Roman Kołtoń: Łukasz, kontaktowałem się z Tobą przed meczem na stadionie Parken w Kopenhadze, Dania – Polska i byłeś załamany...

Łukasz Grala: Nie mogę się otrząsnąć do dziś. Cudem wszedłem na trybuny w trakcie drugiej połowy. Wcześniej przeżyłem chwile grozy, jakich nigdy nie doświadczyłem, choć jeżdżę za polską reprezentacją po całej Europie od kilkunastu lat. W Kazachstanie też byłem i złego słowa na Kazachów nie dam powiedzieć. Było nas na stadionie w Astanie kilkuset – w sektorach neutralnych i nic się nie działo. Byłem w Podgoricy – na polskim sektorze. Tam w Podgoricy zresztą poznaliśmy się...

Nakręciłeś wówczas niesamowitą radość po golu Roberta Lewandowskiego...

Mam wielką satysfakcję, jako emigrant podróżując za polską kadrą i cieszę się z jej gry. Zawsze – gdy tylko pozwala mi czas i środki – chcę towarzyszyć reprezentacji Polski. I dlatego właśnie podróżowałem z Londynu do Kopenhagi...
 
Od końca lat dziewięćdziesiątych jest tradycja, że Polacy latają za reprezentacją po całym Starym Kontynencie. I często kupują bilety na sektory neutralne. W eliminacjach EURO 2016 tak było w Dublinie, Frankfurcie nad Menem i Glasgow. I nic się nie działo. Co najwyżej odpalono kilka rac, ale żadna z tych rac nie poleciała na boisko, ani w kierunku kibiców rywali...

Uczestniczyłem w 50 wyjazdach po całej Europie za reprezentacją Polski. Jednak takiego potraktowania, jak w Kopenhadze nigdzie nie doświadczyłem. A przecież to wspólna Europa! Czuliśmy się jak bydło, tylko dlatego, że przylecieliśmy kibicować Biało-Czerwonym. Nie mogę tego zrozumieć. Przyleciałem z kolegami w czwartek rano – samolotem z Londynu do Kopenhagi. Mieszkaliśmy w hotelu z duńskimi kibicami. Razem wychodziliśmy na papierosa, czy piliśmy piwo. Było mnóstwo śmiechu, ciekawych dyskusji – bratnia się przed bojem w eliminacjach Mundialu. Jednak przed stadionem zaczął się horror. Mam kanał na youtube i kręcę filmiki. I zarejestrowałem zdarzenie z tym polskim kibicem w zielonej koszulce, który został skatowany przez Duńczyków. Nic specjalnego nie robił. Chciał przejść, gdy skoczył do niego jeden z policjantów, a później już bodaj sześciu, czy siedmiu. Nie wiedziałem, że wcześniej był notowany. Jednak proszę mi wierzyć – zachowanie duńskich policjantów było skandaliczne dla dziesiątek polskich fanów. Mój kolega z Francji został wyciągnięty z tłumu i zawinięty. Ot, tak sobie! To taki był kaprys duńskich policjantów, którzy w pewnym momencie zaczęli szaleć. I na chybił trafił wyciągali polskich kibiców... W życiu czegoś takiego nie widziałem. Nie miało to żadnego uzasadnienia.

Łukasz Grala jeździ po całej Europie za reprezentacją Polski od kilkunastu lat. Oto jego film z Kopenhagi pod hasłem: „Dania – Polska 4:0/dym pod wejściem na trybunę D3”


Próbowaliście wejść na sektor D3...

Tak, jednak pytano nas coś po duńsku – odpowiadaliśmy po angielsku i francusku, bo dwóch moich kumpli przyleciało z Francji. Przekazano nam, abyśmy stanęli z boku i że później nas wpuszczą. Tak gromadzono coraz więcej Polaków. Też rodziny z małymi dziećmi. Jak już wpuszczono Duńczyków, to zamknięto bramę D3 na cztery spusty. I zaczęto wyciągać pojedynczych kibiców z tłumu. Tak właśnie zrobiono z jednym z moich kolegów z Francji...

To jak wszedłeś ostatecznie na trybuny?

Byłem zdeterminowany. Miałem w sobie taką adrenalinę, że szukałem wszelkich możliwych  sposobów. Podszedłem do policjanta, ale w czapce, a nie w hełmie – to był chyba oficer. Kazał poczekać chwilę i zniknął. Wrócił jednak po kilku minutach i wpuścił mnie, bo miałem prawo jazdy z Wielkiej Brytanii, kolegę, bo miał paszport z Francji i wspomnianą rodzinę z dziećmi. Ich córeczka, miała może 10 lat, płakała tak, że aż serce się krajało. Chciała kibicować na trybunach Polsce, a sterczała pod jakąś bramą na stadionie. Ten policjant wpuścił może dziesięć osób, ale setki nie obejrzało meczu, choć przywiodła ich do Kopenhagi pasja kibicowania Biało-Czerwonym.

Ile zapłaciłeś za ten wyjazd?

Bilet na mecz – chyba coś koło 40 funtów, hotel na dwie doby - 180 funtów, samolot, coś do zjedzenia. Tak lekko licząc wydałem 500 funtów, ale moi koledzy z Francji jeszcze więcej, bo lecieli przez Londyn. I proszę wziąć pod uwagę, że każdy z nas wziął jeszcze 2-3 dni urlopu... Nawet zastanawiałem się, czy nie pozwać federacji Danii, ale... szkoda mi czasu.

Za to Duńczycy chcą rekompensaty od PZPN-u! Uważają, że nasza federacja musi odpowiedzieć za zachowanie takich kibiców, jak Ty. Umożliwiliście punktualne wejście fanów Danii na mecz...

Widzę, że – we wspólnej Europie - bezczelność Duńczyków nie zna granic...