Adam Małysz zawsze powtarzał, że letnie skakanie nijak ma się do tego na śniegu, ale mówił też, że zawsze lepiej wygrywać niż przegrywać, bo zwycięstwa budują pewność siebie. Czasami faktycznie bywało jednak tak, że ci, którzy dominowali podczas Letniej Grand Prix nie odgrywali znaczącej roli w sezonie zimowym, ale na to też nie ma reguły. Wystarczy przypomnieć największe sukcesy Kamila Stocha i porównać, jak kilka miesięcy wcześniej skakał na igielicie. Bywało różnie.

 

Najważniejsze, że pod wodzą austriackiego trenera Stefana Horngachera, który w minionym sezonie poprowadził naszych skoczków do wielkich sukcesów, już na starcie LGP Polacy pokazują rywalom, gdzie jest ich miejsce. W Wiśle, na inaugurację tej imprezy, wygrali konkurs drużynowy, a rywalizację indywidualną na swoją korzyść rozstrzygnął Dawid Kubacki wyprzedzając prowadzącego po pierwszej kolejce Macieja Kota. Piąte miejsce zajął Stefan Hula.

 

Oczywiście zawsze można ponarzekać i martwić się o formę Stocha, który nie zakwalifikował się do serii finałowej, ale to był klasyczny wypadek przy pracy. Nasz dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi popełnił drobny błąd, który sam zresztą skomentował, stąd słabszy niż zwykle występ. Ale myślę, że o niego, w kontekście Zimowych Igrzysk Olimpijskich, możemy być spokojni. Tak samo zresztą, jak o pozostałych. Horngacher to doskonały szkoleniowiec, który wie co robi. A przy tym bardzo ambitny, igrzyska dla niego też są priorytetem.

Pomysł, by go zatrudnić był strzałem w dziesiątkę. Był w Polsce wcześniej, znał zawodników z którymi przyszło mu pracować, a przy tym jest głodny wielkich sukcesów.

 

Nie da się ukryć, że austriaccy trenerzy rządzą dziś skokami, tak jak Włosi siatkówką. U nas mamy od ubiegłego roku Horngachera, w Niemczech od lat jest Werner Schuster, Norwegów prowadzi Alexander Stoeckl, a Finów Andreas Mitter.

 

A przecież jeszcze nie tak dawno, to Finowie uczyli innych: Austriaków Hannu Lepistoe, który później przeniósł się do Polski, Norwegów Mika Kojonkoski.

 

Ale to oczywiście nie koniec austriackiej ekspansji. Czesi nie rezygnują z doświadczonego Richarda Schallerta, a bułgarskiemu skoczkowi Władimirowi Zografskiemu doradzał w ubiegłym sezonie Alexander Pointner, twórca największych sukcesów austriackich skoków.

 

Jego miejsce zajął doskonale znany w naszym kraju, były trener polskiej kadry, Austriak Heinz Kuttin. Kolejny szkoleniowiec z ogromnymi ambicjami, który mierzy w wielkie cele. Olimpijski sezon i występy w Pjongczang zweryfikują te ambicje. Na razie jednak rozpoczęła się Letnia Grand Prix, która jest klasycznym poligonem doświadczalnym przed zimowym skakaniem. 29 lipca, kolejny konkurs w Hinterzarten, ale niestety już bez jednego z najlepszych niemieckich skoczków, Andreasa Wellingera, którego zmogła kontuzja.