Bjelica: Mam pełne zaufanie do mojego asystenta

Piłka nożna
Bjelica: Mam pełne zaufanie do mojego asystenta
fot. Cyfrasport

Ponad 36 tysięcy kibiców obejrzy w Poznaniu mecz piłkarskiej ekstraklasy Lech - Legia Warszawa. Gospodarze do tego prestiżowego spotkania przystąpią pod wodzą drugiego trenera Rene Pomsa, bowiem Komisja Ligi zawiesiła na dwa mecze Nenada Bjelicę.

Chorwacki szkoleniowiec podczas ostatniego meczu we Wrocławiu przeciwko Śląskowi wdał się w dyskusję z sędzią technicznym oraz drugim trenerem Śląska Wrocław Kibu Vicuną. Jeszcze przed przerwą opiekun "Kolejorza" został odesłany przez Pawła Gila na trybuny. Komisja Ligi była dość surowa dla Bjelicy, który dwa najbliższe spotkania, w tym niezwykle prestiżowe z Legią, obejrzy z trybun.

 

Trener na konferencji przedmeczowej nawiązał do sytuacji sprzed tygodnia. Jak przyznał, często na wydarzenia na boisku reaguje emocjonalnie, ale też zawsze ma szacunek do sędziów.

 

"Moja komunikacja jest czasami nerwowa, może i agresywna, ale nigdy nikogo nie obrażam, zawsze mam szacunek do sędziów. Ja spytałem tylko, dlaczego ostre wejście na Macieju Makuszewskim nie zostało potraktowane jako faul. Mimo to wysoko oceniam poziom sędziowania w Polsce. Pracowałem we Włoszech i Austrii, więc mam porównanie. Im też zdarzają się błędy, tylko, że jak my je popełniamy, to lądujemy na trybunach" - powiedział szkoleniowiec.

 

Bjelica przyznał, że ma taki, a nie inny styl prowadzenia zespołu w trakcie meczów.

 

"Ja po prostu gram z drużyną, tak jak Jose Mourinho, Antonio Conte czy Diego Simeone. Tylko czasami nie rozumiem, dlaczego czasami nie mogę. Słyszałem opinię o sobie bałkańska krew. Tylko, że Conte jest Włochem, Simeone Argentyńczykiem a Mourinho Portugalczykiem" - stwierdził.

 

Lechitów w niedzielę i w kolejnym spotkaniu przeciwko Jagiellonii Białystok poprowadzi jego asystent Rene Poms. Bjelica o ten aspekt niedzielnego meczu jest akurat spokojny.

 

"On jest moim asystentem od pięciu lat. Wie, co ja myślę w danym momencie, jak chcemy grać, jakie zmiany przeprowadzić. Mamy zawsze różne warianty w zależności od tego, w jakim kierunku mecz się potoczy. Mam 100 procent zaufania do niego, wiem, że doskonale wywiąże się ze swojej roli. Jedynie sędzia Szymon Marciniak może mieć trochę problemów, bo Rene jest bardziej nerwowy niż ja" - zażartował szkoleniowiec.

 

Bjelica poznał już, czym dla poznańskiego klubu i jego kibiców są mecze z Legią. Porównał je do spotkań w lidze chorwackiej pomiędzy Dinamem Zagrzeb a Hajdukiem Split.

 

"W tym przypadku Dinamo to Legia, bo jest to bogatszy klub" - zaznaczył.

 

Lechici w ostatnich meczach grali poniżej możliwości. W trzech spotkaniach zdobyli cztery punkty, lecz zdobyli w nich tylko jedną bramkę. Nie tylko skuteczność zespołu pozostawia wiele do życzenia, lecz również sam styl.

 

"Nasza gra nie wyglądała tak, jakbyśmy chcieli. Nie byłem zadowolony, także ze spotkania z Koroną Kielce, który wygraliśmy. Wszyscy dobrze o tym wiemy, że to nie był nasz poziom. Ja mówiłem, że zagraliśmy słabo, ale wciąż byliśmy liderem. Może nie każdy to zrozumiał" - analizował Bjelica.

 

"Kolejorz" stracił fotel lidera po porażce we Wrocławiu (0:2), ale Chorwat uważa, że można czasami znaleźć pozytywy w przegranych meczach.

 

"Porażki czasami nie są złe, jeśli czegoś uczą. Wierzę, że drużyna wyciągnie dobre wnioski. Wygraliśmy z Koroną, ale nic z tego nie wynieśliśmy, chociaż dokładnie analizowaliśmy ten mecz" - skomentował.

 

Pojedynki Lecha z Legią na stadionie przy ul. Bułgarskiej zwykle wypełniają stadion do ostatniego miejsca. Gdy oba zespoły grały ze sobą w kwietniu tego roku, biletów nie było już dwa tygodnie przed spotkaniem. Teraz wejściówki są jeszcze dostępne, a klub niedawno poinformował, że mecz obejrzy co najmniej 36 tysięcy widzów.

 

Mecz Lecha z Legią rozegrany zostanie w niedzielę o godz. 18:00.

MC, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze