Były mistrz świata IBF/WBC, Krzysztof „Diablo” Włodarczyk(53-3, 37 KO) w następną sobotę, 21 października na gali w Prudential Center będzie chciał odebrać pas IBF Muratowi Gasijewowi (24-0, 17 KO). Ćwierćfinałowa walka turnieju junior ciężkich World Boxing Super Series Gasijew - Włodarczyk będzie głównym punktem gali podczas której z wymagającymi rywalami zmierzy się dwóch innych polskich pięściarzy:  Mateusz Masternak (39-4, 26 KO) ze Stivensem Bujajem (16-1, 11 KO) oraz Maciej Sulęcki (25-0, 10 KO) z byłym mistrzem świata amatorów i zawodowców, Jack’iem Culcayem (22-2, 11 KO).
 
Przemysław Garczarczyk: Przyjechałeś z Krzyśkiem do Newark praktycznie w trakcie obozu przygotowawczego do pojedybku z Gasijewem. Dwa tygodnie przed walką to optymalny termin?
 
Fiodor Łapin: Optymalny i sprawdzony. Zawsze przylatujemy na czternaście dni przed wyjściem na ring. Raz był wyjątek, z Krzyśkiem Głowackim byliśmy przed walką z Marco Huckiem dziesięć dni wcześniej, ale mieliśmy przed przylotem obóz w Wiśle, gdzie dużo zrobiliśmy. Tutaj, na miejscu, wszystko z treningami i sparingami jest jak powinno.
 
Diablo już żyje czasem amerykańskim?
 
Prawie... ale nie do końca. Dzień czy dwa i będzie już na 100 procent przestawiony na Amerykę. Te pierwsze kilka dni po przylocie z Polski do Stanów to są zawsze na stracenie, ale my swoją robotę zrobiliśmy. Nie było niepodzianek sportowych, bo ja takich nie lubię, kiedy jest jakakolwiek walka, nie mówiąc już o pojedynku mistrzowskim. Była niestety niespodzianka organizacyjna.
 
To znaczy?
 
Po raz pierwszy od kiedy przylatuję do Stanów okazało się, że wszystkie badania, które zrobiliśmy w Polsce nie będą uznane przez tutejszą Komisję Sportową. Żadne z nich. Na dodatek dowiedzieliśmy się o tym kilkadziesiąt godzin temu, a nie zaraz po przylocie, czy nawet zanim się tutaj zjawiliśmy . Nie wiem dlaczego tak jest. Kiedy powiedziałem, że ostatnim razem, kiedy walczył Główka, wszystko z wyjątkiem jedynego badania, skrzepliwości krwi było, było OK, odpowiedziano mi – „a teraz nie jest”. Nie wiem, co jest grane – nie wierzą w polskich lekarzy? Dodatkowy, a dla mnie jako trenera najważniejszykłopot to fakt, że tracimy czas na rzeczy inne niż przygotowania do walki o mistrzostwo świata . Włodarczyk będzie musiał wstać w poniedziałek o 6.30 rano, półtorej godziny jazdy w jedną stronę, półtorej w drugą. Do tego przecież jest jeszcze trening. Sam wiesz, co będzie w tych ostatnich dniach: we wtorek spotkanie z kibicami i wizyta na meczu NHL w Prudential Center bo to promocja gali; w środę otwarty trening medialny, w czwartek konferencja prasowa. Dzień po dniu coś.
 
Dodatkowe zadanie dla Ciebie jako trenera – „trzymać” Diablo skoncentrowanego tylko na sobocie.
 
Jest skoncentrowany, widać, że stawka i rywal go dodatkowo motywują. Jestem naprawdę zadowolony z tego, co widzę to na sparingach, widzę w jego zachowaniu. Wiem, że przeciwko Gasijewowi da z siebie wszystko. 100 procent Diablo, widzę go takiego, jakim był przed Greenem czy przed Czakijewem. 
 
Trzech Polaków na gali w bardzo ważnych dla każdego walkach – w grupie silniejsi?
 
To sport indywidualny. Koncentrujemy się na sobie, tym co mamy zrobić na ringu. Nie ma jakichś wspólnych planów, nie ma chodzenia na wycieczki, na kawę. Każdy przygotowuje się inaczej, każdy ma swoją psychikę. Trzeba się w stu procentach koncentrować na sobie, bo jak wyjdziesz na ring, to nikt z kolegów nie pomoże. 
 
Czego Krzysztof Włodarczyk nie może robić w ringu z Muratem Gasijewem?
 
Nie może się z Muratem bić. To nie może być wymiana cios za cios, bijatyka. Krzysiek ma wykorzystać swoje doświadczenie ringowe, spryt, a nie robić to, co pewnie będzie chciał robić w ringu Gasijew. Diablo czasami ma momenty, w których staje za podwójną gardą. Czeka aż przeciwnik się wystrzela, by spróbować kontry. Przeciwko komuś trenowanemu przez Abela Sancheza, przywiązującego dużą wagę do ciosów na korpus, to też nie jest dobry pomysł.
 
Oczywiście. Jednym z dwóch ulubionych ciosów Gasijewa jest lewy sierp trafiający poniżej łokcia. Widać, że w kombinacjach robi to automatycznie. Ten chłopak ma 24 lata, już rok temu potrafił wygrać z doświdaczonym Lebiediewem, a wiadomo, że w tym wieku każda następna walka powinna być lepsza. Ważna rzecz dotycząca Gasijewa – to nie tylko siła, na czym wszyscy się skupiają. Pewnie, że bije mocno,  ale spędzając tyle czasu na odludziu jakim jest baza w Big Bear pokazuje, że absolutnie poświęca swoje życie dla jednego celu – zjednoczenia wszystkich tytułów. To determinacja. Są pięściarze, którzy od pierwszej minuty, pierwszego ciosu chcą pokazać rywalowi, bo są przekonani, że tak jest - „popatrz, jestem od Ciebie lepszy”.  Zadanie Diablo – powiedzieć „NIE”.