- Bez nich jestem połową zawodnika – żalił się w rozmowie pierwszy z nich.

 

- Jest źle, jest nawet bardzo źle. Moje tyczki po raz kolejny zaginęły. Na chwilę obecną nie mam na czym skakać. Czuję, że nikt za bardzo się nie przejmuje zaistniałą sytuacją. W momencie, kiedy zawodnik powinien się skupić na starcie, ja szukam tyczek i tracę wszystkie nerwy. Pomocy! – napisał na Facebooku Wojciechowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL).

 

Mistrz świata z Daegu (2011) miał w Londynie walczyć o medal. Jest w życiowej i – co jeszcze ważniejsze – stabilnej formie. Co z tego, skoro... nie ma na czym skakać.

 

- Jestem w szoku, że coś takiego znowu nam się zdarza. Najpierw sprzęt nie wrócił z mityngu Diamentowej Ligi w Rabacie. Czekaliśmy na nie ponad dwa tygodnie i teraz znowu. Nie rozumiem, w czym jest problem, skoro to jest lot bez przesiadek! Najgorsze, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie tyczki są. Dzwonimy na lotnisko w Warszawie i w Londynie i nie ma żadnej informacji – powiedział Lisek (OSOT Szczecin).

 

On jest w lepszej sytuacji, bowiem ma w Londynie inny komplet tyczek.

 

- Po sytuacji w Rabacie, kiedy nie wiadomo było, czy sprzęt uda się odzyskać przed mistrzostwami świata, postanowiłem zamówić szybko zapasowe tyczki ze Stanów Zjednoczonych. W sobotę po raz pierwszy widziałem je na oczy. Nie oddałem żadnego skoku na nich. To bardzo niekomfortowa sytuacja, ale lepsza od tej, w jakiej znalazł się Paweł – przyznał czwarty zawodnik igrzysk w Rio de Janeiro.

 

Co zrobi Wojciechowski, na razie nie wiadomo. Wicelider światowej tabeli tegorocznych wyników (5,93 m) prawdopodobnie poprosi najbliższych, by wysłali mu jego rezerwowy pakiet z Polski. Czy dojdzie – pozostaje zagadką.

 

- To są mistrzostwa świata. Najważniejsza impreza w sezonie i dzieje się coś takiego. To jest po prostu żałosne i jesteśmy totalnie bezsilni – mówił Lisek.

 

Obaj są w formie, która powinna dać im nie tylko finał, ale i walkę o medale. Są przygotowani fizycznie, ale psychicznie teraz jest im trudno skupić się na rywalizacji, jeśli nie wiedzą, na jakim sprzęcie przyjdzie im rywalizować.

 

- Półtora roku oskakiwałem ten jeden komplet tyczek. Nie po to, by w najważniejszej imprezie skakać na czymś innym. Nie wiem, jak sobie poradzę. Tyczki, nawet o podobnych parametrach, nie są takie same. Zero czucia, zero przyjemności – powiedział Wojciechowski i ocenił: - Bez tyczek jestem połową zawodnika.

 

Kwalifikacje odbędą się w niedzielę o godz. 11.40 czasu polskiego. By dostać się do finału, należy skoczyć 5,75.