Kwiecień: Nie uciekam z Korony jak Judasz

Piłka nożna
Kwiecień: Nie uciekam z Korony jak Judasz
fot.Cyfrasport

"Nie uciekam z Korony jak złodziej" – powiedział Bartosz Kwiecień, który przez najbliższe cztery lata będzie piłkarzem Jagiellonii Białystok. "Kielecki klub na zawsze pozostanie w moim sercu" – zapewnił 23-letni pomocnik.

- To dla mnie kolejny krok do przodu pod względem sportowym – podkreślił Kwiecień, który w czwartek podpisał czteroletni kontrakt z klubem z Podlasia. I dodał: - W ten sposób podwyższam sobie poprzeczkę. To dla mnie spory awans i szansa na podnoszenie swoich umiejętności. Będę grał w klubie, który w ostatnich trzech latach bił się o najwyższe cele w polskiej ekstraklasie.

 

Kwiecień nie ukrywał, że drugim powodem zmiany barw klubowych jest stabilność finansowa klubu z Białegostoku. - Z Jagiellonią podpisałem wieloletnią umowę, podczas gdy w Kielcach miałem jeszcze tylko rok kontraktu i warunki były znacznie gorsze – zaznaczył 23-letni obrońca, który w piątek oficjalnie pożegnał się z kieleckim klubem.

 

Nie ukrywał, że łezka mu się w oku zakręciła. - Przecież wyjeżdżam z domu. Pobyt w Kielcach dał mi bardzo dużo. To tutaj zadebiutowałem w ekstraklasie. Dostałem szansę gry, nauki i zaistnienia w seniorskiej piłce – zaznaczył zawodnik.

 

Kwiecień do Korony trafił w 2013 roku z Juventy Starachowice. Później był wypożyczany do Górnika Łęczna i Chrobrego Głogów, gdzie trenerem był obecnie pracujący w Jagiellonii Ireneusz Mamrot. Do Kielc wrócił przed rozpoczęciem rundy wiosennej poprzedniego sezonu i zdołał przebić się do podstawowego składu. W ekstraklasie rozegrał 18 spotkań. - Podczas pobytu w Głogowie sporo się nauczyłem i za to chciałbym podziękować trenerowi Mamrotowi. Osobne podziękowania należą się Maciejowi Bartoszkowi (poprzedni trener Korony), który naciskał na mój powrót. Gdyby sztab szkoleniowy nie ściągnął mnie do Kielc, to moja kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej – dodał Kwiecień, który nie chciał komentować słów prezesa kieleckiego klubu na temat jego przejścia do Jagiellonii.

 

Krzysztof Zając w czwartek podczas spotkania z dziennikarzami powiedział, że nie do zaakceptowania jest forma, w jakiej doszło do tego transferu. - Przeczytałem w jednej z gazet, że rozmowy między zarządami Korony a Jagiellonii są bardzo zaawansowane, a ich nie było. Dostaliśmy tylko maila z pytaniem od prezesa klubu z Białegostoku, na jakie konto mają przelać pieniądze zawarte w klauzuli odstępnego. Zawodnik nas o niczym wcześniej nie poinformował. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym – tłumaczył Zając.

 

- Nie uciekam stąd jak złodziej, jak Judasz – bo takie słowa też już słyszałem. Zostałem przecież przez Jagiellonię wykupiony z Korony. Ludzie różnie komentują moją decyzję. Ale gdyby mieli szansę zmienić pracę, która dawałaby im szansę awansu zawodowego, to może inaczej patrzyliby na mój krok – nadmienił Kwiecień, który stara się nie przejmować niepochlebnymi komentarzami na swój temat.

 

- To mnie nie dotyka. Bardziej moją rodzinę, która to ogromnie przeżywa. Bo przecież tutaj jest mój dom. Mam tu wielu przyjaciół, którzy pomagali mi przez całe życie. Korona na zawsze pozostanie w moim sercu – zapewnił nowy piłkarz "Jagi", który jednak nie zagra w niedzielnym meczu białostoczan z Pogonią w Szczecinie.

 

- Ustaliliśmy z trenerem Mamrotem, że nie ma co ryzykować, po naderwaniu mięśnia dwugłowego. Na razie mam jeszcze wolne, rehabilituję się i dopiero od poniedziałku wchodzę na pełne obroty – poinformował Kwiecień.

A.J., PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze