpływa to dobrze na pewność siebie. Jerzy to dobry zawodnik. Wrócił po problemach zdrowotnych, a to nigdy nie jest łatwe. Szczerze, to dobry facet. Ja nie mam z nim żadnego problemu. Naprawdę cieszę się, że wrócił do touru" - zapewnił.

 

28-letni zawodnik potwierdził, że ma poczucie, iż gra obecnie swój najlepszy tenis. Zwrócił uwagę, że zmienił się w tym roku pod względem mentalnym.

 

"Chcę grać na maksa cały mecz, chcę być skupiony cały mecz. To jest różnica w porównaniu z przeszłością. Kiedyś robiłem się nerwowy, gdy nie wyszedł mi serwis lub skrót. Za każdy razem się wściekałem. Pamiętam, jak grałem na tym samym korcie w 2013 roku, bodajże przeciwko Łukaszowi Kubotowi. Byłem tak zdenerwowany, że rozwaliłem wszystkie moje rakiety. Tak więc myślę, że to jest zasadnicza różnica między 2013 rokiem a teraźniejszością. Byłem skupiony i spokojny. To dobrze. Bardzo się cieszę, że jestem w drugim tygodniu Wimbledonu" - podkreślił.

 

Jego mecz z Janowiczem toczył się na korcie nr 18. Na jakość nawierzchni na tym obiekcie narzekały wcześniej m.in. Francuzka Kristina Mladenovic i Szwajcarka Timea Bacsinszky. Paire kilkakrotnie w piątek poślizgnął się w trakcie wymian.

 

"Tak, było ślisko. W kilku sytuacjach dało to o sobie znać, ale to było tylko cztery czy pięć sytuacji. Wydaje mi się, że podczas tego meczu kort nie był znów taki bardzo zły. Było jak na każdym trawiastym obiekcie. Czasem było nieco trudniej, ale starałem się zachować skupienie, a poza tym warunki były takie same dla nas obu. Zagrałem trochę skrótów, bo wiedziałem, że jest ślisko i chciałem wypróbować takie rozwiązanie. Może i ten konkretny kort różni się od innych, ale nie tak znów przesadnie" - ocenił.