W środę Brytyjczyk wyrównał osiągnięcie słynnego Francuza Jacquesa Anquetila (50 dni w trykocie lidera). Teraz goni innego pięciokrotnego zwycięzcę "Wielkiej Pętli", gwiazdora z Hiszpanii, który w latach 1991-95 przez 60 dni był liderem. Do rekordów Francuza Bernarda Hinault - 77 dni, a zwłaszcza Belga Eddy'ego Merckxa - 97 - wciąż mu jednak daleko.

 

Froome w klasyfikacji generalnej po 11 etapach wyprzedza Włocha Fabio Aru (Astana) o 18 sekund i Francuza Romaina Bardeta (AG2R) o 51. - Od Criterium du Dauphine moja forma rośnie i mam nadzieję, że nadal tak będzie. Myślę, że w czwartek będę mógł powiedzieć coś więcej na ten temat. Mam nadzieję, że w ostatnim tygodniu wyścigu będę w formie, jakiej jeszcze nigdy nie miałem. Priorytetem numer jeden jest nie pozwolić nikomu włączyć się do rywalizacji. Oczywiście nie zamierzam spuszczać z oczu Fabio Aru, który traci tylko 18 sekund. Nawet jeśli czwartkowy etap wydaje się na papierze bardziej istotny, w przeszłości bywały krótsze odcinki, jak piątkowy z Saint-Girons do Foix, które wprowadzały wiele zmian w klasyfikacji - powiedział lider na mecie w Pau.

 

W czwartek czeka kolarzy trudny górski etap z Pau do Peyragudes, najdłuższy w Pirenejach (214,5 km), m.in. z premiami najwyższej (Port de Bales, 1755 m n.p.m.) i pierwszej (Col de Peyresoudre, 1569 m n.p.m.) kategorii w końcowej fazie. Metę wyznaczono na końcu 400-metrowego pasa startowego Altiport de Peyresourde-Balestas, jedynego portu lotniczego w Pirenejach. Żeby tam dojechać, trzeba na ostatnim podjeździe pokonać m.in. 200-metrowy odcinek o średnim przewyższeniu 16 procent.