Gasquet, który najwyżej był notowany na siódmym miejscu w rankingu światowym, zajmuje obecnie 30. lokatę, dzięki czemu będzie w Szczecinie najwyżej rozstawiony. - Co roku mamy do dyspozycji cztery tzw. dzikie karty i tym razem trzy już rozdysponowaliśmy wcześniej. Dostali je Argentyńczyk Horacio Zebalos, Adrian Andrzejczuk, a jedną wywalczy mistrz Polski seniorów, który w tym tygodniu zostanie wyłoniony w Gliwicach. Ostatnią przepustkę zachowaliśmy w rezerwie z myślą o kolejnym polskim tenisiście lub jakimś dobrym zagranicznym, któremu nie powiedzie się w US Open - powiedział dyrektor Pekao Szczecin Open Krzysztof Bobala.

 

Poprzednio Gasquet wystąpił w Szczecinie w 2004 roku jako 18-latek rozpoczynający karierę. Poniósł wówczas porażkę w pierwszej rundzie z Włochem Tomasem Tenconim 6:7 (3-7), 7:6 (7-6), 1:6. Trzy miesiące przed Pekao Szczecin Open wygrał w mikście Roland Garros z rodaczką Tatianą Golovin. Natomiast dwa tygodnie po tych zawodach osiągnął w Metz pierwszy w karierze finał imprezy ATP World Tour.

 

Teraz wróci po 13 latach w glorii gwiazdy numer jeden. - Tak się złożyło, że Gasquet niedawno powrócił do gry po kontuzji pleców. W Nowym Jorku odpadł już w pierwszej rundzie. Ponieważ potrzebuje jak najwięcej meczów, by odzyskać formę i złapać ogranie turniejowe, zdecydował się przyjechać do Szczecina. Od ubiegłego tygodnia byliśmy w nieustannym kontakcie i czekaliśmy tylko na to, czy przypadkiem nie otrzyma powołania do reprezentacji kraju, która w Pucharze Davisa zagra za tydzień z Serbią. I tak się dla nasz korzystnie złożyło, że nie został wybrany do składu, więc będzie mógł zagrać w jubileuszowej edycji naszego turnieju - zdradził Bobala tajniki negocjacji z utytułowanym zawodnikiem.

 

Do tej pory 31-letni Francuz szczyci się 14 tytułami w imprezach ATP. W deblu zdobył brązowy medal igrzysk olimpijskich w Londynie (2012). Na korcie zarobił prawie 15,5 miliona dolarów. Trzykrotnie dochodził do wielkoszlemowych półfinałów - w Wimbledonie (2007 i 2015) i US Open (2013).

 

Obecny sezon rozpoczął od zwycięstwa, razem z Kristiną Mladenovic, w Pucharze Hopmana, nieoficjalnych mistrzostwach świata zespołów mieszanych w Perth. Na wiosnę dotarł do finału turnieju ATP w Montpellier, ale w Wielkim Szlemie nie wiodło mu się najlepiej. Odpadł w trzeciej rundzie Australian Open i Roland Garros oraz w pierwszej Wimbledonu i US Open. - Jubileuszowa edycja naszego challengera zapowiada się bardzo emocjonująco, bo lista zgłoszeń naprawdę robi duże wrażenie i jest jedną z najlepszych w historii. Przyjechać ma silna grupa Argentyńczyków, z Zebalosem, Federico Delbonisem i Carlosem Berlocqiem na czele. Chęć gry wyrazili też Niemcy Florian Mayer i dobrze nam znany Dustin Brown, Hiszpan Tommy Robredo, Słowak Martin Klizan, Włosi Andreas Seppi i Alessandro Giannessi, czyli zwycięzca sprzed roku, no i oczywiście Jurek Janowicz. Na niego najbardziej liczymy, bo miło byłoby, gdyby Polak odniósł w Szczecinie zwycięstwo na 25-lecie – podkreślił Bobala.