Pierwsze konkursowe loty w Oberstdorfie w piątek, ale dzień wcześniej odbędą się kwalifikacje, które dla wielu skoczków będą trudną próbą. Tym bardziej, gdy mocniej powieje i wiatr zacznie pisać swoje, przewrotne scenariusze.

Jedno już wiemy, na niemieckim mamucie zabraknie Gregora Schlierenzauera, który po słabiutkim występie w Bad Mitterndorf, nie znalazł miejsca w austriackiej kadrze. A przecież dziesięć lat temu, w Obersdorfie, 18 letni wtedy „Schlieri” Schlierenzauer wygrał w debiucie mistrzostwa świata indywidualnie i drużynowo, choć długo zastanawiano się czy tak młody i nie mający żadnego doświadczenia na tak dużych obiektach skoczek, powinien w tamtych zawodach wystąpić.

Polacy jakoś nie mają szczęścia do mistrzostw świata w lotach narciarskich. Jeden jedyny medal, brązowy wywalczył w 1979 roku Planicy Piotr Fijas, osiem lat później nieoficjalny rekordzista w długości lotu – 194 m.

W 2010 roku przed wielką szansą nie tylko na medal, ale nawet na zwycięstwo w MŚ stał w Planicy Adam Małysz, ale pogrzebał ją w ostatnim skoku. Wygrał Simon Ammann, a Norweg Anders Jacobsen zrzucił z podium „Orła w Wisły”, choć wydawało się to niemożliwe.

To był pamiętny olimpijski sezon i wielkie sukcesy Ammanna, który na igrzyskach w Vancouver dwukrotnie pokonał Małysza.

Polacy zameldują się w Oberstdorfie w najsilniejszym składzie, z Kamilem Stochem, Dawidem Kubackim, Stefanem Hulą, Piotrem Żyłą i Maciejem Kotem, ale w czwartkowych kwalifikacjach weźmie udział tylko czterech. Odpadnie najsłabszy w skokach treningowych.

W sobotnim konkursie na Kulm nie latali zbyt daleko, a Kubacki nie zakwalifikował sę do serii finałowej. Najlepiej spisał się Hula zajmując 14 miejsce. Zmęczony ostatnimi sukcesami Stoch spóźniał odbicie i lądował bliżej niż oczekiwano. Ostatecznie skończył na 21. miejscu. Liczył że następnego dnia będzie lepiej, ale z powodu zbyt silnego wiatru drugi konkurs odwołano.

Jeśli jednak lider Pucharu Świata i zwycięzca dwóch ostatnich edycji Turnieju Czterech Skoczni odzyska siły i świeżość, to w Oberstdorfie może powalczyć z najlepszymi, bo latać przecież potrafi. Należący do niego rekord Polski (251,5 m) ustanowiony przed rokiem w Planicy jest imponujący, zaledwie dwa metry ustępuje osiągnięciu Stefana Krafta, który w Vikersund poleciał 253,5 m.

Kto będzie faworytem zbliżających się mistrzostw świata? Pamiętajmy, że loty to loteryjna konkurencja, tu za błędy płaci się wyższą cenę niż na mniejszych skoczniach.

A wygrywa ten, kto zgromadzi najwięcej punktów w czterech skokach rozłożonych na dwa dni (piątek-sobota). Na zakończenie mistrzostw, w niedzielę rozegrany zostanie konkurs drużynowy i tu najwięcej szans na sukces uczciwie trzeba dać Norwegom.

Indywidualnie chyba też najwięcej szans na zwycięstwo ma jeden z norweskich lotników. Na Kulm wygrał Andreas Stjernen przed Danielem Andre Tande, ale Norwegowie mają jeszcze Roberta Johanssona, Johanna Andre Forfanga i Andersa Fannemela. Na dalekie loty stać Krafta, Słoweńcy mają braci Petera i Domena Prevców, Tilena Bartola i Jerneja Damjana, a Niemcy chociażby Andreasa Wellingera, choć wróci już na skocznię Richard Freitag i będzie wielką niewiadomą. Coraz dalej ląduje też czterokrotny mistrz olimpijski, 36-letni Simon Ammann, Szwajcar, jak 45-letni Japończyk Noriaki Kasai, mistrz świata w lotach z Harrachowa, z 1992 roku. Wygrać raczej nie wygra, ale pazur pokaże.

Do tej pory tylko trzech skoczków w historii tej imprezy: Szwajcar Waler Steiner, Niemiec Sven Hannawald i Norweg Roar Ljoekelsoey wygrywało mistrzostwa świata w lotach dwukrotnie. A słynny Fin Matti Nykaenen najczęściej, bo pięciokrotnie stawał na podium w indywidualnej rywalizacji.


Pierwsze skoki treningowe w Oberstdorfie i kwalifikacje już w czwartek. Zapowiada się dalekie i pełne emocji  latanie. Aż do niedzieli.