Drużyna trenera Mike'a Taylora, po rzucie Ponitki za trzy punkty, prowadziła 92 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry różnicą dziewięciu punktów (66:57). Od tego momentu dopadła ją straszliwa zapaść. Nie zdołała już powiększyć dorobku, a rywale zdołali doprowadzić do wyrównania i dogrywki.

 

"No właśnie. Tu jest pies pogrzebany. Mieliśmy zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. Trójka rywali, faul przy ich rzucie za trzy punkty, potem strata i nas doszli" – skomentował skrzydłowy Iberostaru Tenerife.

 

Ponitka był jednym z wyróżniających się zawodników reprezentacji Polski, najlepszym pod względem efektywności gry (wskaźnik 19). Zdobył 14 punktów (więcej uzyskali tylko Adam Waczyński i A.J. Slaughter – po 18), miał po cztery zbiórki i asysty oraz przechwyt. Nie popełnił żadnej straty. Przyczyn porażki upatrywał m.in. w doświadczeniu rywali.

 

"Graliśmy z drużyną starszą od nas, bardzo doświadczoną, prezentującą europejski poziom, w dodatku gospodarzem turnieju. Myślę, że to właśnie dzisiaj wyszło w końcówce i dogrywkach" - ocenił.

 

Nie chciał wskazywać pozytywów płynących z meczu, w którym drużyna pokazała waleczność, zdolność do odrobienia kilkunastopunktowej straty, ale też zadziwiający brak zimnej krwi i większego wyrachowania w decydujących fragmentach.

 

"Na pewno jakieś pozytywy są, ale za pozytywy nie dostaje się punktów w tabeli ani nie przyznaje się zwycięstw. Potrzebowaliśmy wygranej, ale nie załamujemy się, nie spuszczamy głów, bo jeszcze mamy szanse na wyjście z grupy. Myślę, że kluczowe będzie spotkanie z Grecją, w ostatnim dniu w Helsinkach" – podsumował.

 

W poniedziałek jest dzień przerwy w turnieju, we wtorek Polska (bilans 1-2) gra z Francją (2-1), a w środę na zakończenie rywalizacji w grupie A Helsinkach z Grecją (1-2). Do drugiej fazy awansują cztery zespoły.