W Londynie Polka przegrała z Amerykanką Ann Li 6:7 (4-7), 2:6. Wcześniej w drugiej rundzie odniosła spory sukces, pokonała bowiem 6:1, 6:4 rozstawioną z numerem piątym Ukrainkę Martę Kostiuk, triumfatorkę tegorocznego juniorskiego Australian Open.

 

Wimbledon był jej trzecim wielkoszlemowym turniejem w tym roku i w życiu, po Australian Open (gdzie doszła do finału debla w parze z Igą Świątek), i Roland Garros.

 

„Wimbledon podobał mi się najbardziej, bo miałam największą możliwość podpatrywania tych najlepszych. Staram się zawsze obserwować uderzenia, zachowania na korcie i wyciągać z tego wnioski dla siebie” – oceniła zawodniczka bielskiego BKT Advantage.

 

Swój wynik oceniła pozytywnie.

 

„Przed turniejem chyba nikt się nie spodziewał, że dotrę do trzeciej rundy, bo przecież ledwo dostałam się do eliminacji. Przebrnęłam je, potem były dwa ciężkie mecz w turnieju głównym. Wyeliminowałam triumfatorkę Australian Open. W trzeciej rundzie moja rywalka zasłużyła na zwycięstwo, chociaż ja zagrałam chyba najlepszy mecz ze wszystkich” – dodała.

 

W Londynie wspierał ją ojciec Tomasz Chwaliński.

 

„Wolę, kiedy tata jest na korcie, czuję się wtedy pewniejsza. On jest częścią mojego teamu” – wyjaśniła zawodniczka, która w Dąbrowie Górniczej trenuje od 9 lat pod okiem Pawła Kałuży. Szkoleniowiec „wyłowił” ją podczas akcji „Talentiada Tenisowa”.

 

„Ja pracuję stacjonarnie, na zawody jeździ z Mają tata. Nie ma sensu tego układu zmieniać, bo funkcjonuje dobrze od lat” – stwierdził trener.

 

Chwalińską latem czekają indywidualne i drużynowe mistrzostwa Europy do lat 16.

 

„W sierpniu będą już turnieje zawodowe, na 99% pewny jest udział w US Open. Wcześniej polecę zapewne na turniej do Kanady” – powiedziała tenisistka, która trzecią klasę gimnazjum skończyła ze średnią 5,0.

 

„Udało się, chociaż w drugim semestrze byłam w szkole chyba trzy tygodnie. Bardzo mi pomogli nauczyciele, koleżanki i koledzy. Bo uczenie się samemu nie jest łatwe” – zauważyła.

 

Zdaniem ojca zawodniczki Maja robi stałe postępy.

 

„Powoli zaczęły się Wielkie Szlemy, taki był plan, który realizujemy. Myślę, że Maja na podstawie rankingu powinna się dostać do US Open (juniorskiego). Trener pracuje na miejscu, a ja jestem takim bodyguardem i logistykiem. No i wspieram córkę mentalnie” – stwierdził Tomasz Chwaliński.

 

Przyznał, że Maja od początku swojej gry jest bardzo profesjonalna, ale zawsze pyta go o ocenę swojej gry, mimo, iż tata nie jest tenisistą, ani trenerem.

 

„Rozmawiamy po każdym meczu. Widzę słabe strony, zaliczyłem tyle jej treningów, że pewne rzeczy wychwytuję” - wyjaśnił.

 

Maja ma stypendium sportowe miasta Dąbrowa Górnicza, wspiera ją miejscowy prywatny sponsor, pomaga finansowo klub z Bielska–Białej, którego barwy formalnie reprezentuje, bo w Dąbrowie tenisowego klubu nie ma.