Często o drużynach, które występują na najniższych szczeblach rozgrywkowych w Polsce mówi się, że prezentują tzw. radosny futbol, w którym nie zważa się na ustawienia taktyczne, merytoryczne uwagi szkoleniowców (często bywa tak, że trener także jest grający) ani nikt nie podlega pomeczowej analizie. Odprawa przed pierwszym gwizdkiem zazwyczaj ogranicza się do słów: „Panowie! Zasuwamy! (eufemizm). Kibice są w stanie wybaczyć swoim zawodnikom błędy w ustawieniu się, braki techniczne oraz to, że ktoś z pół metra nie trafił w światło bramki.
 
Żaden wierny sympatyk swojej drużyny nie wybaczy jednak braku zaangażowania i walki do samego końca, nawet jeżeli dzień wcześniej trzech piłkarzy miało wesele, dwóch chrzciny a czterech po prostu uzupełniało płyny – no chyba, że gospodarzem takiej imprezy jest ów sympatyk, który wówczas jest w stanie zrozumieć zmęczenie zawodników. Oglądając spotkania B -klasy lub A-klasy ciężko doszukać się profesjonalizmu na największą skalę. Trudno się dziwić, bo przecież mówimy o sporcie amatorskim, gdzie liczy się przede wszystkim spędzenie wolnego czasu w gronie znajomych, a odrobina rywalizacji ma jedynie dodać temu smaczku, nie mówiąc o tym, gdy uda się jeszcze dodatkowo wygrać mecz. Piłkarze nie zarabiają tam wielkich pieniędzy, jeżeli w ogóle coś dostają. Rywalizacje czasami przypominają te osiedlowe, a kto zaczerpnął takiego podwórkowego grania ten wie, że bramek jest tam od groma. 
 
Nie można jednak wsadzać wszystkich do jednego worka i sugerować, że każdy klub wykorzystuje mecze jedynie jako pretekst do wspólnego spotkania się w miłym towarzystwie, że każda drużyna jest fatalnie zorganizowana, że piłkarze nie potrafią prosto kopnąć piłki. Jest bowiem wiele klubów, w których wszystko jest poukładane, dopięte na ostatni guzik pod każdym względem, a często na boiskach np. okręgówki biegają zawodnicy z przeszłością w zdecydowanie wyższych ligach. To samo zresztą dotyczy trenerów. Problem jest wtedy, kiedy drużyna dobrze zorganizowana, mająca ambitne cele spotka się z taką jak z poprzedniego akapitu. 
 
Braki kadrowe związane z pracą zawodową, szkołą, urlopami itd. jeszcze bardziej powodują, że drużyna w starciu z silniejszą i lepiej zorganizowaną ekipą jest bezradna. Stąd często biorą się wyniki, o których kibice z lig centralnych mogą jedynie pomarzyć. W miniony weekend nie brakowało hokejowych rezultatów. Wybraliśmy tylko te najwyższe ze wszystkich możliwych klas rozgrywkowych w Polsce.
 
Skora Jadwisin – Radziechowianka Radziechów 13:0 (A klasa grupa 3. Legnica)
LZS Kadłubiec – LZS Stare Koźle 13:0 (B klasa grupa 12. Opole)
LZS Ruch Zubrzyce – LZS Kresowianka Nowa Wieś 13:1 (B klasa grupa A, Opole)
LKS Sokół Zabrzeg – LKS Słowian Łodygowice 14:0 (B klasa, Bielsko-Biała)
Escola Varsovia – MKRS Wisła Maciejowice 14:0 (Klasa Okręgowa grupa 1. Warszawa) 
Chojnowianka Chojnów – Nysa Wiadrów 14:1 (A klasa grupa 3. Legnica)
LZS Mrzygłód – Warta Mstów 14:2 (Klasa Okręgowa, Częstochowa)
LZS Wilki Różana – Korona Kawice 1:15 (B klasa grupa 4. Legnica)
LKS Rudnik – KS Brzezówka 16:1 (B klasa, Skoczów)
LZS Grochowska Księże – Fala Głogówiec 19:0 (B klasa grupa 4. Bydgoszcz)
Kanzas Konstantynów – Roskosz-Grabanów 1:20 (B klasa, Biała Podlaska)
 
Jak widać powyżej, w ligach regionalnych nikt nie powinien narzekać na brak goli, być może poza bramkarzami, którzy czasami muszą kilkunastokrotnie wyciągać piłkę z siatki. Czteropaków lub pięciopaków nie brakuje nie tylko na trybunach, ale także w protokołach meczowych przy nazwiskach zawodników. Wyników bezbramkowych próżno szukać niczym polskich klubów grających na jesieni w europejskich pucharach. W obu przypadkach jest ich od wielkiego dzwonu…