PAP: Medal Agaty Ozdoby na ostatnich mistrzostwach świata oznacza nadejście lepszych czasów dla polskiego judo?

Wiesław Błach: Chciałbym, aby tak było. Ministerstwo sportu podobno ustaliło, że dyscypliny, które mogą się pochwalić medalem mistrzostw świata, będą mogły aplikować o sponsora spośród firm państwowych. To otwiera drogę do uzyskania dodatkowego wsparcia finansowego. Dzisiaj są takie czasy, że bez takiej pomocy sukcesy na wysokim poziomie są niemożliwe. Ten medal sprawia więc, że te kilka najbliższych lat będziemy mieli względny spokój, jeżeli chodzi o sprawy finansowe. Wierzę zatem, że nadchodzą lepsze czasy dla polskiego judo.

W czym tkwi problem, że już 21 lat polskie judo nie zdobyło medalu olimpijskiego? Problemy finansowe, słaba baza, a może gorsze pokolenia?

Aby zdobyć medal olimpijski wszystkie te czynniki, czyli baza, finanse i utalentowani zawodnicy, muszą być w odpowiednich proporcjach. Zawsze nam czegoś brakowało. Albo były braki organizacyjne, albo tarcia w środowisku, co zawsze ma negatywny wpływ, a byli zawodnicy "chciani" i "mniej chciani". To wszystko rzutowało na wyniki sportowe. Aby wywalczyć medal na igrzyskach, wszystko musi odpowiednio ułożyć. Mam nadzieję, że władze związku staną teraz na wysokości zadania, pójdą po rozum do głowy i stworzą odpowiedni klimat, bo musi być klimat, aby był sukces.

 

We Wrocławiu od dawna mówi się o potrzebie hali do sportów walki. Jak to wygląda w Polsce?

Jeżeli chodzi o bazę, to mamy bardzo słabą. Mamy doskonałe warunki, ale tylko w obiektach Centralnego Ośrodku Sportu. Są specjalistyczne sale w Cetniewie i w Zakopanem. Ale jeżeli chodzi o kluby, to praktycznie w ogóle nie mamy sal do judo. Nawet Warszawa takiej nie ma. Jest jedna, powiedzmy półprofesjonalna, na AWF, gdzie jedna duża sala została podzielona na pół i tam ćwiczą zapaśnicy oraz judocy. We Wrocławiu udało się wygospodarować jedną i przystosować ją do treningów judo. Generalnie nie wygląda to dobrze i kluby mają z tym problem.

 

A nie jest też tak, że judo przeżywa kryzys, bo brakuje chętnych do trenowania? Inne sztuki walki, które w ostatnim czasie zyskały na popularności, nie podebrały judo młodzieży?

Właśnie, że nie. Jeżeli chodzi o liczebność młodych adeptów judo, to jest ona ogromna. Judo dla dzieci to wspaniały sport, bo to nie tylko tężyzna fizyczna. Treningi judo chronią przed upadkami, uczą jak to robić, ale uczą też szacunku do rywala, do zasad. Judo jest też systemem edukacyjnym, bo mamy dużo zabaw. Ten sport wnosi nie tylko wartości fizyczne, ale też duchowe. Mamy te zasady starojapońskie, choćby ukłon w kierunku przeciwnika. Chętnych nam nie brakuje. Brakuje sal i pomocy finansowej.

 

Za niespełna trzy lata igrzyska olimpijskie w Tokio. Kto według pana ma największe szanse, aby przełamać złą passę i przywieźć medal?

Mamy kilku bardzo utalentowanych zawodników. Szanse ma Ozdoba, bo jest już zawodniczką utytułowaną i ma doświadczenie. Jest Damian Szwarnowiecki, który pięć lat temu został uznany za najlepszego młodzieżowego zawodnika w Europie. Kolejny mój kandydat to Piotr Kuczera, który ma już medal mistrzostw Europy. To moi faworyci i kandydaci do podium. Ale są też inni, którzy mogą powalczyć o wyjazd na igrzyska, a później może nawet o medal. Talentów nam nie brakuje i medale muszą w końcu przyjść.

 

Zaryzykuje pan i powie, że na pewno polski judoka przywiezie medal z Japonii?

Bardzo bym chciał, abyśmy tam coś zdobyli. Uważam, że mamy ogromną szansę. Polski Związek Judo i całe środowisko zasłużyły na ten medal. Między igrzyskami odnosimy sukcesy, sięgamy po różne laury, ale na igrzyskach zawsze czegoś nam brakuje. Czas to zmienić.