Łomaczenko to fenomen i tak naprawdę trudno znaleźć inne epitety po jego kolejnych zwycięstwach. Po siedmiu zawodowych walkach miał już na koncie dwa tytuły mistrzowskie, a w ringu mało kto potrafi mu zagrozić. Taka sztuka udała się tylko Orlando Salido, który w drugim starciu Ukraińca, pokonał go kontrowersyjnie na punkty. Od tego czasu Ukrainiec dąży do upragnionego rewanżu, lecz za każdym razem stoje coś na przeszkodzie. Wydawało się, że do ich starcia dojdzie właśnie na gali w Los Angeles. Meksykanin przyjął nawet wstępną ofertę opiewającą na 720 tysięcy euro, ale później zaczął się skarżyć na problemy z ręką.

Obóz panującego mistrza świata nie kryje rozczarowania całą sytuacją, zwłaszcza że takich pieniędzy Salido raczej nie zarobi na żadnej innej walce. Łomaczenko chciałby zmierzyć się z kimś z bokserskiego topu, a swojego przeciwnika porównuje do... sparingpartnera. - Jestem sfrustrowany. Nie chcę walczyć z zawodnikami, którzy są jak moi sparingpartnerzy. Chcę być numerem jeden P4P - powiedział.

Marriaga jest więc mocno niedoceniany. W swojej karierze jeszcze ani razu nie został znokautowany, a bił się przecież mi.n z Nicholasem Waltersem czy Oscarem Valdezem. Z tym pierwszym przegrał jednogłośnie na punkty, a przecież pamiętamy, jak łatwo radził z nim sobie Łomaczenko. Walka jest jednak walce nierówna, więc nie można z tego wyciągnąć wniosków.

W Los Angeles zobaczmy też walkę Raymundo Beltrana (33-7-1, 21 KO) z Bryanem Vasquezem (36-2, 19 KO) oraz Ivana Montero (20-2, 8 KO) z Esquivą Falcao (17-0, 12 KO).

Transmisja gali od 3.00 w nocy z soboty na niedzielę w Polsacie Sport.