"Król" w szarych dresach. Najpierw ojciec, teraz syn

Piłka nożna
"Król" w szarych dresach. Najpierw ojciec, teraz syn
fot. PAP

Urodził się 1 kwietnia 1976 roku w węgierskim Szombathely, w dzień popularnego w Europie Prima Aprilis. Jednak to nie żartobliwy charakter święta jest powodem noszenia przez niego długich, szarych dresów, dzięki którym zapamiętali go kibice na całym świecie. Co więcej tradycja nie zginie, ponieważ teraz jego "dres(s) code" przejął syn Matyas, również występujący na pozycji bramkarza.

Mowa rzecz jasna o Gaborze Kiralyu, czyli "królu", gdyż tak właśnie jego nazwisko tłumaczy się z języka naszych bratanków. Swoją piłkarską przygodę zaczynał on w rodzimym Szombathelyi Haladas i wszystko wskazuje na to, że tam też ją zakończy, ponieważ Gabor, po 18 latach spędzonych na niemieckich oraz angielskich boiskach, 14 lipca 2015 roku wrócił w rodzinne strony. Obecnie jest najstarszym zawodnikiem najwyższej węgierskiej klasy rozgrywkowej.

- Jestem w pełni zmotywowany. Ta praca cieszy mnie każdego dnia, dobrze było wrócić do mojego rodzinnego zespołu. Spędziłem 18 lat za granicą, ale moim celem zawsze była gra na nowym stadionie Szombathelyi - powiedział po transferze Kiraly, popisując się przy tym nie lada kurtuazją.

W swojej sportowej karierze Węgier reprezentował bowiem barwy takich marek jak Hertha BSC, West Ham United, Aston Villa czy Bayer Leverkusen. Pierwszym przystankiem w zagranicznej podróży Kiralya był klub z Berlina, który w 1997 roku zapłacił za bramkarza równowartość 100 tysięcy euro.

Na początku miał on spore problemy z wywalczeniem sobie miejsca w podstawowej jedenastce Herthy, jednak po 7 meczach bez zwycięstwa z rzędu, dostał swoją szansę, zastępując między słupkami Christiana Fiedlera. Miało to miejsce 28 września 1997 roku podczas ligowego starcia z FC Koeln, które zakończyło się długooczekiwanym zwycięstwem stołecznych 1:0. Wówczas Kiraly po raz pierwszy mógł z czystym sumieniem powiedzieć "Jestem berlińczykiem".

Po objęciu sterów drużyny przez Hansa Meyera w zimę 2003 roku między słupki bramki Herthy powrócił Fiedler, a "król" musiał zadowolić się miejscem na ławce rezerwowych. W dodatku właściciele klubu zastrzegli, że jego dalszy byt zależy od tego, czy zgodzi się on na obniżenie pensji. Spakował więc swoje szare dresy do walizki i wyjechał na podbój Wysp Brytyjskich, rozgrywając wcześniej pożegnalny mecz w Bundeslidze przeciwko... FC Koeln. Kolejna klamra w karierze Węgra!

W Anglii bronił barw Crystal Palace (2004-2006, 2007), West Hamu United (2006), Aston Villi (2007), Burnley (2007-2009) oraz Fulham (2014-2015). W międzyczasie wrócił jednak na niemiecką ziemię, gdzie grał w Bayerze Leverkusen (2009) i TSV 1860 Monachium (2009-2014).

Na uwagę zasługuje również jego, zakończona 15 listopada 2016 roku podczas meczu ze Szwecją (0:2), kariera reprezentacyjna. W "Nemzeti Tizenegy" (węg. Narodowej Jedenastce) wystąpił w 108 meczach, co stanowi rekord jeśli chodzi o kadrę Madziarów. Drugi w zestawieniu, z dorobkiem 101 spotkań, jest József Bozsik, pomocnik legendarnej "Aranycsapat" (węg. Złotej jedenastki), czyli węgierskiej kadry selekcjonera Gusztava Sebesa, która siała postrach na boiskach w latach 1950-1954.     

Pisząc o Kiralyu nie sposób nie wspomnieć o nieodłącznym elemencie jego ekwipunku, jakim są kultowe, szare, bawełniane dresy, w których występuje od wielu lat. W jednym z wywiadów Węgier przyznał, że powodem zakładania przez niego tego dość specyficznego elementu ubioru jest fakt, że po prostu gra mu się w nich wygodnie, a w dodatku szary kolor przynosi mu szczęście.

"Król" w dresach nie zrażał się nawet tym, że angielscy dziennikarze często żartowali sobie z niego mówiąc, że gra w spodniach od piżamy. Nie sposób odmówić im jednak talizmatycznych właściwości. W trakcie kariery, w oficjalnych meczach trzykrotnie wystąpił w krótkich spodenkach (raz w Crystal Palace, raz w Aston Villi i raz w Berlinie) i ciężko stwierdzić, żeby zakończyły się one po jego myśli.

Gdy zostawił swój szary artefakt w szatni zanotował jedną z najbardziej bolesnych porażek, gdy na Stamford Bridge przeciwko Chelsea (1:4) puścił piłkę między nogami po strzale Mateji Kezmana. Innym spotkaniem, w którym sędzia nie pozwolił mu na wyjście na boisko w "stroju treningowym" był mecz Herthy z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski w Pucharze UEFA w 2003 roku. Dwumecz zakończył się awansem Polaków po bezbramkowym remisie na wyjeździe oraz zwycięstwie u siebie (gol Grzegorza Rasiaka z 84. minuty).

Tradycję Gabora kontynuuje jego 13-letni syn Matyas (węg. Maciej), występujący na co dzień w drużynie U-14 Szombathelyi Haladas. Z okazji czterdziestych urodzin Gabor otworzył zresztą sklep ze sportową odzieżą oraz akcesoriami, w którym można znaleźć zaprojektowane przez niego ubrania. Wygląda więc na to, że następca "króla" nie będzie miał problemu z doborem garderoby...

Adam Łuczka, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze