Wicemistrzowie kraju męczyli się z rywalem tylko w pierwszej kwarcie, którą wygrali 19:17. Notowali w tym fragmencie sporo złych zagrań, ale wynik reperowała kapitalna skuteczność Gruszeckiego, który trafił 4 na 5 "trójek". W całym meczu reprezentant Polski rzucił 19 "oczek".

- Znowu mieliśmy problemy kadrowe, ale na szczęście, kto nie dołącza znów do drużyny, to wnosi coś dobrego. Dziś grał Aaron Cel, ale nie było kontuzjowanego Bartka Diduszko. Trener uczulał nas na to, żebyśmy powalczyli na desce. Oddaliśmy serce na parkiecie i udało się wygrać - podkreślił Gruszecki.

W zbiórkach torunianie byli zdecydowani lepsi od rywali z Krosna notując ich 38 przy 26 gości.

- Gdy Krosno zacieśniało grę, to rozrzucaliśmy piłkę po obwodzie. Wpadło kilka szczęśliwych trójek, więc później łatwiej się grało. Pracujemy nad swoją postawą na parkiecie. Wrócił do nas Aaron, ale jeszcze nie jest w najlepszej dyspozycji. On i Cheikh Mbodj dadzą wiele tej drużynie. Potencjał rozwojowy jest spory. Didi zaraz do nas wróci i mam nadzieję, że wszyscy razem w końcu będziemy mieli okazje na treningach popracować nad różnymi aspektami naszej gry. Ważne, że mając pewne problemy nie gubimy punktów. Terminarz nam sprzyja. W Dąbrowie graliśmy na inaugurację bez dwóch wysokich graczy, więc tego meczu nie ma co szczególnie analizować - dodał Gruszecki.

Podkreślił, że czołówka ligi się klaruje i pewnie będą w niej podobne zespoły, co w poprzednich latach, ale torunianie jego zdaniem muszą przede wszystkim patrzyć na siebie i swoją grę.

- Ten mecz toczył się falami, ale kontrolowaliśmy wynik. Musimy poprawić obronę, bo za łatwo tracimy punkty. Nie ma dobrej komunikacji, ale nadal się zgrywamy i poznajemy. To prawda, że znów słabiej zaczęliśmy mecz, ale nie ważne jak się zaczyna, ważne jak kończy. Cieszy wygrana przed swoją publicznością - stęskniliśmy się za nią i fajnie było wrócić do naszej hali na mecz ligowy - wskazał rozgrywający Polskiego Cukru Tomasz Śnieg.

Goście podkreślali, że po dotkliwej porażce u siebie w poprzedniej kolejce z Anwilem Włocławek sukcesem jest to, że podjęli walkę na trudnym terenie i przez wiele minut utrzymywali do rywali dystans ok. 10 punktów.

- Gratuluję trenerowi Mihevcowi, bo wiem, że robi bardzo dobrą robotę dla zespołu z Torunia. Bardzo ciężko było nam po bardzo wysokiej, kompromitującej porażce z Anwilem Włocławek, na którą złożyły się różne czynniki, podnieść głowę i przyjechać do wicemistrza Polski. Walczyliśmy jednak. To się udało. Nie uniknęliśmy na tle bardzo wymagającego przeciwnika kilkunastu prostych błędów. Nasza rotacja dziesiątką graczy nie była wyrównana. Mieliśmy problem przy zmianie rozgrywających ze zorganizowaniem ataku pozycyjnego. To była jedna z głównych przyczyn, przez którą w drugiej kwarcie ten mecz zaczął nam uciekać - powiedział po meczu trener Miasta Szkła Michał Baran.

Najwięcej punktów wśród przyjezdnych zdobył w Toruniu rzucający obrońca z Łotwy Davis Lejasmeiers - 20. W kolejnych meczach ekstraklasy torunianie zmierzą się u siebie w poniedziałek 16 października z Asseco, a Miasto Szkła zagra 21 października, również przed własną publicznością, z Kingiem Szczecin.