Dokładnie 7 lipca zmarł w wieku sześciu lat Bradley Lowery. Praktycznie od narodzin cierpiał na rzadki rodzaj nowotworu - neuroblastomę (nerwiak zarodkowy). Po dwóch latach chemioterapii chłopak był wolny od raka i mógł zacząć zupełnie inne, normalne życie.

 

Niestety, w czerwcu zeszłego roku złośliwa choroba wróciła ze zdwojoną mocą, a lekarze powtarzali, że leczenie tylko w małym stopniu wydłuża jego życie. W zeszłym roku zebrano nawet 700 tysięcy funtów, by chłopak mógł przejść leczenie w Stanach Zjednoczonych, lecz lekarze stwierdzili, że rak jest w zbyt poważnej fazie, by można było coś zmienić.

 

Wiadomo było, że małemu Bradley’owi nie pozostało za wiele czasu, w związku z tym zaczęto spełniać jego marzenia. Jednym z nich było strzelenie gola w barwach Sunderlandu. Miało to miejsce w meczu przeciwko Chelsea na Stadium of Light. Na dodatek Lowery zaprzyjaźnił się z jednym z zawodników ekipy ”Czarnych Kotów”, Jermainem Defoe.

 

 

W piątek odbył się pogrzeb. Pojawiły się na nim tłumy ludzi. Jedni założyli koszulki Sunderlandu z numerem ”6” i napisem ”Bradley Forever”, inni przebrali się za superbohaterów m.in. Kapitana Amerykę, Spidermanam czy też Batmana (chłopczyk często nazywany był superbohaterem). W ostatniej podróży chłopca towarzyszyli mu również Defoe oraz były trener "Czarnych kotów" David Moyes.