Afrykański czarodziej zadziwi świat?

Piłka nożna
Afrykański czarodziej zadziwi świat?
fot. PAP

Jest pewien Francuz, który podbija serca ludzi, gdziekolwiek się zjawi. Jako selekcjoner afrykańskich reprezentacji dokonuje cudów, a w czerwcu będzie miał okazję pokazać się całemu światu.

Herve Renard, mimo zaledwie 49-lat już stał się legendą afrykańskiej piłki. Francuski szkoleniowiec, który wprowadził ostatnio Maroko na mundial po 20 latach absencji w przeszłości stawał się bohaterem narodowym w Zambii oraz Wybrzeżu Kości Słoniowej. Renard, jak chyba nikt inny w potrafi okiełznać specyficzną mentalność afrykańskich zespołów i wydobyć z nich to co najlepsze.

 

Jak wielu dobrych trenerów, Renard nie miał bogatej kariery piłkarskiej. Był środkowym obrońcą, najdłużej grał w AS Cannes, ale świata swoimi umiejętnościami nie podbił. W 1998 roku zdecydował zawiesić buty na kołku.

 

Postanowił sprawdzić się na stanowisku szkoleniowca, zaczął od półamatorskiej drużyny we Francji, by następnie wyjechać do Azji. Tam swoje trenerskie umiejętności szlifował pod okiem samego Claude'a Le Roy. Był jego asystentem w jednym z chińskich klubów. Następnie sam został pierwszym szkoleniowcem i przez kilka miesięcy trenował zespół w Wietnamie. Wrócił do Francji, by w 2007 roku znowu dołączyć do sztabu Le Roy. Tym razem wspólnie pod opiekę wzięli reprezentację Ghany. Wtedy też pierwszy raz pojechał na Puchar Narodów Afryki. Duet Renard-Le Roy doprowadził "Czarne Gwiazdy" do brązowego medalu.

 

Francuz szybko jednak postanowił zostać pierwszym selekcjonerem którejś z reprezentacji. Padło na mało znaczącą zarówno w światowym, jak i afrykańskim futbolu Zambię. Jak się później okazało nie była to jego jedyna przygoda z tym krajem. Od razu wywalczył udział w PNA 2010, a na samym turnieju osiągnął ćwierćfinał przegrywając po karnych z Nigerią. Potem zaliczył krótkie epizody w Angoli oraz jednym z algierskich klubów, by w 2011 wrócić do Zambii.

 

Turniej w 2012 miał być dla tej reprezentacji wyjątkowy ponieważ odbywał się w Gwinei Równikowej i Gabonie. W tym drugim państwie 19 lat wcześniej doszło do jednej z większych katastrof w historii afrykańskiego i zambijskiego sportu. Samolot z reprezentantami rozbił się w okolicach stolicy, Libreville. "Chipolopolo" szli w mistrzostwach jak burza. Doszli do finału, który miał się rozegrać właśnie w Libreville. Skazywana na pożarcie drużyna Renarda pokonała po karnych absolutnego faworyta, Wybrzeże Kości Słoniowej i pierwszy raz w historii triumfowała w Pucharze Narodów Afryki.

 

Francuz pożegnał się z zespołem po fatalnym PNA rok później i objął posadę szkoleniowca Sochaux. W rodzimej Francji nie wysiedział jednak zbyt długo i kolejny raz udał się do Afryki. Przejął zespół, który kilka lat wcześniej potrafił poskromić, czyli WKS, które od lat wyczekiwało triumfu. Złote pokolenie piłkarzy takich jak Didier Drogba (ostatecznie na turniej w 2015 roku nie pojechał), bracia Yaya i Kolo Toure, czy też Salomona Kalou potrzebowało wreszcie udowodnić swoją wielkość na kontynencie. W przeszłości na ich drodze stawała Zambia bądź też Egipt. Wtedy w wielkim finale zmierzyli się z Ghaną. Renard przeżył kolejny horror z happy endem i znowu wygrał po karnych. Stał się pierwszym selekcjonerem, który wygrał PNA z dwoma różnymi państwami.

 

Wyraźnie nie szła mu jednak współpraca z klubami. Po nieudanej przygodzie z Sochaux spróbował swoich sił w Lille. Znowu zawiódł i już po pół roku rozstał się z drużyną.

 

Trzecim afrykańskim narodem, który pokochał Renarda jest Maroko. Zaczął od ćwierćfinału PNA 2017, ale największym sukcesem było wprowadzenie "Lwów Atlasu" na mundial do Rosji. Kolejny raz osiągnął coś kosztem Wybrzeża Kości Słoniowej, które pokonał w decydującym meczu. Maroko wróci na MŚ po 20 latach przerwy, a Renard po zakończonych eliminacjach osobiste gratulacje otrzymał m.in. od króla Muhammada VI.

 

Francuz to absolutnie fenomen na skalę światową. Mało jest bowiem szkoleniowców, którzy tak wielkie sukcesy święciliby z trzema różnymi reprezentacjami. Pamiętajmy, że w krajach afrykańskich gwiazdy pokroju Renarda szybko wynoszone są na piedestał, zwłaszcza kiedy dokonują tak wielkich rzeczy. Przypomnijmy, że Francuz ma zaledwie 49-lat, co w przypadku większości trenerów jest dopiero początkiem kariery. Ile jeszcze uda mu się osiągnąć w Afryce zobaczymy, na razie przed nim mundial, gdzie tak naprawdę może tylko zyskać. Wiadomo, że w podczas losowania grup MŚ Maroko będzie w czwartym koszyku. W związku z tym praktycznie pewne, że będzie skazywane na pożarcie. Renard nieraz już jednak pokazywał, że jest człowiekiem od zadań specjalnych, cudotwórcą i  zapewne zrobi wszystko, by w Rosji zadziwić świat. Pytanie co będzie robił później, być może podbije serca kolejnego afrykańskiego narodu.

Igor Marczak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze