W styczniu tego roku podczas meczu Foppapedretti Bergamo, w którym występowała Skowrońska-Dolata, z Savino Del Bedne Scandicci, polska siatkarka doznała zerwania więzadeł krzyżowych. Dalsza kariera stanęła pod znakiem zapytania, ale 34-letnia zawodniczka nie zamierzała się poddawać. Wciąż przechodzi rehabilitację, lecz ma już jasno sprecyzowane plany na najbliższą przyszłość. W nadchodzącym sezonie będzie występować w zespole beniaminka superligi brazylijskiej Hinode Baureri z przedmieść Sao Paulo. Trenerem klubu, a zarazem jednym z współwłaścicieli jest selekcjoner reprezentacji Brazylii Ze Roberto.

 

- Kontraktu jeszcze nie podpisałam, ale jestem po słowie z Ze Roberto. Warunki już wcześniej ustaliliśmy i pozostała kwestia podpisu. Brazylijki niedawno zakończyły World Grand Prix i nie było czasu – powiedziała PAP Skowrońska-Dolata.

 

To właśnie ten niezwykle utytułowany szkoleniowiec sprawił, że była reprezentantka Polski trafiła do Brazylii. Oboje razem wcześniej pracowali w Scavolini Pesaro oraz Fenerbahce Stambuł.

 

- Był jedną z pierwszych osób, która zadzwoniła do mnie jeszcze tego samego dnia, gdy przytrafiła mi się ta feralna kontuzja. Powiedział mi, że wie jak trzeba pracować z zawodniczkami po zerwanych więzadłach krzyżowych. Zaprosił mnie do swojego ośrodka, bym tam mogła się rehabilitować – opowiadała siatkarka.

 

Skowrońska-Dolata najpierw jednak w Warszawie rozpoczęła ciężką i żmudną pracę, by jak najszybciej wrócić do zdrowia. Jak przyznała, powrót do sportu po tego typu kontuzjach jest niezwykle trudny.

 

- Myślę, że szczególnie dla siatkarzy jest duże wyzwanie. To kosztuje naprawdę dużo potu i bólu. Miałam kiedyś problemy z achillesami, ale to było zupełnie coś innego. Cały czas pracuję nad odbudową mięśnia czworogłowego, a to wszystko dzieje się powoli. Gdybym miała wrócić do zwykłego życia codziennego, to rehabilitację mogłabym już zakończyć. Ale ja chcę wrócić do sportu i to jeszcze musi potrwać – tłumaczyła.

 

W lipcu zawodniczka udała się do Brazylii, żeby bliżej poznać miasto i klub, w którym będzie grała. Jak podkreśliła, miesięczny pobyt nie był wyłącznie rekonesansem czy wycieczką.

 

- Tak naprawdę to była kontynuacja rehabilitacji. Miałam zagwarantowaną opiekę, a także możliwość treningu z piłkami, bo tego najbardziej mi brakowało. W lipcu wszystkie drużyny w Polsce są jeszcze na wakacjach, a tam miałam i zawodniczki, i sztab szkoleniowy - wyjaśniła.

 

W Brazylii będzie musiała przyzwyczaić się m.in. do innych warunków pogodowych. Na kontynencie południowoamerykańskim obecnie jest zima, ale tak naprawdę tylko z nazwy. Temperatury w Sao Paolo nie spadają poniżej 15 stopni.

 

- Ta zima jest całkiem sympatyczna. Gdy było nieco chłodniej, to moje koleżanki z zespołu na salę przychodziły w... czapkach i rękawiczkach. A ja w klapkach. I pytały się: Kasiu, nie jest ci zimno? A ja mówię, nie, jest przecież 20 stopni. Poza tym ludzi są tu bardzo życzliwi, a jedzenie jest pyszne i przede wszystkim bardzo zdrowe – podkreśliła.

 

Siatkarka zaczęła się też pilnie uczyć języka portugalskiego.

 

- Codziennie odrabiam lekcje. Nie powiem, że wszystko rozumiem, ale znajomość włoskiego bardzo mi pomaga w nauce. Zdecydowanie bardziej niż angielskiego. Niektórzy trenerzy, z którymi pracowałam w Brazylii, znają włoski. Nie umiem jeszcze mówić pełnymi zdaniami, ale myślę, że to jest kwestia czasu – wyjaśniła.

 

Najbliższe tygodnie spędzi jeszcze w Warszawie na rehabilitacji. Wkrótce czekają ją testy medyczne, a od ich wyników uzależnione będą dalsze treningi.

 

- Jeśli dostanę zielone światło od mojego fizjoterapeuty, to kupuje bilet i wracam do Brazylii. Mój klub niedługo zaczyna regionalne rozgrywki Pucharu Paulisty, w których nie będę jednak uczestniczyć, bo dla mnie za wcześnie. Ja mam być gotowa na superligę, która rozpocznie się pod koniec października – dodała dwukrotna mistrzyni Europy.