Po dwóch porażkach z Andre Wardem (pierwszej bardziej na kartach sędziowskich, drugiej wyraźnej), pytanie co się dzieje z wydawało się niezniszczalnym Rosjaninem, było jak najbardziej na miejscu. Sam Kowaliow, mowiąc o drugiej porażce z Wardem, przyznaje, że „nie pamiętam nic z tej walki od połowy drugiej rundy do ciosu w ósmej. Nie pamiętam, żebym był kiedykolwiek tak zmęczony. Teraz robię wszystko, by to naprawić”. Rzeczywiście „wszystko” – po bardzo publicznym rozwodzie z trenerem Johnem Davidem Jacksonem, „Krusher” zatrudnił w roli swojego szkoleniowca Abrora Tursunpulatowa, znanego, ale z trenowania uzbeckich olimpiczyków, a nie zawodowych mistrzów świata. 

 

Rozbrat Kowaliowa z Jacksonem był brutalny – ten pierwszy zarzucał trenerowi, że miał go tylko „do podawania wody w narożniku”, ten drugi mówił o chamskim zachowaniu Rosjanina, piciu wódki i nie płaceniu rachunków.


Kowaliow, w wieku 34 lat, odkrył, że jedzenie smażonego boczku i popijanie piwem (albo czymś mocniejszym) niekoniecznie pomaga w treningach. „Skończyłem ze smażonymi potrawami. Skończyłem z ziemniakami, moim ulubionym jedzeniem” – mówi Kowaliow. „Więcej świeżych owoców, więcej produktów organicznych. Już teraz czuję w sobie więcej energii” – mówi pięściarz, który przyznaje, że energii podczas walk starczało mu na „pięć, czasami sześć rund”.


Nowy trener jest przekonany, że ulepszona wersja Kowaliowa będzie dla wszystkich kibiców przypomnieniem, jak niebezpiecznym pięściarzem jest jego podopieczny. Zapewnia, że ten Kowaliow, który idzie do przodu, bije seriami i ma w głowie tylko jedną taktykę – nokautować, to ten, którego zobaczymy w sobotę z Szabranskym. „Nie tylko Siergiej nie będzie zmęczony w czwartej czy piątej rundzie jak to było w ostatniej walce z Wardem, ale będzie także lepszy, bardziej dynamiczny od poczatku do końca każdej rundy” – przekonuje trener Tursunpulatov.


Kowaliow, który już podczas naszej ostatniej rozmowy, kiedy był gościem gali Gołowkin – Alvarez w Las Vegas mówił, że nie zależy mu na wybraniu trenera ze znanym nazwiskiem, bo „czego mnie można jeszcze nauczyć?”, jest bardzo zadowolony z wyboru. „Nie tylko rozumiemy się z Abrorem, bo rozmawiamy w tym samym języku, ale rozumiemy się jako ludzie. Możemy podyskutować, kiedy nie do końca rozumiem o co chodzi podczas ćwiczeń. Mentalnie jesteśmy na tej samej fali, co czyni treningi o tyle bardziej sensowne. On ma kontrolę nad wszystkim co się dzieje”.


Kowaliow przekonuje, że jego cel pozostał ten sam, co zawsze – zjednoczenie tytułów w wadze półciężkiej. Zanim Andre Ward ułatwił mu zadanie przechodząc na sportową emeryturę i oddając swoje tytuły, „Krusher” chciał tylko jak najszybciej wrócić na ring. Proponował walkę w Nowym Jorku – za dobre pieniądze, w umownej kategorii wagowej – Andrzejowi Fonfarze – ale Polak miał już inne plany, czasu było zbyt mało. Szabransky to nie Ward, pod żadnym względem, więc droga na szczyt powinna być w miarę szybka, łatwa i przyjemna. Kiedy przyjdzie bić się z pozostałymi mistrzami – Dmitry Biwol (WBA), Adonis Stevenson (WBC) czy Artur Beterbiew (IBF) – będzie trudniej. Chyba, że ta nowa wersja Krushera będzie tak dobra jak on sam zapowiada...

 

Gala z walką o pas WBO World w wadze półciężkiej: Siergiej Kowaliow - Wiaczesław Szabrański w nocy z soboty na niedzielę od godziny 3:00 w Polsacie Sport!