Maciej Turski: Z nami człowiek wielu talentów, który dodatkowo jest blisko związany z futbolem! Kogo będzie pan dopingował w Kopenhadze?
 
Czesław Mozil: Miałem wielkie szczęście, ponieważ grałem w piłkę nożną jako młody chłopak. Byłem kibicem Górnika Zabrze, ale stadion zacząłem odwiedzać dopiero po powrocie z emigracji. W 2012 roku byłem na mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie, w zeszłym roku odwiedziłem Paryż, Marsylię i Niceę w ramach Euro 2016. Cudownie było kibicować reprezentacji Polski. Mecz w Kopenhadze będzie dla mnie wyjątkowy, ale od razu przyznam, że nie lubię remisów. Zwycięstwo Polski lub Danii mnie usatysfakcjonuje!
 
W pewnym momencie stał się pan... drobnym udziałowcem Górnika Zabrze.
 
Tak... To był taki miły gest od klubu. Stałem się symbolicznym udziałowcem Górnika. Urodziłem się w Zabrzu i jestem dumny, że ktoś w ten sposób o mnie pamięta. Jako muzyk człowiek się tego nie spodziewa. To było wzruszające.
 
Przez te wszystkie lata, kiedy przebywał pan w Danii - kibicował pan polskim drużynom, śledził losy reprezentacji?
 
Owszem, ale miałem ogromny sentyment także do reprezentacji Danii. Miałem trzynaście lat, kiedy Dania wygrała mistrzostwa Europy w Szwecji. To miało ogromny wpływ na samopoczucie, to wiele uczyniło dla tych sześciu milionów ludzi. To była złota era piłki nożnej w Danii, teraz wszystko się odwróciło. Reprezentacja Polski ma dużo gwiazd i jest bardzo wysoko w rankingach. Mieszkając w Danii bardziej wspierałem tamtejszą reprezentację, jednak obecnie mocno związałem się z Biało-Czerwonymi. W poniedziałek idę na mecz z Kazachstanem, z warszawskiej Pragi mam nieco ponad kilometr na Stadion Narodowy!
 
Jak pan podchodzi do emigracji? Mam tutaj na myśli piłkarzy, którzy wyjeżdżali za granicę, a teraz grają, bądź grali dla reprezentacji Polski. Przykładów jest wiele, między innymi Sebastian Boenisch czy Eugen Polanski.
 
Z tego co wiem, Łukasz Podolski jako emigrant przyznawał, że Polski tak naprawdę się nie opuszcza. Dla mnie Polska nigdy nie była obcym krajem, zawsze byłem z niej dumny. To była naiwna miłość względem ojczyzny, której tak dobrze się nie zna. Rozumiem więc piłkarzy, dla których może to być taki hołd wobec rodziców.
 
Mówi się, że duńscy kibice znacznie spokojniej podchodzą do futbolu, niż kibice polscy...
 
Duńczycy są stonowani, jednak nie dajmy się nabrać - potrafią się radować. Gdy Dania zwyciężyło mistrzostwo Europy, Kopenhaga z dnia na dzień stała się innym miastem. Wszyscy żyją spotkaniem z Polską i zastanawiają się, jak drużyna upilnuje Lewandowskiego. W Polsce przegrali 2:3, jednak zagrali dobrze. Piątkowy mecz jest dla Danii finałem.
 
Wiemy, że w ostatnim tygodniu pojawił się poważny problem - polscy kibice wykupili bilety na sektory duńskie, ale "pełny stadion" stanął pod znakiem zapytania. Jak odbierana jest ta sprawa w Danii?
 
Ta sprawa jest bardzo poważna, o tym temacie można przeczytać w każdej gazecie. Ja nie ukrywam - polską flagę ściągnę przed wejściem na stadion! Wybieram się tam ze znajomymi i ojcem, z którym będę rozmawiał po duńsku. Chodzi tutaj o jakąś dumę i bojaźń o zamieszki. Zakładam, że nie będzie zamieszek ze strony polskich kibiców. Duńska federacja głęboko wierzyła, że zapełni stadion, a zainteresowanie futbolem znowu jest ogromne. Wyszło jednak nieco inaczej: obudzili się, że zainteresowanie jest głównie ze strony polskich kibiców. Mam mieszane uczucia...
 
Może po prostu przedstawiciele duńskiego związku obawiali się gorącego dopingu ze strony polskich kibiców? Dania walczy w tym meczu o życie, a nadmiar polskich fanów mogłaby spowodować, że reprezentacja nie czułaby się "jak u siebie"...
 
Mnie to trochę dziwi. My Polacy jesteśmy wszędzie... Ostatnie dziesięć lat to emigracja zarobkowa do Danii, co widać chociażby po rejestracjach samochodów. Jeżeli o to chodzi, to jestem przekonany, że w piątek będzie głośniej niż się spodziewali. To nie jest wina piłkarzy, ale związek mógł się spodziewać obecności dużej liczby polskich kibiców.
 
Jak może wyglądać ten mecz? W ostatnim czasie Dania ewoluowała, ta kadra się dotarła. Czy to może być zupełnie inny pojedynek niż w Warszawie?
 
Powtarzam: nie lubię remisów. Niech Polska prowadzi, ale dajmy Duńczykom wygrać 2:1! My, Polacy i tak się zakwalifikujemy... Dla duńskiego hygge i samopoczucia to naprawdę zwycięstwo byłoby cudowne, a impreza polsko-duńska byłaby dużo bardziej okazała. Mecz z Kazachstanem powinien paść łupem Biało-Czerwonych i jestem przekonany, że to Polacy zajmą pierwsze miejsce w grupie. Chciałbym więc, aby w Kopenhadze wygrała Dania.
 
Na zakończenie rozmowy Czesław zaprezentował duńską przyśpiewkę, którą odśpiewują kibice podczas meczu. Cały wywiad w załączonym materiale wideo!