Inne

Lisek wicemistrzem świata w skoku o tyczce

W stolicy Wielkiej Brytanii triumfował Amerykanin Sam Kendricks, który skoczył 5,95. 25-letni Lisek zaliczył 5,89, podobnie jak zdobywca brązowego medalu Francuz Renaud Lavillenie.

 

„Jestem bardzo szczęśliwy. Mamy srebrny medal, który zdobyliśmy w dramatycznym konkursie oraz w pięknej scenerii i potwierdziliśmy, że polska męska tyczka to światowa potęga. Nasi zawodnicy są młodzi i z pewnością nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Piotr to kawał chłopa i jestem pewien, że niebawem będziemy się cieszyć z jego kolejnych sukcesów” - stwierdził.

 

Niewiele jednak brakowało, aby reprezentant OSOT Szczecin wrócił do domu bez medalu. Poprzeczkę zawieszoną na 5,65 pokonał dopiero w trzeciej próbie. „Widać było, że Piotr przeżywał trudne chwile. A kiedy bez problemów w pierwszym skoku zaliczył 5,75, popukał się w głowę, jakby powiedział do siebie "Po co się tak stresowałeś, przecież to można było od razu skoczyć". Inna sprawa, że Lisek nie pokazał w tym konkursie pełni swoich możliwości. Moim zdaniem nie biegał najlepiej” - ocenił.

 

Na piątej pozycji uplasował się natomiast mistrz świata z 2011 roku z Daegu, starszy o trzy lata od Liska Paweł Wojciechowski (SL WKS Zawisza Bydgoszcz) – 5,75. „Paweł z pewnością nie jest zadowolony z tej lokaty, bo stać go na zdecydowanie lepszy wynik, ale tego dnia nie skakał rewelacyjnie” - przyznał.

 

Szymczak podkreśla jednak, że sukcesem Liska nie należy się zachłystywać i już teraz trzeba myśleć o przyszłości.

 

„Męska tyczka jest obecnie bardzo mocna. Poza tym czekam z utęsknieniem aż do tego duetu dołączy nasz trzeci muszkieter, czyli Robert Sobera. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia, bo jest to bardzo skromny i sympatyczny chłopak. Na razie mamy spokój, ale po naszych czołowych zawodnikach widzę jednak lukę. A słynne powiedzenie mówi, że właśnie w tych okresie trzeba się zbroić, żebyśmy nie zmarnowali tego potencjału, a męska tyczka nie podzieliła losu kobiecej, która obecnie niedomaga” - skomentował.

 

Szymczak prowadzi obecnie w Gdańsku Akademię Tyczki, która działa pod auspicjami AWFiS Gdańsk i PZLA. Razem z nim swoich następców szkolą byli zawodnicy, Olga Frąckowiak, Marian Kolasa, Łukasz Jurga i Mateusz Kozłowski.

 

„Obecnie trenuje u nas około 20 tyczkarzy w wieku od 13 do 16 lat, których wyselekcjonowaliśmy z grona ponad stu osób. W liczebnej przewadze są dziewczyny, ale nie chcę zapowiadać, że któraś z nich pójdzie w ślady Anny Rogowskiej i Moniki Pyrek. Mogę jednak zapewnić, że tak dobrej grupy jeszcze nie miałem” - podsumował szkoleniowiec.