Roman Kołtoń: Prezesie, jak pan odebrał ostatni tygodnie polskich klubów w europejskich pucharach?

Zbigniew Boniek: Śmiać mi się chce, gdy ktoś wywołuje do tablicy PZPN...

Co nie znaczy, że nie ma pan swojego zdania po odpadnięciu Jagiellonii z Gabalą, Lecha z Utrechtem, Arki z Midtjylland i Legii z Astaną. Z tego grona tylko mistrz Polski ostał się jeszcze w rundach wstępnych europejskiej rywalizacji – z eliminacji Ligi Mistrzów trafił do 4. rundy eliminacji Ligi Europy...

Niech się Legia na mnie nie obrazi, ale... Mam swoje zdanie na temat polityki polskich klubów, ale... Wolę czasami zabawić się w dyplomatę... Cokolwiek powiem, zaraz stanie się to obiektem polemiki...

Na słynnym już spotkaniu na Stadionie Narodowym – sprzed kilku miesięcy – wywołał pan pozycję polskiej Ekstraklasy na tle ligi czeskiej. I starał się zdiagnozować problemy.

Ok, odniosę się do występów polskich drużyn, ale chciałbym, żeby nikt nie odebrał tego jako ataku personalnego. Broń Boże! Chodzi mi o poważną dyskusję, w której mam swoje zdanie, bo byłem piłkarzem, trenerem, a obecnie – od pięciu lat – pełnię funkcję prezesa PZPN. I martwi mnie stan Ekstraklasy. Europa unaocznia poziom Ekstraklasy... Natomiast PZPN, czy władze spółki Ekstraklasa mają praktycznie zerowy wpływ na właścicieli, czy prezesów klubów. Przecież to są profesjonalne kluby, które mają określony budżet i określoną politykę. Wywołam mimo wszystko Legię do tablicy. Vadis Odjidja-Ofoe przyszedł do Warszawy rok temu, kompletnie nieprzygotowany - taki pan z brzuszkiem. Specjalnie Legii nie pomógł w walce o Ligę Mistrzów w sezonie 2016/2017. Jednak już w samej Lidze Mistrzów – jak już zrzucił zbędne kilogramy – pokazał umiejętności. Podobnie było w Ekstraklasie. Odjidja-Ofoe zakończył sezon z mianem najlepszego piłkarza ligi. Słyszałem same peany pod jego adresem. Owszem – jest dobry, bardzo dobry, ale to też nie jest jakiś geniusz. Gdyby po roku już się w Polsce wypromował, to od razu zapragnął zmienić klub – dla pieniędzy. Postanowił zrobić swój interes, nie zważając na interes Legii. Dlatego mówię z przekonaniem – w polskich klubach nie liczy się kasa, a mądrość. Liczy się jakość ludzi, którzy decydują. Belgowi rodziło się dziecko – można mu w takiej sytuacji pozwolić na dzień-dwa przerwy w treningach. Jednak nie dwa tygodnie! Sam byłem piłkarzem, moja żona rodziła dwójkę dzieci w czasie kariery i jakoś nie znikałem z klubu na kilkanaście dni. Czy współcześni piłkarze stają się położnymi, niańkami, Bóg wie kim? Co to jest 2,5 miliona euro odstępnego od greckiego klubu, gdy w grze było 20 milionów euro od UEFA za awans do Ligi Mistrzów – interes Legii był zupełnie inny, niż samego piłkarza. I trzeba to jasna formułować od początku – kolego, masz kontrakt do 2018 roku i musisz go wypełnić. Jak wypełnisz, to możesz odejść. Tak było z Robertem Lewandowskim w Borussii Dortmund.

Trener Antoni Piechniczek niedawno powiedział na Polsatsport.pl, że piłkarze nie zważają na kontrakty, które podpisują – bo się im na to pozwala...

Brawo! To już teraz tylko i wyłącznie kluby mają wypełniać kontrakty, a piłkarze mogą robić, co chcą? Na początek powiedzieliśmy o relacjach klub-piłkarz, bardzo ważnych. Kolejny aspekt to kwestia skautingu. 90 procent klubów nie posiłkuje się rzeczywistym skautingiem, a ufa menedżerom. Nie mówię, że wszystkie kluby, ale większość opiera się na telefonach, jakiś płytkach DVD, poleceniu. Ilu mamy Słowaków w Ekstraklasie?

Prawie 30!

Właśnie, prawie 30. Są dobrze, ale czy na tyle dobrzy, aby pomogli polskim klubom przebić się do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów, czy Ligi Europy? Nie, są najliczniejszą grupą obcokrajowców, bo dla nich nasza liga to dobry rynek. Zarabiają tu pieniądze, dobrze się czują, coś tam znaczą w poszczególnych klubach. Aż tyle i tylko tyle! W polskich klubach jest myślenie – kasa! Kasa może nas wzmocnić. A ja uważam, że nie kasa, a mądrość. Przecież polska liga nie jest konkurencyjna płacowo dla kilkunastu innych lig w Europie. Przecież polskie kluby i to czołowe, wcale nie są konkurencyjne, jeśli chodzi o poziom płac takiej Gabali z Azerbejdżanu, czy Astany z Kazachstanu! W Ekstraklasie jest 140 obcokrajowców, ale często to są obcokrajowcy nawet nie drugiego, a trzeciego wyboru. Inne ligi dokładnie przeglądają wszelkie rynki – także rynek na Słowacji, w krajach bałkańskich, w Hiszpanii, skąd też pojawiło się u nas kilkunastu piłkarzy. Nas stać często na piłkarzy bez kontraktów, liczących 28, a nawet 30 lat. Ci piłkarze mają swoje plusy, ale i minusy.

Dyskusją na Stadionie Narodowym nie chciał pan zainspirować środowiska?

Pewnie, że chciałem. Od lat słyszę – trzeba startować z ligą jak najszybciej. To pomoże nam w rundach wstępnych eliminacji Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Pomaga? Wydaje mi się, że polskie drużyny powinny sobie poradzić w pierwszej, czy drugiej rundzie także rozgrywając spotkania towarzyskie. Trzeba przebudować kalendarz. Pomyśleć o zakończeniu sezonu – i to za każdym razem – 15 maja, góra 20 maja. Wznawiać sezon najwcześniej w końcu lipca...

Nawet jak nie ma finałów Mundialu i EURO?

Oczywiście! Niech piłkarze mają czas na regenerację – pełny odpoczynek. A później na ciężką pracę. Od lat słyszę hasło: „świeżość”. „Potrzeba świeżości” - to wraca jak mantra! A ja na to odpowiadam – potrzeba, ale ciężkiej pracy! Czy widać po naszych drużynach intensywność gry? Czy widać odpowiednią motorykę? Czy widać szybkość? PZPN naprawdę jest otwarty na rozmowy – także na temat kalendarza. Jesteśmy gotowi, aby cztery kluby startujące w Europie, zaczynały sezon w Pucharze Polski od 1/16. Więcej – możemy zlikwidować mecz i rewanż w ćwierćfinale oraz półfinale Pucharu Polski. Możemy zlikwidować drabinkę i postawić na schemat jeden mecz w jednej rundzie – aż do finału! Tyle, że kluby Ekstraklasy muszą też pomyśleć, co zrobić z ESA 37. Bo te rozgrywki, w tak monstrualnej liczbie meczów, to jednak błąd. Na spokojnie, po kilku latach można to już stwierdzić. To Niemcy – mając gigantyczne możliwości finansowe przy polskich klubach – grają po 34 mecze w sezonie ligowym. A my gramy 37! 16 drużyn i 30 kolejek albo 18 drużyn i 34 kolejki. Trzeba jednak o tym szybko rozmawiać. Mądrze zdecydować, bo efekty będą dopiero za kilka lat. Jednak z kim ze spółki Ekstraklasa – jako PZPN – mamy prowadzić dialog? Z panami Marcem, Animuckim, z panią Hytrek-Prosiecką? Z całym szacunkiem dla nich, ale z nimi mamy rozmawiać na temat przyczyn odpadnięcia polskich drużyn z Gabalą, Utrechtem,  Midtjylland, Astaną? Pana Marca i pani Hytrek-Prosieckiej jeszcze niedawno nie było w piłce, a pan Animucki mówi, że liczą się emocje w lidze... Jesienią trzy z czterech polskich klubów nie przeżyją już jednak emocji w Europie. I to jest przykre. I z tego naprawdę warto wyciągnąć wnioski. Choćby z faktu, że sprowadza się piłkarzy nieprzygotowanych. Legia startuje z przygotowaniami na początku lipca i wszyscy piłkarze – także ci, których chce się sprowadzić na dany sezon – powinni być do dyspozycji trenera. Czy Hildeberto, Sadiku, Pasquato przyszli w odpowiedniej dyspozycji? I jeszcze ważna uwaga pod adresem Ekstraklasy – nie lekceważcie 1. ligi. Jeden z przedstawicieli Ekstraklasy powiedział niedawno, kto chciałby oglądać mecz Chojniczanka – Sandecja? Nieciecza niedawno awansowała do ligi i wszystkie trzy mecze z Legią u siebie wygrała. Sandecja pojechała do wicemistrza Polski w ostatniej kolejce i wygrała. Naprawdę nie odbierajmy prawa do sportowego awansu. Poziom 1. ligi nie odbiega od Ekstraklasy. A już czołówki na pewno. Drużyny są zgrane, rytm meczów właściwy, środki nie są za duże, to i nikt specjalnie nie może sobie pozwolić na błędy personalne. Ekstraklasa różni są od 1. ligi tylko marketingowym halo i strzępieniem języka w wielu niepotrzebnych polemikach.

Szefem Ekstraklasy znowu miałby być Bogusław Biszof...

A ja, że Piotr Burlikowski – tak czytałem. To mnie śmieszy! PZPN od lat nie chce dyktować personaliów w spółce Ekstraklasa. To kluby niech o tym decydują. My możemy im tylko pomóc. Oczywiście – sam wycofałem się, jako przedstawiciel PZPN, z rady nadzorczej Ekstraklasy, ale tylko dlatego, że nie chciałem siedzieć przy jednym stole z panem Wandzlem. Koniec, kropka. Rzecz jasna nie jest tak, że jako prezes PZPN nie mogę ocenić krytyczne działań spółki, w której PZPN jest udziałowcem. Ostatnio podpisano kontrakt sponsorski, który jest zaskakująco niski. To był błąd podpisać taką umowę z Lotto. Przypomnę, że PZPN – na początku mojej kadencji – też miał taką sytuację. Wycofał się Orange. I pół roku czekaliśmy. Płakano, gdzie główny sponsor. Że są firmy i dają tyle i tyle. Ja jednak powtarzałem moim współpracownikom, że za tyle, to mowy nie ma. Cierpliwość się opłaciła. Przyszedł Lotos i zaoferował odpowiednią kwotę. W przypadku takich kontraktów nie ma co negocjować umów, zaczynających się jedną cyfrą...

Zarząd PZPN zmieni zasady premii w Pro Junior System.

Na najbliższym posiedzeniu zarządu zwiększymy premię dla klubów 1. i 2. ligi. PZPN jest konkretny. Rozwija Centralną Ligę Juniorów – teraz mamy rozgrywki do lat 15, 17 i 19. Pracujemy nad Akademią Młodych Orłów, Letnią Akademię Młodych Orłów, nad rozwojem szkoły trenerów. Oczkiem w głowie jest reprezentacja. Efekty pracy z drużyną narodową pozwoliły nam wspiąć się w rankingu FIFA na 6. miejsce. Ktoś powie, że dzięki Robertowi Lewandowskiemu. Chwała Bogu, że mamy Roberta, ale mamy też innych piłkarzy. Mamy sztab, koncepcję, drużyna prawie w każdym meczu jest maksymalnie skoncentrowana. Pozwoliło to wspiąć się na najwyższe miejsce w historii rankingu FIFA, bo praktycznie nie przegrywamy meczów o punkty. Jedyny, który przegraliśmy w ostatnich czterech latach, to spotkanie z Niemcami we Frankfurcie. Realnie jednak nie wiem, czy jesteśmy na 15 miejscu na świecie. Czasami zastanawiam się, czy nawet jesteśmy na 20 miejscu... Jednak zdecydowała strategia, pomysł, realizacja, iż jesteśmy tak wysoko. Nie znaczy to, że jakikolwiek mecz możemy potraktować ulgowo – choćby najbliższy z Danią.