NBA: 59. triple-double LeBrona Jamesa

Koszykówka
NBA: 59. triple-double LeBrona Jamesa
fot. PAP

W czwartek w lidze NBA 59. w karierze tzw. triple-double uzyskał LeBron James. Tyle samo miał słynny Larry Bird. Skrzydłowy Cleveland Cavaliers w wygranym u siebie meczu z Los Angeles Lakers 121:112 uzyskał 25 punktów oraz po 12 asyst i zbiórek.

Na liście wszech czasów James i Bird zajmują szóste miejsce. Prowadzi legendarny Oscar Robertson, który w latach 1960-74 uzyskał aż 181 triple-double.

- Bycie w takim towarzystwie jak Larry Bird to dla mnie coś niesamowitego. To jeden z najlepszych zawodników w historii, między innymi na którym starałem się wzorować. Na parkiecie zawsze dawał z siebie wszystko. Grał dosłownie tak długo, jak tylko mógł - powiedział James.

Cavaliers kontrolę nad meczem przejęli pod koniec drugiej kwarty. Od tego momentu już nawet na moment nie oddali prowadzenia. Oprócz Jamesa świetnie grał Kevin Love - 28 pkt i 11 zbiórek. Wśród pokonanych wyróżnił się Brandon Ingram - 26 pkt.

"Kawalerzyści" z bilansem 21 zwycięstw i ośmiu porażek zajmują drugie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej. Prowadzi ekipa Boston Celtics (24-6), która minionej nocy nie grała.

Odpoczywali także najlepsi na Zachodzie - koszykarze Houston Rockets (22-4). Tuż za nimi są Golden State Warriors (23-6). Obrońcy tytułu wciąż muszą sobie radzić bez kontuzjowanych Stephena Curry'ego i Draymonda Greena, ale jedną z najsłabszych ekip tego sezonu Dallas Mavericks pokonali u siebie bez większych problemów 112:97.

Ciężar gry wzięły na siebie pozostałe gwiazdy "Wojowników". Kevin Durant uzyskał 36 pkt, 11 zbiórek i siedem asyst, a Klay Thompson dołożył 25 pkt, trafiając m.in. wszystkie pięć rzutów "za trzy".

- Ta drużyna pełna jest utalentowanych zawodników. W drugiej połowie zaczęliśmy popełniać błędy, dzięki którym uzyskali przewagę i tak naprawdę już nic nie mieliśmy do powiedzenia w tym meczu - przyznał Harrison Barnes, który w latach 2012-16 grał dla Warriors.

Barnes zdobył dla Teksańczyków 16 pkt, a 18 uzyskał Niemiec Dirk Nowitzki.

W czwartek swoje wielkie umiejętności zaprezentował Karl-Anthony Towns. 22-letni środkowy Minnesota Timberwolves na swoim koncie zapisał 30 pkt, 14 zbiórek oraz po pięć bloków i asyst, a jego zespół rozbił na własnym parkiecie Sacramento Kings 119:96.

- Przyszedłem na ten mecz jako zabójca, a nie koszykarz. Chciałem być tak aktywny, jak tylko to możliwe i zdominować grę - podkreślił Towns.

Dla "Leśnych Wilków" 22 pkt dołożył Andrew Wiggins, a Jimmy Butler 21 pkt i dziewięć asyst.

Timberwolves do fazy play off ostatnio awansowali w sezonie 2003/04, ale teraz są na dobrej drodze by przerwać czarną serię. W Konferencji Zachodniej z bilansem 17-12 zajmują czwarte miejsce.

no, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze