Pindera: Supermucha nokautuje

Sporty walki

Roman Gonzalez nie odzyskał mistrzowskiego tytułu. W Carson znokautował go Wisaksil Wangek z Tajlandii i zachował pas WBC w wadze supermuszej.

Przed galą w Kalifornii pisałem w tym miejscu, że supermuchy biją mocno i nie przesadzałem. Na deskach leżał były mistrz tej kategorii Carlos Cuadras w starciu z Juanem Francisco Estradą, a swych rywali rzucali na deski Japończyk Naoya Inoue (czempion WBO) oraz wspomniany Wangek noszący ringowy przydomek Srisaket Sor Rungvisai.

 

Zacznijmy od porażki Gonzaleza, bo na ten pojedynek czekano najbardziej. "Chocolatito", były mistrz czterech kategorii wagowych, w pewnym momencie numer jeden klasyfikacji bez podziału na kategorie, stracił nieoczekiwanie pas WBC w wadze super muszej w marcu tego roku przegrywając dwa do remisu z Wangekiem.

 

To była krwawa wojna w Madison Square Garden. Oba rozcięte łuki „Czekoladki” z Nikaragui, zakrwawiona twarz Wangeka. Sędziowie jednak to jego uznali zwycięzcą: 114:112, 114:112, 113:113. Werdykt był kontrowersyjny, nie brakowało głosów, że Gonzalez został w Nowym Jorku skrzywdzony.

 

W rewanżu sprawiedliwości miało stać się zadość. "Chocolatito" przygotowywał się w Japonii i mówił, że jak pokona Taja, to chce unifikacyjnej walki z Naoyą Inoue, "Monsterem" z Jokohamy.

 

Ale Wangek  też był pewny swego, obiecywał, że raz jeszcze pokona "Chocolatito" i potwierdzi, że wygrana w Nowym Jorku nie była przypadkowa. Faworytem jednak nie był. Honorarium dla Gonzaleza też było zdecydowanie wyższe. Gwiazda z Managui mogła liczyć na  600 tysięcy dolarów, Wangek tylko na 175 tysięcy.

 

Tyle że w ringu pieniądze nie wygrywają. Mańkut z Tajlandii dotrzymał słowa.

 

Był lepszy od pierwszej rundy. W czwartej posłał Gonzaleza na deski prawy sierpowym i w tym momencie było jasne, że szanse bokserskiej legendy najniższych kategorii maleją.

 

- Jak nie przestanie się bić, przegra – powiedziałem komentując ten pojedynek. Chwilę później Wangek wyprowadził serię, Gonzalez próbował odpowiedzieć prawym, Taj strzelił prawym sierpowym, trafił w szczękę i zgasił światło. Było po wszystkim.

 

Gonzalez leżąc na deskach płakał z pełną świadomością, co się stało. Teraz musi odpocząć, a później jeśli chce kontynuować karierę powinien wrócić do niższych kategorii. Supermusza nie jest dla niego, za mocno w niej biją, a jego ciosy nie ważą tyle co wcześniej.

 

Abel Sanchez, trener Giennadija Gołowkina mówi, że Manny Pacquiao został ciężej znokautowany przez Juana Manuela Marqueza, a wrócił z sukcesami i zarobił jeszcze mnóstwo pieniędzy. "Chocolatito" też wróci.

 

30-letni Wangek ma za sobą dwa najcenniejsze zwycięstwa w karierze. Jest mistrzem WBC i teraz czeka go walka z Juanem Francisco Estradą, który nieznacznie (3x 114:113) pokonał Carlosa Cuadrasa. Meksykańska wojna byłych czempionów była najlepszym widowiskiem w Carson. Chwilami subtelna, chwilami bardzo twarda bitwa dwóch wielkich mistrzów, z których bardziej podobał mi się Estrada. Nie ukrywam, że byłem zdziwiony, gdy Michael Buffer ogłosił wygraną Cuadrasa, Chwilę później okazało się, że się pomylił i podniósł w górę rękę Estrady.

 

Warto w tym miejscu przypomnieć, że "Chocolatito" Gonzalez wygrał z jednym i drugim, a oba widowiska były przednie.

 

I na koniec słowo o POTWORZE. 24 letni Naoya Inoue bije w tej kategorii najmocniej i jest w stanie pokonać każdego. Solidnego Antonio Nievesa zmusił do poddania po szóstej rundzie nie pozostawiając mu cienia wątpliwości, kto rządzi w ringu.

 

Ale z Wangekiem, czy Estradą, jeśli wcześniej czy później dojdzie do takiej konfrontacji, tak łatwo mu nie pójdzie.

Janusz Pindera, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie