Super ciężcy? Rozmiar nie zawsze ma znaczenie

Sporty walki
Super ciężcy? Rozmiar nie zawsze ma znaczenie
fot. PAP

Prezydent World Boxing Council, przemiły zresztą Mauricio Sulaiman, zastanawia się nad wprowadzeniem dodatkowej kategorii wagowej – super ciężkiej. Na razie jest to tylko idea, nie wiadomo, gdzie ta „superciężka” miałaby się zaczynać, a gdzie kończyć, ale pomysł już mi się nie podoba. Nie dlatego, że jest stary, ale, że tak samo dwadzieścia lat temu jak dziś, nie ma większego sensu. Moim zdaniem.

„WBC przeprowadzi dokładne badania medyczne wśród pięściarzy wagi ciężkiej. Niektórzy z nich ważą 95 kilogramów, inni powyżej 110 i to stanowi olbrzymią różnicę. Przyjrzymy się temu” – powiedział w Baku, podczas Kongresu WBC, Sulaiman. Ma to zająć  „przynajmniej sześć miesięcy”, żeby tylko podjąć decyzję, czy temat warty jest dalszego rozważenia. Ułatwię szanownemu gronu – nie. 
 
Idea każdego sportu jest taka sama – niech wygra lepszy. Lepiej przygotowany, ten który więcej trenuje, ma więcej talentu. Z wagą to nie ma nic wspólnego, a w zawodowej kategorii ciężkiej niekoniecznie większe znaczy lepsze. Proszę mi wierzyć -  znam ważących 120 kilogramów  pięściarzy, którzy biją znacznie słabiej niż ich koledzy dwadzieścia kilogramów lżejsi. Nie będę już nawet sięgał do czasów świetności mającego raptem 178 cm wzrostu Mike Tysona, któremu różnica wzrostu czy kilkunastu kilogramów wagi na korzyść rywala zupełnie nie przeszkadzała by ich w kilka rund masakrować. Wiem, czasy się zmieniły bo stałem obok „Żelaznego” i Gołowkina nie mogąc uwierzyć, że ten drugi, z wagi ŚREDNIEJ jest od Mike’a... większy. Przykładów, na mistrzowskim poziomie, kiedy pięściarz jest mniejszy, ale po prostu lepszy jest mnóstwo: Evander Holyfield, który wygrywając z Riddickiem Bowe ważył tylko 100 kilogramów czy Corrie Sanders, dziesięć kilogramów i dobrych parę centymetrów mniejszy, ale ciężko nokautujący Władymira Kliczko. Na papierze, Andrzej Gołota powinien zgnieść Chrisa Byrda. Nie zgniótł.
 
Kiedy w latach siedemdziesiątych wprowadzono wagę junior ciężką był to znakomity pomysł bo pomiędzy ważącymi 79 kilogramów półciężkimi i ich kolegami z „królewskiej kategorii” była wagowa przepaść. Był wybór: wychudzić się prawie na śmierć, żeby zrobić półciężką albo spędzać tygodnie w McDonald’s  - to były jedyne opcje dla tych, którzy mieli tych kilogramów na przykład 85. Trwający obecnie World Boxing Super Series potwierdza, że elita cruiserów (w której powinien być Główka, ale to zupełnie inny temat) daje walki, które świetnie się ogląda.  Zakładając, że WBC ustaliłoby limit wagowy superciężkich na ponad  245 funty (111 kg), ci sami panowie walczyliby w wadze ciężkiej... mając tyle samo kilogamów co teraz, bo wszyscy wiemy, ile przybierają pięściarze po ważeniu. 
 
Zostańmy przy tym, nieoficjalnie powtarzanym, limicie 111 kilogramów dla super ciężkich  - czyli Deontay Wilder kontra Diablo Włodarczyk, bo mistrz WBC z Alabamy zwykle bije się mając około 105 kilogramów?  Anthony Joshua mógłby zrzucać  parę kilogramów, wrócić do wagi amatorskiej i raz walczyć jako ciężki, a za pół roku super ciężki? To miałoby wzbogacić dyscyplinę, wzbudzić dodatkowe zainteresowanie przeciętnego kibica, który już teraz ma zawrót głowy myśląc o tych wszystkich Super Championach, Championach Regularnych i Championach Przejściowych? Wątpię, a większe (nie zawsze) jest lepsze. 
Przemysław Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze