Stoch z dnia na dzień skacze pewniej i wygrywa wyraźniej. W Oberstdorfie, gdzie odniósł pierwsze zwycięstwo i został pierwszym Polakiem, który tego dokonał, zajął 28. miejsce w kwalifikacjach. W Garmisch-Partenkirchen powtarzając ten wyczyn, w kwalifikacjach był szósty, a w Innsbrucku już drugi. W dniu konkursu był najlepszy w serii próbnej oraz obu skokach, które dały mu trzecie turniejowe zwycięstwo.

I tak to co jeszcze tydzień temu wydawało się nieprawdopodobne jest tuż, tuż. Kamil Stoch zapewne po raz drugi wygra Turniej Czterech Skoczni i jest w stanie wyrównać rekord Hannawalda. Musi tylko wygrać w sobotę w Bischofshofen na skoczni, gdzie triumfował w ubiegłym roku zapewniając sobie pierwsze zwycięstwo w tej prestiżowej imprezie.

Hannawald wciąż jest jedynym w historii Turnieju Czterech Skoczni, który wygrał wszystkie cztery konkursy. Dokonał tego w sezonie 2001/2002 zostawiając w pokonanym polu Fina Mattiego Hautamaeki i Austriaka Martina Hoellwartha.

W Innsbrucku los napisał czarny scenariusz dla lidera Pucharu Świata, Niemca Richarda Freitaga, najgroźniejszego rywala Stocha, który po dwóch konkursach tracił do niego 11,8 pkt.  Freitag w pierwszej próbie skoczył 130 metrów i nie ustał lądowania. Ten upadek pogrzebał jego szanse, na szczęście nie doznał poważnej kontuzji, ale do drugiej serii, choć awansował, nie przystąpił.

Słynna Bergisel znów pokazała swoje brzydsze oblicze. Kiedyś przepadł tu Gregor Schlierenzauer, dwa lata temu przewrócił się Severin Freund, a przed rokiem Stoch. Tyle że w treningowym skoku i mimo bólu wystąpił wtedy w konkursie. Rozegrano tylko jedną serię, zajął czwarte miejsce, a zwycięskiego dzieła dokończył w Bischofshofen.

Tym razem oprócz Freitaga fatalne wspomnienia z Innsbrucku mieć będą Schlierenzauer, który na „swojej” skoczni nie wszedł do finałowej serii, oraz czterokrotny mistrz olimpijski Simon Ammann, który podzielił los Austriaka.

A Stoch raz jeszcze pokazał klasę, z obniżonego rozbiegu wylądował pewnie na 130 metrze, tak jak Freitag, i objął prowadzenie. W finałowej serii (128,5 m) potwierdził, że nie ma niego mocnych, znów był najlepszy wygrywając tym samym trzeci konkurs z rzędu z dużą przewagą nad Norwegiem Danielem Andre Tande i Niemcem Andreasem Wellingerem.

Po trzech konkursach „Orzeł z Zębu” ma 64,5 pkt przewagi nad Wellingerem i 67,5 nad Japończykiem Junshiro Kobayashim. Czwarty Dawid Kubacki stracił miejsce na podium (83,5 pkt straty do Stocha) i ciężko będzie mu na nie wrócić.

Hannawald, dziś komentator niemieckiego Eurosportu żartuje, że postawi piwo temu, który pokona Kamila Stocha i nie pozwoli mu wyrównać należącego do niego rekordu. Obiecuje też, że jeśli Polak jednak tego dokona, to będzie pierwszym który pośpieszy z gratulacjami.

Bardziej prawdopodobne jest to drugie rozwiązanie. Stoch na naszych oczach pisze historię, a że jest w bombowej formie to szanse na to, że wygra również w Bischofshofen są duże. Oby tylko los był dla niego łaskawy.