Konflikt między nimi miał zacząć się w styczniu, kiedy to do Chelsea wpłynęła gigantyczna oferta z Chin. Costa miałby tam zarabiać gigantyczne pieniądze, lecz ostatecznie pozostał w klubie. Od tego momentu nie prezentował jednak takiej formy jak na początku sezonu. Conte regularnie jednak na niego stawiał, choć ten raczej zawodził. Przełamał się dopiero na koniec rozgrywek, lecz nie ulega wątpliwości, że miał spory udział w wywalczeniu przez "The Blues" mistrzostwa Anglii.

Później jednak sprawy mocno się skomplikowały. Costa otrzymał od Conte... SMS-a, z którego dowiedział się, że nie jest w planach na kolejny sezon. Od tego momentu między nimi rozpętała się medialna wojenka, która trwa do dzisiaj - i na razie nie widać, by miała się ona zakończyć. Reprezentant Hiszpanii w ostatnim czasie mocno się uaktywnił. Szczególnie głośno było o jego wywiadze z "Daily Mail".

- Chelsea chce, bym trenował z zespołem rezerw. Nie mam pozwolenia na wejście do szatni pierwszego zespołu. Nie jestem kryminalistą. To nie jest fair - powiedział.

Conte do tej pory nie chciał wypowiadać się na ten temat, ale w piątek - przy okazji konferencji prasowej przed meczem z Tottenhamem - odniósł się do słów Costy.

- Znakomicie! - powiedział, śmiejąc się. - Mogę Wam powiedzieć, że każdy, kto pracuje w Chelsea, doskonale wie, co się z nim stało w poprzednim sezonie. Ten wywiad jest bardzo zabawny. Nie chcę już o tym rozmawiać, dla mnie to przeszłość - stwierdził.