Na papierze faworytem jest Zimnoch (22-1-1, 15 KO). Jedna przypadkowa, choć bolesna porażka z Mikiem Mollo, któremu się zrewanżował i na nokaut odpowiedział nokautem, każe jednak mieć pewne wątpliwości, jeśli chodzi o przyszłość pięściarza z Białegostoku. Oczywiście w żadnym razie ich nie przekreśla, tym bardziej, że były mistrz i reprezentant Polski bardzo solidnie trenuje na Wyspach Brytyjskich i na oko sprawia coraz solidniejsze wrażenie. 

 

Ale wiadomo, że i tak prawdziwą wartość boksera poznajemy w ringu. Zimnoch ma ambitne plany, wierzy że w niedalekiej przyszłości będzie walczył o mistrzostwo świata wagi ciężkiej, najpierw jednak musi uporać się Joey’em Abellem (33-9, 31 KO), Amerykaninem z Minnesoty.


Abell, były zawodnik futbolu amerykańskiego, wygląda potężniej od Zimnocha. Jest nieco wyższy, więcej waży, ma na sobie więcej mięśni, przy tym walczy z odwrotnej pozycji, ale boksersko nie jest od Polaka lepszy.


Wydaje mi się, że ma więcej luk, które Zimnoch powinien wykorzystać i wyjść z tej konfrontacji obronną ręką. Abell ma problemy z mądrą, konsekwentną presją, gubi się w obronie, nie lubi ciosów na korpus, szczęki też nie ma z tytanu.


W ataku potrafi być groźny, jeszcze groźniejszy może być w klinczu i brudnej walce przy linach, ale jest wolny i przewidywalny, więc można niebezpieczeństa uniknąć. A Zimnoch zawsze mówił, że lubi walczyć z mańkutami, więc ma to co chciał.


Amerykanin ma spory współczynnik nokautów, ale z dziewięciu walk, które zakończyły się jego porażką, aż siedem przegrał przed czasem!!! Inna sprawa, że w gronie tych, którzy go pokonali jest kilka znanych nazwisk: Alfred Cole, Chris Arreola, Fres Oquendo, Kubrat Pulew, Tyson Fury, czy chociażby niepokonany Oscar Rivas, który znokautował go dwa lata temu.


Od tego czasu, czyli od 28 listopada 2015 roku stoczył zaledwie dwie walki i obie wygrał przed czasem. W ubiegłym roku z niepokonanym, ale słabym Johnem Wesleyem Nofire, a 25 lutego tego roku, z 40 letnim Raymondem Ochiengiem, którego przed laty nokautowali Andrzej Wawrzyk i Krzysztof Włodarczyk.


Joey Abell ma 36 lat, jest dwa lata starszy od Zimnocha, i nie sądzę, by miał jeszcze wielkie bokserskie marzenia. Przyleciał z Coon Rapids w Minnesocie, by na stadionie w Radomiu pokazać się w sobotę z jak najlepszej strony i przy okazji trochę zarobić.


A Zimnoch wciąż wierzy, że wszystko możliwe. Dziesięć lat temu wygrał na mistrzostwach świata w Chicago z Deontay’em Wilderem, dziś posiadaczem pasa WBC w wadze ciężkiej, i być może to wspomnienie dodaje mu sił, by walczyć o coś więcej niż ma. A nie ma przecież wiele.