Po pierwsze i najważniejsze. Turniej w Hamburgu to pojedynki towarzyskie. Nie wiadomo, na jakim etapie przygotowań jest każda z uczestniczących w nim ekip. Po drugie jak dużą miały motywacje. Po trzecie jakie cele postawili przed swoimi drużynami trenerzy.

 

O tym, jak nie należy przywiązywać się do wyników sprawdzianów, przekonaliśmy się choćby cztery lata temu. Wtedy polska ekipa z Marcinem Gortatem i Maciejem Lampe w sparingach grała świetnie. A na mistrzostwach Europy w Słowenii była klapa. Ale bez wątpienia zwycięstwa nad Rosją i Niemcami, a także dobra gra przeciwko Serbii - jednemu z wielkich faworytów Eurobasketu, budują. Atmosferę, wiarę we własne siły i umiejętności, a także zaufanie do pomysłów trenera.

 

Rękę Mike’a Taylora było zresztą jak zwykle dobrze widać. I w kolejnych testowanych ustawieniach – czy to z wysokim składem z Przemysławem Karnowskim i Damianem Kuligiem, czy też bez rozgrywającego – gdy play-makerem byli Adam Waczyński lub Mateusz Ponitka. Było ją też widać w organizacji gry. Nie wszystko się udawało, ale drużyna wiedziała co ma grać. Gdy coś nie szło, trener umiał szybko zareagować.

 

Patrząc na każdy z trzech pojedynków właściwie trudno się do czegoś przyczepić. Zorganizowana gra, głęboki skład (w meczach z Serbią i Niemcami punkty zdobywało 10 zawodników, z Rosją nawet jedenastu), różnorodne akcje w ataku, niezła współpraca w obronie.

 

Bardzo ważne jest też przebudzenie Adama Waczyńskiego. Nasz super-strzelec, po kontuzji jakiej nabawił się pod koniec sezonu w lidze hiszpańskiej, długo nie mógł złapać swojego rytmu. Jeszcze w meczu z Serbią głównie pudłował ( 2 celne na 7 rzutów z gry), ale już w pojedynka z Rosją (13 punktów) i Niemcami (18 punktów) wrócił dawny „Waca”.

 

Dobrze do drużyny wszedł Przemysław Karnowski. Torunianin też leczył kontuzję i do kadry dołączył później. Do gry gotowy był dopiero w Hamburgu. I pokazał, że będzie ważnym elementem układanki Taylora na Euro. Rzucał ponad 10 punktów i miał prawie 5 zbiórek na mecz. A miał naprawdę klasowych przeciwników, żeby wymienić Timofieja Mozgova, centra Brooklyn Nets, czy mierzącego 222 cm Bobana Marjanovicia z Detroit Pistons.

 

Wracając do optymizmu  - są ku niemu powody. Ale z wszystkim wcześniejszymi zastrzeżeniami. Tym bardziej, że na Euro polscy koszykarze zagrają w bardzo trudnej grupie ze Słowenią, Francją, Grecją, które grę opierają na gwiazdach z NBA i Euroligi, a także gospodarzami tej fazy Finlandią i Islandią, której lekceważyć nie można.

 

Ostatnim sprawdzianem kadry przed mistrzostwami Europy będzie, zaczynający się w czwartek,  turnieju w Legionowie.  Biało-Czerwoni zmierzą się z Węgrami, Wielką Brytanią i Izraelem. Początek Eurobasketu 31 sierpnia.