Alexis Sanchez po występach w Pucharze Konfederacji z reprezentacją Chile dostał wolne od Arsene'a Wengera i nie poleciał z zespołem Arsenalu na przedsezonowe przygotowania do Australii i Chin. Wciąż trwa transferowa saga z Chilijczykiem w roli głównej, bowiem autor 30 bramek i 19 asyst w ubiegłych rozgrywkach miał być sfrustrowany kiepskimi występami swojego zespołu i zaledwie piątym miejscem w lidze.

Sancheza łączono już tego lata z Manchesterem City, Chelsea i Bayernem Monachium, jednak żaden z klubów nie był skłonny wyłożyć za gwiazdę kilkudziesięciu milionów funtów, jakie życzył sobie Arsenal. Kanonierzy byli gotowi zaoferować skrzydłowemu gigantyczną podwyżkę i zarobki na poziomie 300 tysięcy funtów tygodniowo, jednak ten wyżej ceni sobie ambicje sportowe:
Chcę gry w Lidze Mistrzów! To jest mój podstawowy cel. Muszę jednak poczekać na decyzję Arsenalu.
Przebywający obecnie w domu rodzinnym w Tocopilla zawodnik dał więc jasno do zrozumienia, że poważnie myśli o zmianie klubu. Co na to zarząd Arsenalu, który w tym okienku transferowym robi wszystko, aby zbudować zespół na miarę walki o mistrzostwo Premier League? Bez Sancheza ten cel wydaje się nierealny...