Grzegorz Michalewski: W maju 2014 roku, a więc kilka miesięcy po zakończeniu pracy w Śląsku Wrocław pojawiła się informacja, że został Pan dyrektorem sportowym w Omonii Nikozja.

Stanislav Levy: To była tylko informacja prasowa. Owszem prowadziłem rozmowy z Omonią, ale ostatecznie nie doszło do podpisania umowy. Nie chodziło o kwestie finansowe, bo te mieliśmy uzgodnione. Nie było porozumienia w kwestii moich kompetencji i dlatego tam ostatecznie nie pracowałem.

Zamiast na Cypr trafił Pan ponownie do Albanii zostając trenerem Flamurtari Wlora.   

Niestety szybko okazało się, że w klubie są ogromne problemy finansowe. Zaległości wobec zawodników sięgały trzech miesięcy. Potem okazało się, że dodatkowo piłkarze nie mieli uregulowanych wynagrodzeń także za poprzedni sezon. Po czterech miesiącach zdecydowałem się odejść. Prezes klubu po dwóch miesiącach mojej pracy chciał ze mną przedłużyć kontrakt o trzy lata. Powiedziałem mu, że mogę to zrobić ale pod warunkiem, że wszystkie zaległości zostaną uregulowane. Po kolejnych dwóch miesiącach, gdy nic się w tej kwestii nie zmieniło, rozwiązałem kontrakt i wróciłem do domu.

Latem 2016 roku pojawiła się propozycja z FK Slovacko.

Pracowałem w tym klubie jedenaście lat temu. Teraz nie było konkretnego celu. Zespół miał grać jak najlepiej i zapewnić sobie bezpieczne utrzymanie. Zadeklarowałem, że będę wprowadzał do pierwszej drużyny młodych zawodników i cały czas staram się to realizować.

Po odejściu z Wrocławia ma Pan jeszcze kontakt z polskim futbolem?

Oczywiście. Mam w domu polską telewizję i jak jest możliwość to oglądam mecze waszej Ekstraklasy. Nie wykluczam, że jeszcze kiedyś wrócę pracować w lidze polskiej.

Utrzymuje Pan jeszcze z kimś kontakt ze Śląska Wrocław?

Jestem cały czas w kontakcie z Krzysztofem Paluszkiem, który obecnie jest dyrektorem młodzieży w Zagłębiu Lubin. Mam kontakt ze Zbigniewem Słobodzianem, który był kierownikiem drużyny oraz z Robertem Stachurą, który sprowadził mnie do Śląska. Obecnie mieszka na Cyprze. Jestem również w kontakcie z byłym prezesem klubu Piotrem Waśniewskim.