Chorzowianie, którzy przystąpili do sezonu z ujemnym bilansem punktów (–5), w siedmiu dotychczasowych meczach nie zdołali wyjść z dołka. Odnieśli zaledwie jedno zwycięstwo, sześć pozostałych meczów przegrali i od początku sezonu okupują ostatnie miejsce w tabeli. Lekarstwem na marazm ma być zatrudnienie nowego trenera. Został nim Juan Ramon Rocha, który w przeszłości z sukcesami (dwa tytuły mistrza Grecji, półfinał Ligi Mistrzów) prowadził Panathinaikos Ateny. Argentyńczyk w roli szkoleniowca Niebieskich zadebiutował w starciu z GKS Tychy – dwunastą drużyną w tabeli zaplecza ekstraklasy.

 

Pierwsza połowa meczu przebiegała pod dyktando ekipy z Chorzowa. Po nerwowym, nieco chaotycznym pierwszym kwadransie gry, to gospodarze nadawali ton wydarzeniom na boisku. W 20. minucie powinno być 1:0, jednak Vilim Posinković, po solowej akcji Miłosza Przybeckiego, nie trafił z okolicy szesnastego metra do pustej bramki rywali.

 

W 31. minucie Posinković zrehabilitował się za tę sytuację. Dobrze dograł z prawej strony do Macieja Urbańczyka, a ten strzałem po ziemi z okolicy piętnastu metrów umieścił piłkę w bramce gości.

 

Tyszanie w tej części gry byli tłem dla rywali. Trener Jurij Szatałow, w reakcji na słabą postawę swych podopiecznych, jeszcze przed przerwą zdecydował się na zmianę: Pawła Kaczmarczyka zastąpił Dawid Błanik. Jedyną groźną sytuację goście mieli w 45. minucie, gdy Piotr Ćwielong strzelił tuż obok słupka bramki strzeżonej przez Nikołaja Bankowa.

 

Drugą część meczu z animuszem rozpoczęli piłkarze GKS. Najgroźniej było w 50. minucie, gdy na uderzenie z dystansu zdecydował się Ćwielong; później na bramkę Ruchu uderzał jeszcze Michał Fidziukiewicz. Zapał tyszan ugasiła nieco sytuacja z 57. minuty. Gospodarze wykonywali wówczas rzut rożny, po dośrodkowaniu piłkę musnął głową Fidziukiewicz, potem na linii próbował ją wybić bramkarz GKS Marek Igaz. Arbiter Daniel Kruczyński, po konsultacji z liniowym gola uznał, choć nawet telewizyjne powtórki nie wyjaśniły do końca, czy piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową.

 

W kolejnych minutach chorzowianie mieli szanse na podwyższenie wyniku. Najbliższy szczęścia był Artur Balicki, który dwukrotnie nie zdołał umieścić piłki  w siatce w sytuacjach sam na sam z Igazem. Gdyby wykorzystał choć jedną z tych sytuacji – byłoby po meczu.

 

Goście w końcówce spotkania znów poderwali się do walki. Najpierw zdołali strzelić kontaktowego gola, gdy w 89. minucie Dawid Abramowicz wykorzystał podanie z prawej strony i potężnym strzałem po ziemi nie dał żadnych szans bramkarzowi rywali.

 

To trafienie dało nadzieję ekipie GKS. Piłkarze trenera Szatałowa do końca walczyli o remis i dopięli swego w piątej minucie doliczonego czasu gry. Po rzucie rożnym, niepilnowany w polu karnym Łukasz Matusiak kapitalnym strzałem z woleja zdobył wyrównującą bramkę. Chorzowianie, którzy kończyli to starcie w dziesiątkę, mieli szansę na odniesienie drugiego w tym sezonie zwycięstwa, zabrakło jednak koncentracji w ostatnich minutach meczu...

 

 

Ruch Chorzów - GKS Tychy 2:2 (1:0)

 

Bramki: 1:0 Maciej Urbańczyk (31), 2:0 Artur Balicki (57), 2:1 Dawid Abramowicz (88), 2:2 Łukasz Matusiak (90+5).

 

Żółte kartki: Marcin Kowalczyk, Bojan Markovic, Mateusz Hołownia, Artur Balicki (Ruch), Marek Igaz, Marcin Biernat, Adrian Łuszkiewicz (GKS). Czerwona kartka: Artur Balicki (Ruch, 90+4 – za drugą żółtą).

 

Sędzia: Daniel Kruczyński (Żywiec). Widzów: 5 842.