Przed Tobą drugi sezon w barwach Aluronu Virtu Warty Zawiercie, po przenosinach z AGH Kraków. Jak oceniasz zakończone awansem do PlusLigi rozgrywki i z perspektywy czasu przenosiny do Zawiercia?

Zaczęło się dość niefortunnie, bo doznałem kontuzji, która wykluczyła mnie na trzy czwarte sezonu, a z gry w lidze praktycznie na całe rozgrywki. Aczkolwiek przyszedł nowy trener i dał mi szansę, żebym mógł występować dalej w Zawierciu. Cieszę się tym bardziej, że będą to występy w PlusLidze. Jest tu wszystko, co jest potrzebne zawodnikowi, dlatego nie pozostaje mi nic innego, tylko cieszyć się z tego, że mogę grać w takim klubie.

Pod koniec 2015 roku byłeś o krok od przenosin do Jastrzębskiego Węgla, ale na przeszkodzie stanęły sprawy formalne. Teraz w końcu doczekasz się debiutu w ekstraklasie, a gra w elicie wywalczona na parkiecie smakuje pewnie jeszcze lepiej.

Na pewno smakuje lepiej, choć rzeczywiście było wówczas bardzo blisko. Papierki, papierki - w PZPS-ie nie zezwolono na mój transfer. Będę robił wszystko, by wreszcie wystąpić w ekstraklasie, bo to dla mnie wielka sprawa. Zobaczymy - sezon jest długi, trzeba walczyć o miejsce w składzie.

Już dziesięć lat temu zdobyłeś z Czarnymi Radom wicemistrzostwo Polski juniorów. Umiejętności to jedno, a do Twojego CV powoli można będzie zapewne dopisywać coraz większe sukcesy. Awans z Aluronem Virtu Wartą do PlusLigi to z Twojej perspektywy największy z nich?

Chyba tak, chyba rzeczywiście smakował najlepiej. Tamto wicemistrzostwo też było wielkim wydarzeniem i osiągnięciem, ale było to bardzo dawno temu. Na razie wydaje się zatem, że ten awans jest największym sukcesem. Ale nie ostatnim. (uśmiech)

W ekstraklasie jeszcze nie grałeś, ale… w Meczu Gwiazd tak. Przypomnisz jak do tego doszło?

Znam się z Maćkiem Sośnickim, który organizuje w Szczecinie Mecz Gwiazd dla Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci. Bardzo fajna inicjatywa, dzieciakom zawsze trzeba pomagać. Niezapomniane przeżycie. Mam nadzieję, że jeszcze tam wystąpię.

Na boisku rywalizowałeś z Piotrem Żyłą. Jaki z niego siatkarz?

Wbrew pozorom nasi skoczkowie są bardzo dobrymi siatkarzami i wielkimi zapaleńcami. O tym, że skakać potrafią, wiemy. A w każdej wolnej od skoków chwili grają w siatkówkę, więc naprawdę ich poziom jest wysoki.

Twój ojciec był Nigeryjczykiem. Ciemniejsza karnacja bywa przyczyną zabawnych sytuacji? Kibice albo ludzie na co dzień biorą Cię za obcokrajowca?

Tak, są różne sytuacje - śmieszne i mniej śmieszne. Przeważnie ludzie zaczynają do mnie mówić po angielsku, ja odpowiadam po polsku. Są w szoku, nie rozumiejąc co do nich mówię, ale gdy się ogarną, zwracają się już do mnie we właściwym języku. (śmiech)

Siatkówka nie jest Twoją jedyną pasją. Masz własną firmę odzieżową - Akala Wear. Skąd taki pomysł?

Kiedyś po prostu mnie naszło. Chciałem zrobić ciuchy dla dużych osób, ponieważ zwłaszcza z dresami jest tak, że albo nogawki, albo rękawy są za krótkie. Miałem okazję to zrobić, fajnie zaczęło hulać, więc postanowiłem zaangażować się w większym zakresie. Teraz mam firmę odzieżową, która zajmuje się przede wszystkim właśnie dresami sportowymi - zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

To nie jest tylko odzież dla siatkarzy? Gdzie można ją kupić?

Nie jest to odzież dla siatkarzy, a dla wszystkich - od tych mierzących ponad dwa metry do trochę niższych. Można ją kupić w moim sklepie internetowym www.akalawear.com Są tam dresy - bawełniane, welurowe - a do tego t-shirty, bielizna. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Projektujesz sam?

Tak, projektuję. Projektantką jest też moja dziewczyna, która ma własną markę odzieżową - Project MESS (szczegóły można znaleźć na stronie www.projectmess.pl). Projektowanie w moim przypadku nie jest aż takie trudne, bo wiadomo, że na przykład sukienka każda jest inna, ale jeśli chodzi o dresy, wystarczy zrobić pewien krój, choć oczywiście materiały się różnią. Z tego projektowania jest bardzo fajna zajawka, kiedy widzisz, że na ulicy ktoś chodzi w Twoim ubraniu.

W następnych latach Patryk Akala będzie zawodnikiem, trenerem czy jednak projektantem mody?

Moda to ciężki biznes. Nie zastanawiałem się jeszcze nad tym, co chcę robić w dłuższej perspektywie. Ostatnio myślałem o tym, żeby kiedyś zostać trenerem, bo to bardzo fajna misja. Czas pokaże. Na razie, jeśli tylko zdrówko pozwoli, chciałbym grać jak najdłużej, a co później przyniesie życie? Tego już tak naprawdę nie wiemy.

Czyli najpierw budowanie coraz mocniejszego plusligowego ośrodka w Zawierciu. Co z tego wyjdzie?

Myślę, że może wyjść bardzo fajnie. Mamy dobry zespół, zrobiła się niezła ekipa. Dotychczasowe sparingi pokazują, że potrafimy wygrywać, choć realnie sparingi to tylko odskocznia od ciężkich treningów i nie należy wyciągać daleko idących, pochopnych wniosków. O formie będziemy mogli rozmawiać za miesiąc, gdy zacznie się „grube” granie. Wszystko idzie we właściwym kierunku. A co dalej w przyszłości? Za parę chwil mistrzostwo Polski! (uśmiech)