- Wiedziałem, że stać mnie na dalekie odległości, ale takiego rezultatu się nie spodziewałem. To dla mnie przełom – powiedział Marcin Krukowski po ustanowieniu wynikiem 88,09 m rekordu kraju w rzucie oszczepem podczas mistrzostw Polski w Białymstoku.

 

- W każdym rzucie są błędy. Ten był po prostu bardzo dobry, ale nie idealny. Zawsze można się do czegoś przyczepić. Treningi już w marcu pokazywały, że mogę rzucać daleko, ale potem przyszło przetrenowanie, siedem startów słabszych – dodał.

 

Dotychczasowy rekord Polski wynosił 86,77 m i od 16 czerwca 2002 należał do Dariusza Trafasa. Trenujący ze swoim ojcem Michałem zawodnik o prawie trzy metry poprawił „życiówkę” sprzed dwóch lat – 85,20. To też piąty obecnie wynik na świecie w tym sezonie. W każdych mistrzostwach świata (poza tymi z 2001 r.) dawałby medal.

 

- W tym roku tak pewnie nie będzie, bo poziom jest bardzo wysoki. Chciałbym ustabilizować formę na 83,50. Wtedy na każdej imprezie przechodzę eliminacje, a z takiego poziomu jakiś rzut może wyjść znacznie dalej – powiedział.

 

Krukowski zapewnił, że psychicznie jest przygotowany do dalekiego rzucania nawet w każdych zawodach.

 

- Nie mam w głowie bariery, że 90 metrów jest poza zasięgiem. Czuję się dobrze. Nawet jak rzucam z miejsca, to czuję, że ręka ma sprężystość, ale nie chcę przed mistrzostwami świata przedobrzyć, dlatego teraz już mocnych treningów pewnie nie będzie – zaznaczył.

 

Odległość uzyskana przez Krukowskiego to spora niespodzianka, ale w ostatnich tygodniach jego forma była równa i dosyć wysoka. W trzech ostatnich występach uzyskiwał 83,52, 83,71 i 82,80.

 

- Mocno się rozpadało i nie chciałem ryzykować. Dlatego odpuściłem kolejne cztery próby. Wiedziałem, że już raczej nikt mnie nie przerzuci. Jakby były super warunki: idealnie, ciepło, to pewnie bym rzucał – przyznał.

 

- Jakie mam szansę, że w mistrzostwach świata powtórzę taki wynik? Trudno powiedzieć – myślę, że 70 procent. Jest to spokojnie do zrobienia, a o medalach takiej imprezy myślę, odkąd tylko trenuję. Teraz coraz bardziej się do tego zbliżam – ocenił.

 

Tym bardziej, że jak sam zauważył, zbliża się do idealnego dla oszczepnika wieku. Krukowski obecnie ma 25 lat, a Czech Jan Żelezny, gdy ustanawiał rekord świata – 98,48 - miał 30.

 

- To trudna konkurencja i przy niepełnym rozwinięciu organizmu wdziera się bardzo dużo kontuzji. Oszczepem rzucam odkąd chodzę. Ale piątkowy wynik jest dla mnie bardzo ważny, bo ostatni rekord życiowy miałem sprzed dwoma laty. Zbliżałem się, ale nie czułem, że mogę do niego dużo dołożyć. To dla mnie przełom. Trochę szok, nie dochodzi to do mnie na razie - przyznał.

 

Krukowski już jak wyrzucił oszczep wiedział, że może on daleko polecieć.

 

- Ale bałem się, że spalę. Za blisko ustaliłem rozbieg i całe szczęście spojrzałem nie za oszczepem jak leci, a od razu pod nogi i zdążyłem wyhamować. Starałem się zawinąć w drugą stronę. Wycofany trochę rzut, ale z tego co wiem ładny i poprawny technicznie - ocenił.

 

Mistrzostwa świata odbędą się w Londynie w dniach 3-13 sierpnia.

 

- Stadionu Olimpijskiego nie znam. Oczywiście lepiej znać obiekt, bo oczy łapią strategiczne punkty i lepiej się człowiek czuje, gdy zna miejsce, ale myślę, że nie będę się nad tym zastanawiał. Po dwóch latach, gdy nie poprawiałem życiówki, wszystkim się martwiłem. Teraz po prostu wychodzę i staram się oddać najlepszy rzut. To agresywna konkurencja i jak zaczyna się analizować, to pojawia się strach, a w oszczepie trzeba iść pełną parą – zaznaczył.

 

Mistrzostwa Polski w Białymstoku potrwają do niedzieli. Wstęp jest bezpłatny.