47-latek był selekcjonerem reprezentacji Walii przez sześć lat. W tym czasie z przeciętnych brytyjskich kopaczy stworzył prawdziwy zespół, który jak równy z równym bił się z europejskimi potęgami na wielkim turnieju. Już sam awans do Euro 2016 był wielkim sukcesem kraju, który przez wiele lat z Ryanem Giggsem na czele marzył o dużej piłce. Indywidualności Garetha Bale'a i Aarona Ramseya oraz znakomita gra zespołowa pozwoliły Colemanowi i spółce awansować do najlepszej czwórki Europy.

Jak się jednak okazuje, był to jednorazowy wybryk. Walia nie grała już tak dobrze w kolejnym okresie, a zbiegło się to przede wszystkim ze słabą formą i kontuzjami największych gwiazd zespołu. Walijczycy nie byli nawet najlepszą brytyjską drużyną w grupie eliminacyjnej i z 17 punktami w 10 meczach zajęła trzecie miejsce w el. MŚ 2018 za Irlandią i Serbią.

Coleman postanowił spróbować nowych rzeczy i rozstał się z zespołem. Szef federacji Jonathan Ford jest zawiedziony, bowiem selekcjoner poprowadził reprezentację do historycznych chwil.

"Jesteśmy niezwykle dumni i wdzięczni Chrisowi za to, co zrobił przez ostatnich sześć lat. Od rozmów z zawodnikami w szatni, kibicami na trybunach aż do półfinału Euro 2016 we Francji. Życzymy mu wszystkiego najlepszego i powrotu do klubowej piłki z sukcesami."

Taki właśnie plan ma Coleman. Walijczyk po raz ostatni był menedżerem w klubie na początku 2012 roku, gdy prowadził grecką Larissę. Według Sky Sports, ma podjąć się próby uniknięcia spadku w Sunderlandzie. Czarne Koty w zeszłym roku spadły z najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii, a obecnie są ostatnią drużyną Championship z zaledwie 10 punktami w 16 kolejkach.